Tragiczny finał pokazu. BMW na dwóch kołach runęło na człowieka. Nie żyje legendarny kaskader z Czech

2026-07-28 16:39

W niedzielny wieczór w Radzyniu Podlaskim na Lubelszczyźnie doszło do wstrząsającej tragedii. W trakcie występu profesjonalnej grupy kaskaderskiej z Czech zginął 61-letni współzałożyciel zespołu, Alfred S. Doświadczony kaskader został przygnieciony przez BMW w czasie wykonywania jednego z najtrudniejszych numerów, znanego jako „żywa bramka”. Dla legendarnej formacji była to pożegnalna trasa przed ostatecznym zakończeniem kariery.

  • Tragiczny wypadek wydarzył się podczas pożegnalnego pokazu czeskiej grupy kaskaderskiej.
  • Kaskaderskie BMW przygniotło 61-letniego współzałożyciela zespołu.
  • Policja wyjaśnia, dlaczego doświadczony kierowca stracił panowanie nad autem.

Pożegnalny pokaz w Radzyniu Podlaskim zamienił się w koszmar

Niedzielny pokaz na placu targowym w Radzyniu Podlaskim przyciągnął wielu widzów. Wszystko przebiegało zgodnie z planem aż do jednego z najbardziej efektownych numerów programu – tzw. „żywej bramki”. Podczas tej ewolucji samochód jedzie na dwóch kołach pomiędzy stojącymi członkami zespołu.

Tym razem coś poszło nie tak. BMW, które poruszało się na dwóch kołach, nagle straciło stabilność. Samochód opadł na prawe koła i uderzył stojącego obok Alfreda S.

Jak przekazała policja, 73-letni kierowca BMW stracił panowanie nad pojazdem podczas wykonywania ewolucji. 61-letni kaskader został ciężko ranny i przewieziony do szpitala. Niestety, mimo wysiłków lekarzy, zmarł kilkanaście minut później.

Moto Session w Lublinie

Spełniał marzenie swojego ojca

Alfred S. był współzałożycielem grupy, którą stworzył w 1994 roku, realizując marzenie swojego ojca – znanego kaskadera samochodowego z lat 70. Przez lata zespół zdobywał rekordy, występował w filmach i prezentował pokazy w wielu krajach Europy. Sam Alfred wielokrotnie podkreślał, że zawód kaskadera wymaga nie tylko odwagi, ale przede wszystkim odpowiedzialności i szacunku do niebezpiecznych ewolucji.

Śledztwo trwa

Jeszcze tydzień wcześniej grupa prezentowała ten sam numer podczas występu w Puławach. Nawet ulewny deszcz nie przeszkodził wtedy w bezpiecznym wykonaniu pokazu. Dlaczego tym razem doszło do tragedii? To wyjaśniają policjanci i prokuratura. Śledczy zabezpieczyli miejsce wypadku i sprawdzają wszystkie okoliczności.

Pożegnalna trasa miała być symbolicznym zakończeniem ponad 30-letniej działalności zespołu. Na plakatach zapowiadano ją hasłem: „To koniec pewnej historii. Schodzimy ze sceny”. Nikt nie przypuszczał, że te słowa nabiorą tak tragicznego znaczenia.