- Funkcjonariusze ujęli 25-latka z Mołdawii na przystanku kolejowym Puławy Chemia.
- Podejrzany uruchomił ręczny hamulec w trzech cysternach z paliwem.
- Przy mężczyźnie zabezpieczono elektronikę, liczne karty SIM oraz dokumenty wystawione w języku rosyjskim.
- O zdarzeniu natychmiast poinformowano kluczowe służby, w tym ABW i kontrwywiad wojskowy.
- Śledczy skierowali wniosek o trzymiesięczny areszt dla zatrzymanego.
- Za sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy grozi mu dekada za kratkami.
Anton B. prezentuje się nienagannie, a jego stylizacja – markowy płaszcz i obuwie – przywodzi na myśl raczej zamożnego studenta niż przybysza z ubogiego regionu Europy. Podczas doprowadzenia do lubelskiej prokuratury, w obecności fotoreporterów, zachowywał się swobodnie i sprawiał wrażenie rozbawionego całym zamieszaniem. Dopiero konfrontacja ze śledczymi i przedstawienie zarzutów prawdopodobnie uświadomiły mu powagę położenia, w jakim się znalazł.
Mężczyzna pojawił się w Puławach w poniedziałek 16 lutego, zaledwie dzień po przekroczeniu białorusko-polskiej granicy w Terespolu. Interwencja służb nastąpiła w godzinach popołudniowych.
"Dziś przed godziną 16 na stacji kolejowej w Puławach policjanci pełniący służbę w ramach operacji TOR zatrzymali 25-letniego obywatela Mołdawii. Mężczyzna został zatrzymany po tym, jak uruchomił hamulec ręczny w wagonie towarowym pociągu relacji Szczecin-Dorohusk" - poinformowali w poniedziałek policjanci.
W momencie ujęcia obcokrajowiec ukrywał się między wagonami. Funkcjonariuszy zaskoczyła jednak zawartość plecaka, który 25-latek miał przy sobie.
"Policjanci na miejscu ujawnili przy zatrzymanym torbę z zawartością m.in. telefonów komórkowych, sprzętu elektronicznego, kart SIM, powerbanku oraz dokumentów w języku rosyjskim." - przekazała policja.
Uruchomienie procedur alarmowych postawiło na nogi najważniejsze służby, włączając w to Centralne Biuro Śledcze Policji oraz Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Niewielka i zazwyczaj pusta stacja Puławy Chemia stała się centrum wielogodzinnych działań operacyjnych. To właśnie w tym miejscu doszło do neutralizacji zagrożenia.
Okolica zdarzenia to teren rzadko uczęszczany, gdzie publiczna infrastruktura sąsiaduje z drogami wewnętrznymi zakładów przemysłowych. Lokalizacja ta znajduje się niedaleko miejscowości Gołąb, gdzie jesienią ubiegłego roku doszło do zniszczenia trakcji kolejowej. Skala zaangażowania służb wywołała niepokój wśród nielicznych świadków.
"Nie dało się przejść normalnie" - opowiada kobieta wracająca z pracy w Azotach Puławy.
"Myślałam, że ktoś zginął na torach. Tyle było policji i służb." - dodaje świadek zdarzenia.
Przed zatrzymaniem mężczyzna próbował dostać się do kabiny maszynisty. Gdy obsługa pociągu kazała mu odejść, 25-latek zaczął nalegać na zabranie go do Terespola, co sugeruje, że doskonale znał cel podróży składu. Po odmowie oddalił się, a pociąg ruszył. Maszynista szybko wyczuł jednak nienaturalny opór i zatrzymał maszynę. Inspekcja wykazała, że w trzech wagonach ktoś celowo zablokował koła za pomocą mechanizmu ręcznego.
"Przez cały czas robił wrażenie osoby nie zdającej sobie sprawy z powagi sytuacji. Jakby chciał pokazać, że zrobił to na złość" - mówi osoba znająca kulisy akcji.
Zachowanie sprawcy mogło sugerować brak wyobraźni, jednak zablokowane koła w cysternach z łatwopalną substancją generują ogromne ryzyko pożaru lub wykolejenia, co w tak newralgicznej lokalizacji mogłoby doprowadzić do tragedii.