Ogień zabrał dzwonnicę, ale nie nadzieję. Parafianie odbudują swoją świątynię w Lublinie

Dwa miesiące po dramatycznym pożarze, który w Boże Narodzenie wstrząsnął Lublinem, parafianie z Dziesiątej wciąż żyją między bólem a nadzieją. Kościół Najświętszego Serca Jezusowego został poważnie uszkodzony, zniknęła charakterystyczna dzwonnica, trwa rozbiórka popękanego stropu. Ale mury ocaleją. A razem z nimi – wiara ludzi, którzy nawet najmłodszymi rękami dokładają się do odbudowy swojego miejsca.

Ogień zabrał wiernym z Lublina nadzieję

Mijają dwa miesiące od chwili, gdy ogień odebrał parafianom z Dziesiątej coś znacznie więcej niż budynek. W Boże Narodzenie płomienie strawiły część kościoła Najświętszego Serca Jezusowego w Lublinie – świątyni, która od pokoleń była sercem tej części miasta. Dziś trwa walka o jej przyszłość.

Przy ulicy Władysława Kunickiego, prowadzącej ze śródmieścia w stronę Biłgoraja i dalej ku Przemyślowi, stoi to, co zostało z dumy tej dzielnicy. „Dziesiąta” miała być przed wojną miastem-ogrodem. Kościół stanął tu już w 1934 roku – najpierw drewniany, później, od 1985 roku, okazały, smukły, z cegły i betonu. Wydawało się, że tak potężnej budowli nic nie zagrozi.

A jednak w świąteczny dzień wybuchł groźny pożar. Z żywiołem walczyło ponad stu strażaków przez przeszło dobę. Już wtedy było jasne, że zniszczenia będą ogromne. Dziś rozbierany jest popękany strop, zniknęła charakterystyczna dla tej części Lublina dzwonnica. Najważniejsze jednak, że – jak podkreślają duchowni – mury mają szansę przetrwać.

– Trudno było w to uwierzyć. To miejsce to ogromna część naszego życia – mówią Anna i Ryszard Kargulowie. Oboje zostali tu ochrzczeni, przyjęli pierwszą komunię, poznali się jeszcze w drewnianej świątyni ponad 60 lat temu. Ona śpiewała w chórze, on był ministrantem. – I tak już zostało – uśmiechają się. Później razem z synami pomagali w budowie nowego kościoła.

Kościół zamienił się w ruinę. Wsparcie przyszło do razu

Wsparcie przyszło szybko. Pomoc zadeklarował wojewoda lubelski Krzysztof Komorski, działania zainicjowała także Kuria Metropolitalna w Lublinie. Proboszcz, ks. dr Waldemar Sądecki, od początku apelował o rozwagę – bez zbiórek po domach i w internecie, wyłącznie wpłaty na konto parafii lub bezpośrednio w kancelarii. Próby podszywania się pod parafię szybko zostały udaremnione.

Parafianie wiedzą, że odbudowa potrwa latami i pochłonie miliony złotych. Podczas wizyt duszpasterskich temat powracał w niemal każdym domu. – Otrzymaliśmy ogromne wsparcie duchowe i materialne. Były chwile, gdy dzieci wyjmowały ze skarbonek swoje oszczędności i mówiły: „To na remont kościoła”. Serce rośnie – przyznaje proboszcz.

Dziś życie religijne toczy się w domu parafialnym. Tam odprawiane są msze i organizowane spotkania. Tuż obok, w zniszczonej świątyni, dzień po dniu trwają prace. Po usunięciu ważącej kilkadziesiąt ton nasiąkniętej wodą wełny mineralnej strop uległ odprężeniu i rozpoczęła się jego rozbiórka. Dopiero gdy zostanie całkowicie zdemontowany, okaże się, w jakim stanie są ściany. W tym tygodniu zakończy się także demontaż organów.

Część boazerii udało się odzyskać. Proboszcz zaproponował, by parafianie z umiejętnościami stolarskimi wykonali z niej niewielkie krzyże. Mają stać się symbolicznymi „cegiełkami” podczas zbiórek w innych parafiach – znakiem, że nawet z popiołów może narodzić się coś nowego.

Przyczyny pożaru wciąż nie są znane. Jedno jednak pozostaje pewne: kościół zostanie odbudowany. Bo dla mieszkańców Dziesiątej to nie tylko budynek z cegły i betonu. To miejsce chrztów, ślubów, pożegnań i spotkań. Część ich własnej historii.

Zobaczcie zdjęcia zdemolowanego kościoła w galerii.

Lublin Radio ESKA Google News