Kultura Street Dance-u w województwie ma coraz więcej fanów. Niektórzy z nich mają szansę wziąć udział w zajęciach, które organizuje klub m.in. w Lublinie, Milejowie czy Rejowicu Fabrycznym. O tańcu i sporcie porozmawialiśmy z prezesem klubu Robertem "Jamnik"-iem Jamińskim.
Robertem "Jamnik" Jamiński: Historia breakingu na naszych terenach jest długa. W Milejowie, skąd pochodzimy, breaking jest już od 20 lat. W tamtym roku obchodziliśmy 20lecie. Natomiast to, że powstał klub sportowy to wynik tego, że breaking pojawił się jako dyscyplina olimpijska, w związku z czym stał się oficjalnie sportem. To dało możliwości na troszkę inny rozwój zawodników. Dzięki temu można sięgać po różnego rodzaju dofinansowania i wszystko zostało troszkę tak usystematyzowane. Nie jest już takim "underground-owym" stylem tańca, więc to dało duże możliwości.
Chyba macie większą swobodę i możliwość przekazywania emocji, co nie jest obecne w innych dyscyplinach sportowych.
RJ: Tak, jest ciągle taki trochę spór dyskusyjny, ponieważ są tancerze breaka, czyli Bboye, którzy weszli w ten sport i gdzieś sobie z niego korzystają. Są też tacy, którzy w ogóle nie uważają tego za sport i dalej chcą, żeby była to tylko sztuka. Problem główny jest tego typu, że ciężko jest w pełni ocenić - w sposób sportowy - ponieważ obserwując dwóch tancerzy, może nam się wydawać, że oni tańczą zupełnie dwie różne rzeczy. Breaking jest tak otwarty i ma tak dużo elementów, a jeszcze każdy te elementy modyfikuje tak, żeby były wyłącznie jego i żeby być jak najbardziej oryginalną postacią. W związku z tym, to daje bardzo duże możliwości takiego wyrazu indywidualnego siebie i swojego tańca. Cały czas jest ta debata, czy breaking w ogóle powinien być sportem i finalnie może być tak, że już go nie będzie na Olimpiadzie. Mimo wszystko, te wszystkie systemy sportowe zostały, więc pozwala nam to na dużo większe możliwości.
Mam wrażenie, że sporo czerpiecie z akrobatyki, a poza tym chyba potrzeba do tego dużo siły?
RJ: Tak. Nie mogę powiedzieć, że jest to najtrudniejszy taniec, ponieważ każdy taniec jest bardzo trudny. Natomiast uważam, że jest on bardzo angażujący fizycznie. Nie wiem, czy nie najbardziej pod względem takim, że trzeba być i dobrze rozciągniętym, i bardzo silnym i mieć bardzo dobrą dynamikę, dużą wytrzymałość - więc trzeba praktycznie pracować nad wszystkimi aspektami. To, że breaking jest tak otwarty pozwala korzystać nam z przeróżnych dyscyplin, z przeróżnych inspiracji. Jeden może robić salta i fruwać w powietrzu, drugi może tańczyć bardziej stylowo. Jeden i drugi może być równie dobry, a może to wyglądać jak dwa zupełnie różne tańce dla kogoś, kto nie ma o tym pojęcia.
Czyli trzeba mieć i otwartą głowę i odwagę do tego?
RJ: Dokładnie, to jest jedna z rzeczy, dla których wybraliśmy breaking, bo pozwala być bardzo wolnym w tym, co robimy, otwartym na wszystko, pozwala być sobą. Nie ma takich stricte określonych ram pod warunkiem, że coś zostaje w smaku tego tańca, czyli jeżeli ktoś nie przegnie w drugą stronę, żeby to wyglądało jak, jakaś zumba, to jest wszystko w porządku. Ludzie naprawdę wkładają tam różne rzeczy, pokazują tam siebie i nikt tego za bardzo nie neguje i dla każdego jest przestrzeń i mogą się w tym odnaleźć. To jest super.
Ostatnio też chyba mieliście parę sukcesów. Mógłby się pan nimi pochwalić? Może zapowiedzieć kolejną imprezę, na której się pojawicie?
RJ: Startujemy na przeróżnych zawodach od takich małych rangą, po takie ogólnopolskie. Jesteśmy w tym momencie w dwóch federacjach: IDO, która organizuje mistrzostwa Polski oraz PFTU, czyli tej oficjalnej, jeżeli chodzi o breaking. Nasz klub w tym roku ma bardzo duże osiągnięcia, ponieważ na podium stawali od nas tancerze ponad 50 razy, z czego chyba 28 na pierwszych miejscach, więc myślę, że to jest całkiem dobry wynik. To na co się teraz szykujemy, to cały kolejny sezon mistrzostw PFTU, bo tam jest tak, że musimy pojechać na konkretną ilość zawodów, zdobyć konkretną ilość punktów, żeby później można było wystartować w mistrzostwach Polski. Także dzieje się cały czas dużo i cały czas są jakieś zawody. Teraz breaking przeżywa takie trochę odrodzenie, mam wrażenie. Mnóstwo dzieciaków tańczy i jak przypomnę sobie sprzed kilku lat zawody, gdzie powiedzmy jechało i startowało 15 dzieciaków, to teraz bywa, że jest 50 lub 60, więc naprawdę jest dobrze, jest z kim rywalizować i cieszę się, że tak się dzieje.
Można się do was zgłosić, przyjść na jakieś zajęcia otwarte. Na czym to polega?
RJ: Tak, w tym momencie na Lubelszczyźnie prowadzimy zajęcia w wielu miejscach. Mamy też swój taki mini oddział w Lublinie, gdzie serdecznie zapraszamy. Prowadzimy też zajęcia w Cycowie, w Zawieprzycach, w Rejowcu, w Chełmie i oczywiście tym naszym mini zagłębiu, czyli w Milejowie. Wszystko można sprawdzić na naszej stronie i tam wejść w zakładkę placówki, gdzie wszystko jest rozpisane. Każdy znajdzie coś dla siebie. Uczymy od najmłodszych lat zawodników. Mało tego, jeżeli chodzi o breaking, to uważam, że im wcześniej ktoś przyjdzie, tym lepiej, bo wtedy łatwiej można przygotować ciało i dużo więcej można z taką osobą zdziałać, chociaż nie jest to regułą, ponieważ ci starsi tancerze też sobie świetnie radzą.
Więcej szczegółów możecie znaleźć tutaj.
Zobacz także naszą galerię zdjęć: Spór o Ambasadora Województwa Lubelskiego. Marszałek odpowiada na wniosek