37-latek mieszka wspólnie ze swoją matką w jednej z podradzyńskich miejscowości. Zatrzymany od dłuższego czasu unikał stałego zatrudnienia, mimo że miał bardzo ambitne plany życiowe i snuł marzenia o założeniu munduru strażackiego. Państwowa Straż Pożarna była poza jego zasięgiem z powodów formalnych, a lokalne jednostki ochotnicze nie chciały przyjąć go w swoje szeregi. Według relacji wynikało to z faktu, że mężczyzna był osobą skrajnie nieodpowiedzialną i regularnie nadużywał taniego dyskontowego alkoholu.
Kiedy na przełomie kwietnia i maja w podlegających pod miejscowe nadleśnictwo lasach zaczęły wybuchać pożary, śledczy od razu wiedzieli, że mają do czynienia z celowym działaniem człowieka. Ogień pojawiał się głównie w okolicach Kąkolewnicy, a w jednym przypadku płomienie zauważono w rejonie gminy Wohyń. Błyskawiczna reakcja wezwanych na miejsce zastępów straży pożarnej za każdym razem zapobiegała rozprzestrzenieniu się żywiołu. Funkcjonariuszom na szczęście sprawnie udało się zidentyfikować i namierzyć podejrzanego 37-latka, powstrzymując go przed kontynuowaniem tego niezwykle groźnego procederu.
- Mundurowi potwierdzili, że 37-letni mężczyzna podpalał lasy na terenie powiatu na przestrzeni ostatnich tygodni. Zdarzało się także, że później obserwował pracę strażaków - opowiada kom. Piotr Mucha z policji w Radzyniu Podlaskim. Pożary sprowadzały ogromne zagrożenie dla mienia, ponieważ wybierał dni, w których było wietrznie, a ściółka od dłuższego czasu miała małą wilgotność. - Dodatkowym utrudnieniem i zagrożeniem był fakt, że do podpaleń dochodziło o różnych porach dnia i tylko dzięki czujności służb ratunkowych i ich szybkiemu i sprawnemu działaniu, ogień nie rozprzestrzeniał się na dużym obszarze.
Podczas przesłuchania aresztowany nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć motywów swojego zachowania. Z jego wyjaśnień wynikało, że przemieszczając się rowerem po leśnych ścieżkach, w losowych momentach podejmował decyzję o podłożeniu ognia i dosłownie chwilę później okoliczne drzewa zaczynały płonąć.
W toku prowadzonych czynności Rafał S. złożył wyjaśnienia, w których przyznał się do wywołania łącznie sześciu pożarów. We wtorek 19 maja miejscowy sąd w pełni poparł wspólny wniosek radzyńskich funkcjonariuszy oraz prokuratury, decydując o wysłaniu podejrzanego do tymczasowego aresztu na najbliższe trzy miesiące. Przepisy kodeksu karnego za sprowadzenie zdarzenia zagrażającego życiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach przewidują surową karę pozbawienia wolności do 10 lat.