Historia poszukiwań 45-letniego mieszkańca gminy Markuszów zakończyła się w najgorszy możliwy sposób. Mężczyzna opuścił dom 26 grudnia 2025 roku i od tamtej pory nie dawał znaku życia. Niestety, początek marca przyniósł potwierdzenie najczarniejszych scenariuszy. Dziennikarze dotarli do ojca zmarłego, próbując ustalić przyczyny tej tragedii. Pytanie o to, dlaczego doszło do nieszczęścia, wciąż pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi.
Kim był Tomasz W. z Bobrowisk?
Bobowiska to spora wieś otoczona polami i lasami, położona niedaleko Markuszowa i około dwudziestu kilometrów od Puław. W centrum miejscowości, obok sklepu i remizy, pojawiły się klepsydry informujące o śmierci Tomasza. Przechodnie komentują z ulgą, że odnalezienie ciała pozwoli mu w końcu zaznać spokoju. 45-latek mieszkał z siostrą i ojcem, uchodząc za człowieka cichego i wycofanego. Sąsiedzi wspominają ich jako solidnych gospodarzy, którzy od lat zajmują się hodowlą krów. Zwierzęta te miały szczególne znaczenie zwłaszcza dla seniora rodu.
Mówi się, że w świąteczny piątek, 26 grudnia, pan Tomasz czuł się bardzo źle po przebytym niedawno zapaleniu płuc. Mimo choroby i osłabienia postanowił pójść do obory, aby zająć się inwentarzem. Nigdy jednak tam nie dotarł. Ubrany w ciepłą bluzę, kurtkę moro i gumofilce minął budynki gospodarcze i ruszył drogą przed siebie.
„Mężczyzna wyszedł z domu w piątek, 26 grudnia ok. godz. 8:00, bez telefonu i dokumentów. W poszukiwaniach poza policjantami brali udział strażacy z PSP i OSP oraz inni ochotnicy. Użyto również psów służbowych” - informuje nadkomisarz Ewa Rejn-Kozak z policji w Puławach.
Makabryczne odkrycie w Przybysławicach
Służby ratunkowe przeszukiwały lasy, pola, nieużytki oraz pustostany, weryfikując każde miejsce, gdzie mógł schronić się zaginiony. Strażacy użyli łodzi i specjalistycznego sprzętu do sprawdzenia pobliskiego zbiornika wodnego. Ciało odnaleziono ostatecznie w okolicy Przybysławic. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna dotarł tam drogą, gdyż wieś leży po drugiej stronie trasy ekspresowej na Warszawę. Prokuratura zleciła sekcję zwłok, aby wyjaśnić dokładne okoliczności tego zdarzenia.
Bolesław W., 70-letni ojciec Tomasza, ze smutkiem przechadza się po gospodarstwie. Na pytanie o przyczyny tragedii reaguje jedynie rezygnacją i machnięciem ręki. Los ciężko go doświadcza - w zeszłym roku pożegnał żonę, a teraz stracił syna. Mężczyzna przyznaje, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, co stało się tamtego dnia.
Senior ucina rozmowę stwierdzeniem, że widocznie taki był wyrok losu. Unika pytań o to, jakim człowiekiem był jego syn i jak radzi sobie z żałobą, uciekając w pracę przy naprawie ogrodzenia. Na koniec dzieli się jednak wstrząsającym opisem momentu, w którym odnaleziono Tomasza.
„Jak go znaleźli, miał nogi w wodzie, ale tułów już na ziemi. Jakby nie udało mu się przejść rzeczki i iść dalej” - mówi "Super Expressowi" pan Bolesław.
Składamy wyrazy głębokiego współczucia rodzinie i bliskim zmarłego. Postępowanie wyjaśniające w tej sprawie jest nadal w toku.
Polecany artykuł:
Polecany artykuł: