Tragiczny finał kłótni po imprezie. Michał M. dotkliwie pobił swoją żonę przed ich posesją w Olbięcinie, po czym zostawił ją bez pomocy na mrozie.
Kobieta została przetransportowana do szpitala w krytycznym stanie. Jej temperatura ciała spadła do zaledwie 24,1 st. Celsjusza, a ponadto stwierdzono u niej rozległe obrażenia.
Niestety, życia Pauliny M. nie udało się uratować. Mężczyzna stanął przed sądem z zarzutem zabójstwa, jednak zaprzeczał, jakoby chciał pozbawić żonę życia.
Wymiar sprawiedliwości ostatecznie zmienił kwalifikację czynu. Michał M. został skazany na 6 lat i miesiąc pozbawienia wolności za spowodowanie ciężkich obrażeń ciała, które doprowadziły do śmierci.
Małżeństwo Pauliny i Michała M. uchodziło za zgodne, dopóki w grę nie wchodził alkohol. To właśnie on był zapalnikiem tragicznych wydarzeń z lutego 2025 roku. Po powrocie z suto zakrapianej imprezy, doszło do awantury pod domem. Postawny mężczyzna brutalnie pobił 45-latkę, po czym zostawił ją samą na mrozie. Kiedy w końcu zorientował się, co zrobił, na ratunek było już za późno.
W toku śledztwa oraz przed sądem podejrzany stanowczo zaprzeczał zarzutowi morderstwa, twierdząc, że nie miał zamiaru zabić żony. Już na pierwszej rozprawie w listopadzie zeszłego roku sprawiał wrażenie całkowicie załamanego. Zrezygnowany, nie unikał obiektywów aparatów. Unikał jednak kontaktu wzrokowego z córką, która występowała w procesie jako oskarżycielka posiłkowa.
Z uwagi na dobro najbliższych zmarłej, sędzia Piotr Łaguna zdecydował się wyłączyć jawność procesu.
Rodzina M. mieszkała w zadbanym domu na skraju Olbięcina, niedaleko Kraśnika. Para była ze sobą bardzo długo – zaledwie rok przed tragedią obchodzili dwudziestą rocznicę ślubu. Nigdy wcześniej nie notowano u nich interwencji policji związanych z przemocą domową. Okoliczni mieszkańcy opisywali Michała jako człowieka spokojnego i opanowanego, wskazując raczej na dominujący charakter Pauliny. Przyznawali jednak, że oboje mieli skłonność do nadużywania alkoholu. Jeden z sąsiadów wspominał, że gdy kobieta była pijana, zdarzało jej się atakować męża, ten jednak zazwyczaj tylko ją odpychał. Zwrócił przy tym uwagę na posturę 48-latka – wysokiego, mocno zbudowanego, ale sprawiającego wrażenie łagodnego olbrzyma. Według ustaleń, bezpośrednią przyczyną tragicznej w skutkach szamotaniny po powrocie z imprezy, był brak kluczy do drzwi wejściowych.
Wyrok w sprawie zapadł 2 października 2026 roku przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Michał M., pod nieobecność na sali rozpraw, usłyszał wyrok 6 lat i 1 miesiąca więzienia.
Tamtej nocy 48-latek porzucił nieprzytomną żonę przed wejściem na mróz, samemu udając się do krewnych mieszkających opodal. Gdy w środku nocy przypomniał sobie o Paulinie, wrócił, wyważył drzwi i z trudem wciągnął kobietę do środka. Z braku sił położył ją na podłodze i nakrył kocem.
Gdy rano zorientował się, że żona się nie budzi, zawiadomił służby ratunkowe. Ratownicy medyczni od razu stwierdzili ekstremalne wychłodzenie – temperatura ciała kobiety wynosiła zaledwie 24,1 st. C. Badania ujawniły ponadto połamane żebra oraz poważne obrażenia czaszki. Poszkodowana zmarła tego samego dnia po południu w szpitalu.
Podczas przesłuchań Michał M. tłumaczył, że wziął stan żony za zwykłe upojenie alkoholowe. Był to jego pierwszy konflikt z prawem, a groziła mu nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności. Mimo wniosków obrony o uchylenie aresztu tymczasowego do czasu uprawomocnienia się wyroku, sąd nie wyraził na to zgody.
- Oskarżony co najmniej dwukrotnie, będąc silnym mężczyzną, który w chwili zdarzenia ważył około 120 kg, popchnął swoją żonę o drzwi wejściowe budynku. Te drzwi były takie charakterystyczne, miały wystające drewniane elementy i te elementy spowodowały obrażenia głowy. Następnie oskarżona osunęła się, upadła na betonowy chodnik i następnie oskarżony w nieustalony sposób spowodował u niej liczne obrażenia ciała - relacjonował sędzia Piotr Łaguna, podkreślając także skruchę, jaką okazał podczas procesu i autentyczny żal z powodu skutków jego zachowania.