Spis treści
Tragedia w Chełmie. 14-letni Łukasz zabił macochę
Mieszkańcy Chełma nigdy nie zapomną dramatu, który wydarzył się w ich mieście 25 stycznia 2020 roku. To właśnie wtedy 14-letni Łukasz w brutalny sposób zamordował swoją macochę, panią Ewelinę. Dodatkowo poważnie zranił 18-letniego przyrodniego brata Szymona, który desperacko próbował ratować matkę. Młody zabójca starannie zaplanował zbrodnię, przygotowując narzędzia – nóż i młotek – już dwa miesiące wcześniej. W reportażu programu „Uwaga! TVN” pan Robert, ojciec nastolatka, opowiadał o przebiegu koszmarnych zdarzeń. Tego dnia jego żona kierowała się do pokoju ich dwuletniej córeczki. Łukasz minął ją z uśmiechem na twarzy, po czym niespodziewanie wbił jej nóż w szyję. Kobieta była całkowicie bezbronna. Po upadku próbowała jeszcze uciekać i się ukryć, jednak napastnik dopadł ją i zadał ostateczne ciosy.
- Najgorszy był widok, jak zobaczyłem martwą żonę. Kałuża krwi – opisywał mężczyzna w TVN-ie.
Z wyników sekcji zwłok wynikało, że przyczyną śmierci były rany kłute klatki piersiowej. Starszy brat sprawcy próbował odeprzeć atak, lecz w starciu z uzbrojonym 14-latkiem był na straconej pozycji. Został brutalnie pobity i otarł się o śmierć. Z życiem uszedł tylko dzięki błyskawicznej interwencji sąsiada, który wezwał pomoc. 18-latek trafił pod opiekę lekarzy, którzy wygrali walkę o jego życie.
Ucieczka do domu kultury i pozostawiona 2-letnia siostra
Fizyczne i psychiczne skutki ataku 18-latek będzie odczuwał prawdopodobnie przez resztę życia. Trafił do szpitala z licznymi ranami rąk, szyi i barku oraz poważnymi obrażeniami głowy. Lekarze określali jego stan jako krytyczny, a komunikacja z nim była niezwykle trudna.
Tymczasem 14-letni zabójca zbiegł z miejsca zdarzenia. Oszczędził jedynie 2-letnią siostrę, nie robiąc jej żadnej krzywdy. Nastolatek udał się do Chełmskiego Domu Kultury, pokonując ponad kilometr na piechotę. Był cały we krwi i przez całą drogę trzymał w rękach narzędzia zbrodni – nóż i młotek. Wszedł do środka dokładnie w momencie, gdy na scenie trwał występ. Pracownicy, relacjonujący wydarzenia reporterom TVN, byli w szoku. Z ich opowieści wynikało, że Łukasz zbliżył się do kasy, po czym niespodziewanie się odwrócił i opuścił budynek. Na podłodze i drzwiach pozostały krwawe ślady.
Zszokowany personel natychmiast zaalarmował służby, a dwóch pracowników postanowiło śledzić nastolatka. Będąc w ciągłym kontakcie z policją, przekazywali informacje o jego trasie. Po kilkunastu minutach mundurowi ujęli sprawcę. Nastolatek nie stawiał oporu, zachowywał się spokojnie i posłusznie wykonywał polecenia funkcjonariuszy.
Dziennikarze „Super Expressu” odkryli wpisy, które Łukasz zamieszczał w sieci tuż przed tragedią. Otwarcie deklarował w nich chęć zabijania. Te przerażające zapowiedzi wkrótce stały się rzeczywistością. Pochodził z uchodzącej za porządną rodziny, a jego ojciec pracował w policji. Po rozstaniu z biologiczną matką chłopca mężczyzna ożenił się z panią Eweliną. Kobieta miała dwoje nastoletnich dzieci, a para doczekała się wspólnej córki. Z informacji „Super Expressu” wynika, że rodzina przeniosła się do Chełma w połowie 2019 roku, kupując obszerny dom na obrzeżach miasta, gdzie wspólnie wychowywali pociechy.
W trakcie dochodzenia wyszło na jaw, że młody chłopak już wcześniej sprawiał problemy. Groził w internecie, że podłoży ładunki wybuchowe w szkole. Pojawiły się również informacje o kradzieży pieniędzy i planach zakupu broni, z zamiarem dokonania rzezi. Szkoła zorganizowała spotkanie z ojcem i zaangażowała psychologów. Chłopak tłumaczył się, że to były tylko żarty, ale ostatecznie sprawą zajął się sąd rodzinny po interwencji policji. Sędzia Magdalena Flis z Sądu Rejonowego w Chełmie potwierdziła reporterom TVN, że podjęto odpowiednie kroki, wyznaczając datę rozprawy, jednak szczegółów nie ujawniono.
Spokojny chłopiec zafascynowany seryjnymi mordercami
Łukasz nie zawsze wykazywał takie skłonności. Pracownicy jego szkoły podstawowej w rozmowie z „Super Expressem” wspominali go jako ucznia cichego i wycofanego, którego zachowanie nie budziło niepokoju. Prawdziwe oblicze ujawniał w przestrzeni wirtualnej. Okazało się, że czerpał inspirację od sprawców strzelanin w amerykańskich szkołach, gdzie w jednej z nich napastnicy zabili 12 osób i zranili kolejne 24. Nastolatek zaczął nawet używać pseudonimu nawiązującego do jednego z zamachowców. Interesował się także sprawą Zuzanny M., znanej z brutalnego mordu w Rakowiskach. Traktował ją jako swoją znajomą, a w sieci chętnie udostępniał materiały dotyczące jej zbrodni. Próbował nawet nawiązać z nią bezpośredni kontakt. Co więcej, w rozmowach z inną dziewczyną miał przyznać, że krzywdzenie innych sprawia mu przyjemność.
Czy szybsza reakcja otoczenia zapobiegłaby rozlewowi krwi? Czy sygnały ostrzegawcze zostały zignorowane? Ojciec Łukasza przyznał w mediach, że zauważył niepokojące zachowanie syna na krótko przed feriami. Jednak nastolatek potrafił skutecznie ukrywać swoje zamiary, przekonując bliskich, że jego wpisy to jedynie niewinne żarty. Mężczyzna nawet przez chwilę nie podejrzewał, że jego potomek może być zdolny do takiej agresji wobec członków rodziny. W rozmowie z „Uwagą! TVN” przyjaciółka sprawcy ujawniła, że Łukasz planował kupno broni i długo przygotowywał się do morderstwa, lecz ona traktowała jego słowa z przymrużeniem oka.
Młody morderca skarżył się na brak zainteresowania ze strony rodziny. Miał też trudności z nawiązywaniem relacji z rówieśnikami. Lepiej dogadywał się ze swoim rodzeństwem, z wyjątkiem brata przyrodniego, którego później zaatakował.
- Syn miał problemy z adaptacją, bo wielokrotnie zmienialiśmy miejsce zamieszkania i ciężko mu było w nowych szkołach. Był pod opieką psychologa. W październiku zeszłego roku zaczęły się także wizyty u psychiatry – mówił w 2020 roku ojciec sprawcy w rozmowie z TVN-em.
Szybkie zwolnienie z poprawczaka i śmierć mordercy
Ze względu na swój wiek, Łukasz uniknął kary więzienia. Gdyby w momencie ataku miał ukończone 15 lat, sądzono by go jak dorosłego. W tym przypadku najwyższą możliwą sankcją było umieszczenie w zakładzie poprawczym. Wyrok zapadł błyskawicznie po tragedii. Sąd uznał winę nieletniego i skierował go na leczenie do zamkniętego szpitala psychiatrycznego.
Pierwotnie miał tam przebywać do ukończenia 21. roku życia, jednak wyszedł na wolność już w 2023 roku, po upływie zaledwie trzech lat. Dlaczego tak się stało? „Super Express” ustalił, że placówka w Garwolinie została zmuszona do zwolnienia 18-latka na mocy decyzji sądu. Przepisy stanowią bowiem, że stosowanie środków wychowawczych kończy się w momencie osiągnięcia przez sprawcę pełnoletności. Obowiązujące prawo o resocjalizacji uniemożliwiło dłuższą izolację nastolatka.
Dziennikarze „Super Expressu” dotarli do samego Łukasza. Zadeklarował, że nie zamierza już nikogo krzywdzić.
- Odsiedziałem, co miałem i chcę żyć na wolności. Zrobiłem, co zrobiłem, odebrałem człowiekowi życie, czego teraz żałuję – wyznał.
Podczas wywiadu przyznał, że morderstwo było precyzyjnie zaplanowane, a jego motywacją były konflikty rodzinne, fascynacja seryjnymi zabójcami oraz niepohamowana agresja. Ze szczegółami relacjonował przebieg ataku, dowodząc, że doskonale pamięta tamten dzień.
Sprawca zadeklarował chęć rozpoczęcia nowego życia. Z informacji „Super Expressu” wynikało, że wprowadził się do biologicznej matki i podjął naukę w trybie zaocznym. Policja miała wciąż monitorować jego zachowanie. Jednak w 2026 roku opinią publiczną wstrząsnęła wiadomość o śmierci młodego zabójcy.
Jak potwierdziła chełmska policja, mężczyzna zmarł w lipcu 2025 roku. Choć dziennik „Fakt” sugerował, że powodem zgonu było przedawkowanie substancji odurzających, odpowiednie służby odmówiły komentarza w tej sprawie.