Spis treści
Katastrofa Dromadera w Puszczy Solskiej. Kim był pilot Andrzej Gawron?
Te tragiczne doniesienia obiegły kraj we wtorek, 5 maja wieczorem. W trakcie gaszenia rozległego pożaru terenów leśnych w województwie lubelskim doszło do katastrofy lotniczej samolotu Dromader. Za sterami maszyny siedział niezwykle doświadczony lotnik. Niestety, 65-letni Andrzej Gawron poniósł śmierć na miejscu. Sylwetkę zmarłego przybliża osobisty i poruszający wpis opublikowany przez jego znajomych na facebookowym profilu Spotted:Mielec.
"Z kokpitu pasażerskich gigantów prosto w serce płonącej puszczy. To On – Andrzej Gawron – pilot, który do końca robił to, co kochał. To już nie są tylko suche doniesienia o wypadku. Dzisiaj całe lotnicze środowisko z ogromnym smutkiem żegna Andrzeja Gawrona. Człowieka, który niebo traktował jak drugi dom i który udowodnił, że prawdziwa lotnicza pasja nie kończy się wraz z przejściem na emeryturę"
Z pokładu maszyn PLL LOT za stery Dromadera
Z relacji przyjaciół wynika, że Andrzej Gawron był w przeszłości kapitanem w Polskich Liniach Lotniczych LOT, a latać Dromaderem zaczął już jako emeryt. Jego kanał w serwisie YouTube stanowił okno na fascynujący świat lotnictwa, przyciągając sympatyków lotnictwa z całego kraju.
"Andrzej nie tylko latał – on tą pracą po prostu żył, a swój kanał @andrzejgawron1287 prowadził bez zbędnego zadęcia, dzieląc się tym, co dla niego było codziennością. Znajdziemy tam mnóstwo nagrań, które pozwalają poczuć się, jakbyśmy siedzieli tuż obok niego w ciasnej kabinie Dromadera. (...) Polska straciła świetnego fachowca i człowieka, który swoją pracę traktował jak misję. Mieszkańcy Mielca zapamiętają go jako tego, który z uśmiechem przecinał niebo nad miastem, przygotowując się do ratowania przyrody. Andrzeju, dziękujemy za te wszystkie lata w chmurach. Odpoczywaj spokojnie. Blue Sky... Odlatuj na swój najwyższy pułap"
Trwa walka z pożarem Puszczy Solskiej. Marcin Kierwiński podsumowuje sytuację
Walka z żywiołem w powiecie biłgorajskim na Lubelszczyźnie trwa, choć ratownicy przekonują, że sytuację zdołano generalnie opanować, czemu sprzyjał deszcz. Pożar zaczął się we wtorek w godzinach popołudniowych. W wielkiej operacji gaszenia lasu bierze udział kilkaset osób wspomaganych przez śmigłowce i samoloty. Spłonęło około 300 hektarów, a do środy wieczorem ogień rozlał się łącznie na obszar 500 hektarów lasów oraz nieużytków. Całkowity teren działań służb przekroczył tysiąc hektarów. W nocnej walce wzięło udział ponad 460 strażaków skierowanych z województwa lubelskiego, łódzkiego, małopolskiego, podkarpackiego, świętokrzyskiego, warmińsko-mazurskiego i wielkopolskiego. Wypowiadający się na antenie stacji TVN24 szef MSWiA Marcin Kierwiński ocenił, że sytuacja została wprawdzie opanowana, ale warunki wciąż pozostają skrajnie wymagające. Jak podkreślił polityk, strażacy walczą o kluczowy odcinek liczący 300-400 metrów, starając się nie dopuścić do przedostania się ognia do budynków mieszkalnych pobliskiego Józefowa.