Rosyjska rakieta spadła w Polsce. Generał ostrzega przed potężnym problemem

Rosyjska rakieta wleciała w polską przestrzeń powietrzną i ostatecznie uderzyła w pole w miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie. Obyło się bez ofiar, jednak generał Roman Polko uważa, że incydent obnażył potężne luki w państwowym systemie informowania obywateli o niebezpieczeństwie. Były dowódca jednostki GROM wprost przyznaje, że uniknęliśmy rozlewu krwi wyłącznie dzięki sprzyjającemu losowi.

Służby na polu w Tarnawie-Kolonii. Na miniaturze generał Roman Polko. O incydencie z rakietą przeczytasz na Eska Lublin.
Autor: IPN/Wojtek Jargiło / PAP/ Materiały prasowe

Rosyjska rakieta na Lubelszczyźnie. Generał Roman Polko komentuje

Z ustaleń armii wynika, że rosyjska rakieta przebywała w naszej przestrzeni powietrznej przez dokładnie sześć minut, po czym uderzyła w niezamieszkany teren na Lubelszczyźnie w Tarnawie-Kolonii. Sytuacja nie pociągnęła za sobą żadnych ofiar śmiertelnych ani rannych, jednak natychmiast wywołała lawinę wątpliwości dotyczących procedur reagowania i sposobu ostrzegania ludności cywilnej przed zagrożeniem.

Szef rządu Donald Tusk przekazał, że na terytorium naszego państwa spadł najprawdopodobniej rosyjski pocisk manewrujący typu Ch-101. Prezes Rady Ministrów wyraźnie zaznaczył przy tym, że ostateczna identyfikacja obiektu nastąpi dopiero po przeprowadzeniu wnikliwych i wyczerpujących ekspertyz wojskowych.

W wywiadzie udzielonym portalowi Wirtualna Polska do całego incydentu odniósł się generał Roman Polko, były dowódca elitarnej jednostki GROM. Wojskowy zauważył, że najsłabszym ogniwem okazało się nie samo naruszenie naszej granicy przez rakietę, lecz wadliwy mechanizm komunikacji kryzysowej na linii państwo-obywatel.

– Wchodzę w skórę mieszkańca Lublina, który zostaje obudzony sygnałem alarmowym. Sprawdza telefon i nie znajduje żadnych informacji. Nie wie, czy to pojedynczy incydent, czy początek większego ataku – powiedział gen. Roman Polko w rozmowie z WP.

Doświadczony wojskowy zaznaczył z całą stanowczością, że w momentach kryzysowych najważniejsze jest błyskawiczne przekazywanie precyzyjnych i rzetelnych komunikatów. Generał uważa, że cywile muszą dostawać natychmiastowe alerty z konkretnymi danymi o naturze incydentu oraz ewentualnym stopniu ryzyka dla ich zdrowia i życia.

Z relacji byłego dowódcy GROM wynika, że nastroje społeczne wyciszyło dopiero oficjalne oświadczenie wydane przez Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. To właśnie w tym komunikacie podano do wiadomości publicznej, że obiekt pochodzący ze zmasowanego uderzenia na terytorium Ukrainy wleciał do Polski i uderzył w ziemię po naszej stronie granicy.

Warto przypomnieć, że tajemniczy obiekt uderzył bezpośrednio w pole uprawne.

Generał Polko krytykuje czas reakcji polskich służb

Według opinii generała Romana Polki kluczową bolączką systemu bezpieczeństwa jest zbyt długa zwłoka w działaniach odpowiednich organów. Były oficer sił specjalnych przekonuje, że powiadomienia o zagrożeniu muszą trafiać do obywateli maksymalnie w kilka minut, a nie dopiero po upływie wielu godzin od zdarzenia.

Jako wzór prawidłowych działań wojskowy podał rozwiązania funkcjonujące obecnie za naszą wschodnią granicą. Na Ukrainie nowoczesne systemy alarmowe natychmiast rozsyłają szczegółowe dane, które określają typ nadlatującej broni, dokładną trajektorię lotu rakiety i szacunkowy czas uderzenia w konkretny cel.

W wypowiedzi dla portalu Wirtualna Polska wojskowy nie zostawił suchej nitki na polskim mechanizmie SMS-owych alertów bezpieczeństwa. Ekspert mocno podkreślił, że rządowe wiadomości tekstowe nie mogą być traktowane wyłącznie jako prognoza meteorologiczna, lecz powinny stanowić pierwszą linię ostrzegania przed atakami zbrojnymi.

W przestrzeni publicznej powraca też kwestia braku zbrojnej reakcji i niezniszczenia rosyjskiej rakiety przez nasze systemy obronne. Generał tłumaczy, że ręce wiążą nam rygorystyczne przepisy prawa stosowane wyłącznie w czasie pokoju, a sześciominutowy lot obiektu nad terytorium Polski był po prostu zbyt krótkim oknem czasowym na bezbłędną identyfikację i rozkaz zestrzelenia.

Były dowódca zasugerował, że najlepszym wyjściem z tej patowej sytuacji byłaby bliska kooperacja militarna z Ukrainą, która polegałaby na strącaniu niebezpiecznych obiektów na długo przed ich zbliżeniem się do naszej granicy państwowej.

– Trzeba się przygotować na czarny scenariusz. Tym razem mieliśmy po prostu mnóstwo szczęścia – podsumował gen. Roman Polko w rozmowie z Wirtualną Polską.

Źródło: WP