- Klasyczne systemy składają się z elektrod wprowadzanych do jam serca drogą żylną oraz generatora impulsów umieszczanego podskórnie. Wszczepialiśmy podmostkowy układ defibrylujący, bo poza tym, że unika tego układu żylnego jest wszczepiany pod mostkiem. Pacjent posiadał w swoim wywiadzie terapię, która będzie wrażliwa na szybką stymulację, a to jest jedyne urządzenie, które nie wszczepiamy przez układ żylny i posiada takie właśnie możliwości. Jedną z form leczenia groźnych arytmii, mam na myśli tutaj częstoskurcze komorowe, jest szybka stymulacja komór. I to urządzenie jak wykryje ten częstoskurcz komorowy, ma możliwość zastymulować jeszcze szybszym rytmem i wygłuszyć tą terapię bez wyładowania defibrylatora, co jest mniej bolesne dla pacjenta i mniejszym przeżyciem dla pacjenta – mówi dr n. med. Marcin Janowski, pierwszy operator zabiegu.
Zabieg został przeprowadzony u młodego mężczyzny, u którego wykryto częstoskurcz komorowy.
- Po zabiegu czuję się dobrze, cieszę się, że praca serca będzie monitorowana przez urządzenie. Pierwszym i jedynym objawem było ciągłe i bardzo szybkie bicie serca. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie miałem. Może czasami adrenalina podskoczyła, ale tutaj to było już nieciekawie. Ten skurcz utrzymywał się przez 30 minut i był bardzo wysoki. Ja miałem 270 tętno – mówi Marek Brodziak, pacjent.
Zabieg przeprowadzono w Uniwersyteckim Centrum Kardiologii i Kardiochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego Nr 4 w Lublinie. To ośrodek o najszerszym zakresie świadczeń kardiologicznych w regionie. Implantacje urządzeń wszczepialnych wykonywane są od 1969 roku.
Zobacz także naszą galerię zdjęć: Kazimierz Dolny