Rosyjskie drony spadły tuż za granicą. Mieszkańcy Dorohuska: "Nie damy się zastraszyć"

2026-09-14 16:02

Sytuacja w przygranicznym Dorohusku powoli wraca do normy. Mieszkańcy tej niewielkiej wsi wciąż jednak pamiętają moment, gdy zaledwie 800 metrów za polską granicą eksplodowały rosyjskie drony. Maszyny zniszczyły ukraińską stację paliw oraz uszkodziły lokomotywę składu kursującego z Kijowa do Warszawy. Ludzie z Dorohuska w rozmowie z redakcją portalu se.pl zapewniają, że mimo koszmarnej pobudki nie zamierzają ulegać panice.

Rosyjski atak tuż przy granicy. Przerażająca niedziela w Dorohusku

W tej niewielkiej, liczącej niespełna pół tysiąca mieszkańców miejscowości, niemal każdy był świadkiem uderzeń za wschodnią granicą. Głośne eksplozje z samego rana obudziły 52-letniego Roberta Krala. Siła uderzenia była tak potężna, że zatrzęsła jego domem, wybudzając ze snu. Przerażony mężczyzna zastanawiał się nad przyczyną wstrząsów. Po wyjrzeniu na zewnątrz dostrzegł gęsty dym unoszący się nad ukraińskim terytorium. 

- Nie życzę nikomu takiej pobudki - wyznaje rozmówca portalu. Początek tygodnia przyniósł mu jednak pewne ukojenie nerwów. 52-latek nie ukrywa obaw związanych z faktem, że jego rodzinna wieś znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie terenów ostrzeliwanych przez armię Władimira Putina. - Boję się zabłąkanych pocisków lub dronów, ale nie sądzę, żeby Putin ośmielił się zaatakować NATO. Goni resztką sił - dodaje.

Codzienność na granicy z Ukrainą. Wójt Dorohuska ocenia sytuację

Dzień po ataku mieszkańcy starali się normalnie funkcjonować. Dzieci jak zwykle pojechały do szkoły na rowerach. Kolejka ciężarówek na granicy była taka jak zwykle, sklepy działały, a urząd gminy normalnie przyjmował mieszkańców. Wójt Dorohuska Wojciech Sawa przyznaje jednak, że wcześniej w gminie nie było podobnego zdarzenia.

- Parę minut po czwartej najpierw był błysk, potem uderzenie, syreny alarmowe. Mieszkańcy słyszeli to zdarzenie, ale zachowali spokój. Myślę, że ludzie są coraz bardziej świadomi, czego mogą się spodziewać - mówi w rozmowie z „Super Expressem”.

Magda Szewczuk (38 l.) uważa, że atak miał przede wszystkim wywołać strach.

- Chcą nas zastraszyć, chcą, żeby przejście graniczne przestało pracować. Tędy przecież idzie pomoc na Ukrainę - mówi kobieta.

Procedury bezpieczeństwa na Lubelszczyźnie. Komunikat Straży Granicznej

Major Dariusz Sienicki z Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej uspokaja, że na lubelskich przejściach granicznych wszystko wróciło już do normy. Podczas niedzielnego zagrożenia przejścia zostały na krótko wstrzymane, a osoby znajdujące się w strefie kontroli ewakuowano w bezpieczne miejsce.

- Co ważne, wszyscy podeszli do tego ze zrozumieniem i nie stało się nic szczególnego - mówi w rozmowie z „Super Expressem” major Sienicki.

Jak dodaje, funkcjonariusze są przygotowani na takie sytuacje. Wcześniej musieli już reagować na inne niespodziewane zdarzenia, m.in. na lotnisku w Świdniku.

Rosyjskie drony spadły w Polsce. Relacja mieszkanek miejscowości Wyryki