- Sąd Okręgowy w Lublinie utrzymał wyrok w sprawie transportu tygrysów z 2019 roku
- Organizator transportu i dwaj kierowcy skazani na kary więzienia w zawieszeniu
- Weterynarze zostali prawomocnie uniewinnieni
- Ciężarówka z 10 tygrysami utknęła na granicy w Koroszczynie (woj. lubelskie)
- Transport nie miał wymaganych dokumentów, kierowcy nie posiadali wiz
- Zwierzęta przez kilka dni przebywały w klatkach w ciężarówce
- Jeden z tygrysów padł w trakcie postoju na granicy
- Służby weterynaryjne nie były wcześniej poinformowane o transporcie
- Po zatrzymaniu podjęto działania ratunkowe – zapewniono nadzór i pożywienie
- Dziewięć tygrysów trafiło do ogrodów zoologicznych w Polsce, a część później do Hiszpanii
- Sąd uznał sprawę za wyjątkową i trudną do szybkiego rozwiązania
- Apelacje prokuratury i obrony zostały oddalone
– Sąd nie znalazł żadnych podstaw, aby wzruszyć ten wyrok. Słusznie sąd pierwszej instancji zwrócił uwagę na nietypowość i wyjątkowość tej sytuacji – powiedział sędzia Artur Ozimek w uzasadnieniu orzeczenia wydanego w środę przez Sąd Okręgowy.
Ciężarówka z 10 tygrysami utknęła w październiku 2019 r. na terminalu w Koroszczynie (woj. lubelskie), na przejściu granicznym z Białorusią, ponieważ przewoźnicy nie mieli koniecznych dokumentów do przewozu zwierząt, a kierowcy nie mieli też wiz. Jeden z tygrysów padł.
Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej we wrześniu ub.r. uznał organizatora transportu tygrysów Rosjanina Rinata V. za winnego znęcania się nad zwierzętami i skazał go na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Włoscy kierowcy Marco A. oraz Alessio D., odpowiedzialni za opiekę nad zwierzętami podczas przewozu, usłyszeli wyrok 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Graniczny lekarz weterynarii Jarosław N. oraz pełniący funkcję urzędowego lekarza weterynarii Granicznego Inspektoratu Weterynarii w Koroszczynie Eugeniusz K. zostali uniewinnieni od zarzutu niedopełnienia obowiązków.
W ocenie sądu odwoławczego nie można na tę sprawę patrzeć jak na zwykły, typowy transport zwierząt, np. ptaków czy gadów, dla których w przypadku zatrzymania ich na granicy znalezienie azylu jest stosunkowo łatwe.
– Tych zwierząt nikt nie chciał przyjąć. To były tygrysy, zwierzęta bardzo niebezpieczne. Tego problemu nie można było łatwo i szybko rozwiązać – zaznaczył sędzia Ozimek.
Podkreślił, że transportem z tygrysami na granicy wszyscy zostali zaskoczeni, ponieważ włoskie służby weterynaryjne nie poinformowały o nim wcześniej, do czego były zobowiązane. W toku postępowania okazało się, że odpowiednie świadectwo zostało mylnie wysłane do oddziału Terespol-Kobylany, gdzie funkcjonuje graniczna inspekcja ochrony roślin i środowiska.
Służby weterynaryjne, nie spodziewając się transportu tygrysów, nie mogły się do tego w żaden sposób przygotować i zabezpieczyć na ewentualne sytuacje kryzysowe. Ponadto, jak przypomniał sędzia, przez pierwsze dwa dni przewoźnicy usiłowali kilkakrotnie wjechać na Białoruś z tygrysami i byli zawracani. – Lekarz nie miał wtedy żadnych powodów, aby transport zatrzymać – zaznaczył sędzia.
Czytaj też: Nowy ranking najlepszych miast do życia. Lublin w czołówce
Kiedy ciężarówka utknęła po polskiej stronie granicy, służby weterynaryjne podjęły intensywne działania, aby zabezpieczyć zwierzęta, m.in. pełniły stały nadzór, kupowały pożywienie i szukały ogrodów zoologicznych, które mogłyby je przyjąć.
Transport z dziesięcioma tygrysami z Włoch do Rosji przyjechał na przejście w Koroszczynie. Przez kilka dni tygrysy przebywały w klatkach w samochodzie po polskiej stronie granicy. Jedno zwierzę padło. Dziewięć pozostałych drapieżników 30 października 2019 r. przewieziono do ogrodów zoologicznych w Poznaniu i Człuchowie, skąd część z nich trafiła dalej do azylu w Hiszpanii.