Znalezione nie kradzione? 30 kwietnia obchodzimy dzień uczciwości

2026-04-30 9:54

Czy powiedzenie „znalezione nie kradzione” rzeczywiście usprawiedliwia zatrzymanie cudzej własności? Choć zgubione pieniądze stawiają nas przed dylematem, bo trudno ustalić właściciela, telefony czy dokumenty zwykle staramy się oddać. Coraz częściej jednak zamiast przez Biuro Rzeczy Znalezionych próbujemy to zrobić poprzez media społecznościowe.

Znalezione nie kradzione? 30 kwietnia obchodzimy dzień uczciwości

i

Autor: Pixabay.com

„Zależy od sytuacji” mówią nam mieszkańcy o powiedzeniu „znalezione nie kradzione”.

Znam to powiedzenie, ale wszystko zależy od sytuacji. Jeśli nie zna się właściciela, to trudno mówić o kradzieży, ale gdy rzecz jest cenna albo są na niej jakieś dane, to wypada spróbować ją oddać - przyznaje jeden z rozmówców.

Na przykład telefony, dokumenty czy klucze, to prywatne rzeczy, potrzebne komuś na co dzień, więc raczej trzeba je zwrócić - słyszymy.

Pieniędzy raczej bym nie oddała. Szczególnie jeśli to niewielka kwota, bo raczej trudno znaleźć właściciela - przyznaje jedna z osób.

Nie zgadzam się z tym powiedzeniem. Jeśli znajdzie się czyjąś własność, należy ją zwrócić – podkreśla jeden z mieszkańców.

Jak to zrobić? Najczęściej wskazywane są media społecznościowe, kontakt przez telefon lub zgłoszenie sprawy na policję. W Lublinie możemy takie rzeczy przynieść do Biura Rzeczy Znalezionych. Działają m.in. przy Urzędzie Miasta czy MPK, a przedmioty z terenu powiatu lubelskiego możemy przynieść do starostwa.

Tak, to prawda. W Starostwie Powiatowym w Lublinie funkcjonuje Biuro Rzeczy Znalezionych. Trafiają do nas przedmioty znalezione na terenie powiatu lubelskiego, natomiast rzeczy znalezione w samym Lublinie należy zgłaszać do Urzędu Miasta. Do biura nie trafia ogromna liczba zgub, jednak regularnie pojawiają się m.in. telefony, rowery czy gotówka. Każdorazowo sporządzamy protokół i podejmujemy próbę odnalezienia właściciela. Zdarzają się też większe kwoty, w jednym przypadku było to aż 1200 zł. Właściciel sam się do nas zgłosił i odzyskał pieniądze – mówi starosta lubelski Sylwia Pisarek-Piotrowska.

Znalezione przedmioty przechowywane są do dwóch lat. Jeśli w tym czasie nie uda się ustalić właściciela, powoływana jest komisja, która decyduje o ich dalszym losie.

Rzeczy nienadające się do użytku są likwidowane, a te bardziej wartościowe podlegają dalszym procedurom zgodnie z przepisami. Sam proces przekazania znalezionej rzeczy jest prosty. Wystarczy zgłosić się do starostwa i poinformować na portierni o znalezionym przedmiocie. Pracownik zajmujący się tym zadaniem sporządza protokół. To szybka i bezproblemowa procedura - podkreśla starosta.

W Biurze Rzeczy Znalezionych lubelskiego starostwa około 80% przedmiotów wraca do właściciela.

Zobacz także naszą galerię zdjęć: Noc Kultury 2026 w Lublinie

Róża, Łukasz i Kreweta czekali na kurczaki przez całą noc. Popeyes w Lublinie już czynny
Lublin Radio ESKA Google News