Zlekceważył to po dachowaniu. Jan A. zmarł dwa miesiące po wypadku

2026-11-06 19:24

49-letni Jan A. brał udział w groźnym zdarzeniu drogowym, podczas którego prowadzone przez niego auto dachowało do rowu. Mimo poważnych uszkodzeń pojazdów żaden z uczestników nie odniósł widocznych obrażeń. Kilkanaście dni później Janek poczuł się znacznie gorzej. Lekarze zdiagnozowali u niego wymagającego stałych kontroli krwiaka w głowie.

  • Pod koniec sierpnia doszło do groźnego karambolu, w którym Mazda prowadzona przez 49-letniego mężczyznę wypadła z drogi i dachowała do rowie.
  • Po upływie dwóch tygodni od tego zdarzenia kierowca poczuł się znacznie gorzej, a przeprowadzone badania ujawniły obecność krwiaka w jego głowie.
  • Mimo usilnych próśb matki o podjęcie terapii, mężczyzna zignorował zalecenia lekarskie i zmarł 26 października.

Wypadek mieszkańca Radzynia Podlaskiego. Mazda dachowała w rowie

Pod koniec sierpnia pochodzący z Radzynia Podlaskiego w województwie lubelskim Jan A. wyruszył swoją Mazdą w odwiedziny do brata mieszkającego w powiecie terespolskim. Na początkowym etapie trasy zjechał jeszcze do Zbuczyna, skąd zabrał swoją kuzynkę. Kierowca świetnie orientował się na tej drodze, gdyż wielokrotnie pokonywał wcześniej bardzo podobną trasę.

Warunki atmosferyczne były dobre, a na drodze panował mały ruch. Zaabsorbowany pogawędką z pasażerką 49-latek podjął próbę wyprzedzenia pojazdu. W trakcie manewru zajechał jednak drogę kierowcy Volvo, co doprowadziło do uderzenia w tył Mazdy. W efekcie samochód Janka wypadł na pobocze i dachował w przydrożnym rowie.

Dwa tygodnie po kolizji wykryto krwiaka w głowie 49-latka

Chociaż biorące udział w zdarzeniu pojazdy uległy poważnemu zniszczeniu, żaden z uczestników nie doznał widocznych obrażeń, dlatego całe zajście potraktowano jako zwykłą kolizję.

„Dwa tygodnie po dachowaniu syn źle się poczuł. Bolała go głowa, więc udał się na badania. Okazało się, że w głowie ma krwiaka, który wymaga częstej kontroli” – relacjonuje w rozmowie z portalem se.pl 87-letnia pani Wanda A., matka zmarłego Janka.

Zignorował zalecenia lekarzy i błagania matki. Jan A. zmarł na podwórku

Kierowca całkowicie zignorował zalecenia lekarzy i przez następne dwa miesiące ani razu nie pojawił się w gabinecie lekarskim.

„On jednak to zlekceważył, bo przez dwa miesiące nie pojawił się u lekarza. Błagałam, by zaczął się leczyć, ale nic z tego. Nie słuchał mnie, tylko pracował” – wspomina z żalem pani Wanda.

Dramat rozegrał się 26 października, kiedy to 87-latka natknęła się na syna leżącego na przydomowym podwórku. Mężczyzna zasłabł tuż po tym, jak wrócił z pracy. Na ratunek było już jednak za późno i 49-latek zmarł jeszcze przed dotarciem lekarza na miejsce.

„Sekcja wykazała, że śmierć syna nastąpiła w wyniku wylewu, po urazie. Chociaż kochałam go bardzo, to wiem, że sam jest winien swojej śmierci” – podsumowuje ze łzami w oczach matka mężczyzny.

Sześć zakazów, mefedron i dachowanie w rowie. Pościg za audi na DK7

ROLKI