Do dramatu doszło 12 października 2025 roku. Zawodowy kierowca, Marcin B., musiał odbyć obowiązkową przerwę w trasie. Jako miłośnik grzybobrania i aktywnego spędzania czasu, zatrzymał się na parkingu w Raculi. Nie został w pojeździe, lecz udał się do lasu, gdzie natknął się na agresywne zwierzęta. Trzy psy wydostały się z niedostatecznie zabezpieczonej strzelnicy Piotra M. Jak pokazało śledztwo, czworonogi już wcześniej budziły strach w okolicy, jednak do tamtej pory nie doprowadziły do tak makabrycznych zdarzeń. Wtedy rzuciły się na 46-latka.
Choć Marcin B. mierzył blisko dwa metry, był niezwykle silnym i sprawnym fizycznie człowiekiem, to w starciu z maszynami do zabijania, jakimi stały się psy, nie miał większych szans. Otrzymał wiele ran od ugryzień, a zwierzęta dosłownie zmiażdżyły mu nogi i ręce. Mimo koszmarnych obrażeń, zdążył wezwać ratunek. Zmarł jednak kilka dni później na szpitalnym oddziale. Właściciel zwierząt, który został tymczasowo aresztowany, od początku zaprzeczał swojej winie. Wkrótce ruszy jego proces, ponieważ zielonogórska prokuratura skierowała już akt oskarżenia do Sądu Okręgowego.
Ewa Antonowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, przekazała w komunikacie: - Mężczyzna jest oskarżony o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym po ataku należących do niego psów oraz o znęcanie się nad zwierzętami. Oskarżony pozostaje tymczasowo aresztowany - informuje Ewa Antonowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. - Miał pełną świadomość, że jego psy wcześniej wykazywały agresję i mogły stanowić zagrożenie dla osób postronnych. Mimo to teren strzelnicy nie był właściwie zabezpieczony – zwierzęta mogły swobodnie wydostać się poza ogrodzenie.
Zmarły Marcin B. na co dzień mieszkał w Puławach. To właśnie w tym mieście, w parafii pw. Św. Rodziny odbył się jego pogrzeb. W jego ostatniej drodze uczestniczyły setki ludzi, którzy przyszli pożegnać zmarłego w tak dramatycznych okolicznościach.
Jedna z przyjaciółek 46-latka wspominała go słowami: „Marcin zawsze miał czas dla wszystkich. Mogliśmy zawsze liczyć na jego słowa wsparcia, na uśmiech, a jego szerokie ramiona były dla nas przyjaciół zawsze otwarte. Dzielił się z nami swoimi doświadczeniami, pomysłami i mądrością. Jego śmiech potrafił rozjaśnić najciemniejsze chwile. Zawsze odważny, bezkompromisowy, o wielkim sercu. Zawsze wierzył w dobro ludzi”.