Spis treści
Przedsiębiorca zamawia ubrania w sieci i chce je zwrócić
Zderzenie z bezdusznym aparatem państwowym to koszmar, który może spotkać każdego z nas.
- Nikomu tego nie życzę, ale funkcjonariusze państwa czują się bezkarni i robią co chcą - mówi zrezygnowana kobieta.
Wracając wspomnieniami do tamtych dramatycznych wydarzeń, drobna szatynka nerwowo zaciska usta i łamie palce. Od kilkunastu lat prowadzi w sieci świetnie prosperujący biznes, oferując kosmetyki oraz odzież typu outlet. Przez ten czas zbudowała solidną markę, obsługując dziesiątki tysięcy kupujących. W maju 2023 roku na kontakt z jej firmą zdecydował się Dawid Z., przedsiębiorca z Goraja pod Biłgorajem. Mężczyzna telefonicznie złożył specjalne, indywidualne zamówienie na 400 sztuk ubrań marki ASOS. Udało mu się wynegocjować niezwykle atrakcyjną stawkę na poziomie 10 złotych netto za sztukę, co rynkowo stanowiło cenę o kilkanaście złotych niższą niż u innych sprzedawców. Na poczet transakcji kupujący wpłacił zaliczkę w kwocie 405 zł.
Natalia Sidor już na wstępie uprzedzała kontrahenta, że specyfika odzieży outletowej wiąże się z brakiem metek oraz drobnymi skazami fabrycznymi. Mężczyzna zaakceptował te warunki. Paczki ruszyły w drogę, a odbiorca spod Biłgoraja uregulował u kuriera pozostałe 4515 zł w formie pobrania. Kiedy jednak rozpakował towar, stwierdził, że rzeczy nie spełniają jego oczekiwań i postanowił je po prostu zwrócić.
- W przypadku transakcji B2B (między firmami) zwrot towaru nie jest możliwy. Dotyczy to również zamówień realizowanych na towar zakupiony na specjalne, indywidualne zamówienie. Możliwe jest wyłącznie złożenie reklamacji. W zgłoszeniu reklamacyjnym należy dokładnie wskazać, jaki produkt jest reklamowany oraz opisać stwierdzoną wadę. Klient nie skorzystał również z przysługującego mu prawa do reklamacji - opowiada Natalia Sidor i dodaje, że sprzedaż outletowa ma charakter szczególny – Każda sztuka odzieży jest unikalna, występuje w pojedynczych egzemplarzach i często różni się detalami. - Z tego względu nie jest możliwe przyjęcie zwrotu, ponieważ sprzedawca nie ma obiektywnej możliwości zweryfikowania, czy towar nie został podmieniony.
Klient zawiadamia organy ścigania. Zdumiewająca decyzja prokuratury w Biłgoraju
Dawid Z. nie odesłał zamówionych rzeczy na adres firmy. Sprytny nabywca wybrał inną drogę i złożył zawiadomienie na policji, która zareagowała błyskawicznie. Po kilku dniach firma kurierska zwróciła mężczyźnie 4514 zł, chociaż do czasu wyjaśnienia sprawy środki te powinny zostać zabezpieczone przez odpowiednie służby. Co więcej, kontrahent wcale nie odesłał ubrań. Po prostu wyrzucił je do kontenera na śmieci. Sytuacja stała się absurdalna, ponieważ Natalia Sidor musiała odprowadzić należne podatki od całej transakcji. Z perspektywy prokuratury rejonowej w Biłgoraju właścicielka firmy urosła do rangi niebezpiecznej oszustki. Przełom nastąpił 22 listopada 2023 roku, kiedy zadzwonił jej telefon.
- Osoba, która się ze mną skontaktowała, przedstawiła się jako prokurator Pan Ireneusz Gmyz i w nieprzyjemnym tonie pytał o mój numer konta bankowego oraz nakazał, abym zgłosiła się do 6. Komisariatu Policji w Lublinie w celu złożenia zeznań - wspomina przedsiębiorczyni. Odpowiedziała, że jeżeli rzeczywiście istnieje taka potrzeba, prosi o przesłanie oficjalnego wezwania pocztą na adres firmy, w związku z obawą, że może to być jakieś oszustwo i boi się o swoje bezpieczeństwo. - Od listopada 2023 r. jestem nękana telefonami od osób podających się za funkcjonariuszy policji lub prokuratora jak również moja 88-lenia babcia, pod której adresem mam zarejestrowaną działalność gospodarczą. Do chwili obecnej nie doręczono mi skutecznie żadnego wezwania celem złożenia zeznań pocztą. Mimo moich próśb o oficjalną korespondencję, wzywano mnie wyłącznie telefonicznie, co budzi poważne wątpliwości co do prawdziwości takich działań i rodzi obawy o moje bezpieczeństwo z uwagi na powszechne działania przestępcze dokonywane "metodą na policjanta".
Funkcjonariusze z Lublina wkraczają do akcji
W lipcu 2025 roku kryminalni wkroczyli do magazynów jej przedsiębiorstwa, zlokalizowanych w budynkach dawnej suszarni tytoniu przy ulicy Smoluchowskiego w Lublinie.
- Zostałam zatrzymana i zakuta w kajdanki. Zatrzymanie nastąpiło na podstawie wydanego za mną listu gończego i nakazu aresztowania - mówi drżącym głosem.
Cała sytuacja była dla niej niewyobrażalnym horrorem. Nie miała pojęcia, jaki będzie jej dalszy los i nie dowierzała w to, co się wokół niej dzieje. O samym incydencie z klientem zdołała już dawno zapomnieć, traktując to po prostu jako stratę towaru o wartości przekraczającej 4 tysiące złotych. Śledczy jednak w ogóle nie zrezygnowali z drążenia tematu.
- Prokurator wnioskował o zastosowanie wobec mnie 2-miesięcznego aresztu.
Mundurowi przewieźli skutą w kajdanki kobietę z Lublina prosto do Prokuratury Rejonowej w Biłgoraju, by złożyła wyjaśnienia. Traktowano ją jak groźnego przestępcę. Kiedy złożyła zeznania, doręczono jej postanowienie znoszące tymczasowe aresztowanie. Dopiero wtedy, już bez założonych kajdanek, policja odwiozła ją z powrotem do Lublina.
Prokuratura zarzuca oszustwo
We wrześniu 2025 roku kobieta usłyszała oficjalne oskarżenie o oszustwo na kwotę 4920 zł. Absurd polegał na tym, że domniemany poszkodowany już od dłuższego czasu dysponował swoimi odzyskanymi pieniędzmi.
- Przez blisko dwa lata prowadzone były wobec mnie czynności poszukiwawcze, podczas gdy jedyną kwotą, jaka faktycznie pozostała w moim posiadaniu, była zaliczka w wysokości 405 zł. Pozostała część środków oraz towar znajdowały się po stronie klienta. Oddałam i to - rozkłada ręce.
Obecnie przedsiębiorca z Goraja również wyraża chęć polubownego zakończenia całego sporu.
- Dodatkowo, w toku postępowania sądowego pokrzywdzony zeznał, że towar będący przedmiotem sprawy został przez niego wyrzucony, co skutkuje brakiem podstawowego dowodu rzeczowego w sprawie, a policja nie zrobiła protokołu z oględzin odzieży - dodaje kobieta.
Proces przed sądem i działania prokuratora Ireneusza Gmyza
Prokurator Ireneusz Gmyz zablokował możliwość zawarcia porozumienia między zwaśnionymi stronami. Zaledwie kilka dni temu Sąd Rejonowy rozpoczął procedowanie w tej sprawie, a kolejną rozprawę wyznaczono na 24 kwietnia. Właścicielka firmy podjęła już próby złożenia oficjalnej skargi na brutalne potraktowanie przez organy państwowe. Zdecydowała się zawiadomić odpowiednie służby o możliwości przekroczenia uprawnień i popełnienia przestępstwa na jej szkodę przez policjantów oraz śledczych nadzorujących postępowanie.
- Złożyłam także zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa na moją szkodę przez funkcjonariuszy policji oraz prokuratury w związku z prowadzonym postępowaniem. Postępowanie to nie zostało jednak wszczęte – decyzję odmowną wydał ten sam prokurator, Ireneusz Gmyz, który prowadzi sprawę przeciwko mnie - podkreśla.