Spis treści
- Nocne hałasy nad Lublinem. Policja otrzymała zgłoszenia
- Tajemniczy obiekt nad Lubelszczyzną. W sieci krążą nagrania
- Policja bada nocne incydenty nad Zalewem Zemborzyckim
- Systemy wojskowe wykryły sygnał. Trwa przeczesywanie terenu w Lublinie
- Mieszkańcy Zemborzyc podzieleni. Oceniają akcję służb wojskowych
- Procedury bezpieczeństwa na Lubelszczyźnie. Służby ostrzegają przed odłamkami
Nocne hałasy nad Lublinem. Policja otrzymała zgłoszenia
Funkcjonariusze policji zaczęli odbierać pierwsze alarmujące telefony od osób zamieszkujących południowe rejony Lublina. Ludzie przebywający w sąsiedztwie Zalewu Zemborzyckiego oraz ulicy Krężnickiej zgłaszali przelot niezidentyfikowanego, bardzo hałaśliwego obiektu na nocnym niebie.
W rozmowie z korespondentem „Super Expressu” jeden z lokalnych mieszkańców dokładnie zrelacjonował to, czego doświadczył: „Słyszałem warkot, jakby motorower, tyle że potężniejszy i dużo głośniejszy”.
Intensywny hałas niepokoił świadków głównie między godziną 2 a 3 w nocy. Nikt z nich jednak nie zdołał dostrzec dokładnych zarysów latającej maszyny ani żadnych świateł, które pomogłyby jednoznacznie oszacować jej wymiary oraz kształt.
Tajemniczy obiekt nad Lubelszczyzną. W sieci krążą nagrania
Do redakcji portalu Lublin112.pl trafiły materiały wideo zarejestrowane przez zaniepokojonych obywateli, na których wyraźnie słychać specyficzny dźwięk szybko poruszającego się celu. Chronologia zdarzeń wskazuje, że pierwszy z udostępnionych filmów nakręcono w powiecie włodawskim, w miejscowości Okuninka, około godziny 1.25. Zaledwie sześć minut później, o 1.31, odgłos nagrano w Wytycznie, a o 1.33 dotarł on w rejon Urszulina, by ostatecznie pojawić się w okolicy lubelskiej ulicy Krężnickiej między 1.48 a 1.50.
Dostarczone pliki nie ukazują wizualnie samego sprawcy zamieszania, a rejestrują wyłącznie uciążliwy hałas kojarzący się z pracą silnika spalinowego. W przestrzeni internetowej błyskawicznie wybuchła dyskusja na temat pochodzenia tego warkotu, gdzie komentujący prześcigają się w teoriach dotyczących potencjalnego drona, samolotu, helikoptera, a nawet jadącego w pobliżu motocykla.
Dziennikarze lokalnego serwisu pokusili się o wstępne kalkulacje, z których wynika, że dystans w linii prostej oddzielający Okuninkę i Lublin został pokonany w 25 minut. Jeśli wszystkie filmy uwieczniły dokładnie tę samą maszynę, oznacza to, że poruszała się ona z dużą prędkością około 175 kilometrów na godzinę.
Należy jednak mieć na uwadze, że są to czysto redakcyjne szacunki zbudowane na założeniu o pojedynczym obiekcie przelatującym nad regionem. Przedstawiciele armii w żaden sposób nie odnieśli się oficjalnie do wyliczonego wektora lotu ani przypuszczalnej prędkości intruza.
Policja bada nocne incydenty nad Zalewem Zemborzyckim
Około godziny 2 w nocy do dyżurnych Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie wpłynęły dwa niezależne telefony od zaniepokojonych świadków. Obie zgłaszające osoby wskazywały na potężny hałas dobiegający prosto z bezpośredniego rejonu lubelskiego Zalewu Zemborzyckiego.
Oficjalne stanowisko w rozmowie z „Super Expressem” przedstawiła rzeczniczka lubelskiej policji, nadkom. Anna Kamola: „Nie było słychać żadnego wybuchu ani huku. Nikt też nie zgłosił jakichkolwiek uszkodzeń czy zniszczeń, na przykład budynków. Słyszany był tylko odgłos przelatującego głośnego obiektu latającego”.
W kolejnych godzinach na policyjne numery dzwonili następni zaniepokojeni obywatele, a identyczne informacje wpłynęły również z terenu powiatu łęczyńskiego. Funkcjonariusze nie natrafili w terenie na żadne szczątki maszyny czy ślady sugerujące jej rozbicie się. Mundurowi uspokajają także, że we wskazanych miejscach nie doszło do niszczycielskiej eksplozji, wybuchu pożaru, uszkodzeń budynków ani jakichkolwiek zranień u ludzi.
Systemy wojskowe wykryły sygnał. Trwa przeczesywanie terenu w Lublinie
Wersje podawane przez mieszkańców pokryły się z odczytami zaawansowanych systemów radiolokacyjnych polskiego wojska. W niedzielny poranek Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych wydało oświadczenie, w którym poinformowano o powzięciu podejrzenia naruszenia przestrzeni powietrznej państwa przez nieokreślony aparat latający.
Służby nie zwlekały z działaniem i wysłały na południowe obrzeża Lublina specjalistyczny Naziemny Zespół Poszukiwawczo-Ratowniczy, wydzielony ze struktur Wojsk Obrony Terytorialnej. Zadaniem żołnierzy jest precyzyjne odnalezienie ewentualnego punktu, w którym sprzęt uderzył o ziemię, oraz zabezpieczenie jego pozostałości.
Wojskowym ratownikom wsparcia logistycznego udzielają dziesiątki zaangażowanych w akcję policjantów. Wszystkie operacje w terenie monitorują ponadto wykwalifikowani przedstawiciele Żandarmerii Wojskowej.
Skoordynowana operacja skupia się na skrupulatnym sprawdzaniu obszarów wzdłuż ulicy Krężnickiej, linii brzegowej Zalewu Zemborzyckiego, pobliskiego lasu Dąbrowa oraz lokalnej zabudowy mieszkalnej. Kontrolowano też biegnące tam tory kolejowe, podczas gdy z góry działania wspiera specjalistyczny śmigłowiec armii, a trudno dostępne miejsca badają drony.
Badany przez wojsko rejon jest niezwykle rozległy i zróżnicowany topograficznie. Przestrzeń wokół zabudowy i ulicy Krężnickiej usiana jest polami, terenami zalesionymi oraz przecinającym je szlakiem kolejowym. Gigantyczną barierę stanowi sam Zalew Zemborzycki, w którym głęboka woda potrafi ostatecznie uniemożliwić lokalizację niedużych elementów.
Trwa również pogłębione rozpytywanie lokalnej społeczności przez żołnierzy wspieranych przez funkcjonariuszy policji. Mundurowi proszą obywateli o przypomnienie sobie konkretnej pory nadejścia hałasu, sprecyzowanie jego kierunku oraz ujawnienie faktów dostrzeżenia błysków światła bądź maszyny runącej w stronę gruntu.
Mieszkańcy Zemborzyc podzieleni. Oceniają akcję służb wojskowych
Szeroko zakrojona obecność armii i policji wśród zabudowań podlubelskich Zemborzyc natychmiast stała się wiodącym tematem wśród lokalnej ludności. Wielu obywateli nie kryło strachu, że bezzałogowiec uderzył blisko ich domostw, podczas gdy inni domagali się, by wstrzymać się z szerzeniem paniki aż do wydania końcowych ustaleń śledczych.
Jedna z miejscowych kobiet podzieliła się swoimi przemyśleniami z reporterem „Super Expressu”, mówiąc: „Może nie warto robić paniki?”.
Zdecydowanie inny punkt widzenia zaproponował pan Stanisław, mający za sobą karierę wojskowego, który wyraził całkowitą aprobatę dla zdecydowanych działań prewencyjnych władz.
Były żołnierz zawodowy ujął to wprost: „Bardzo dobrze, że szukają. Niech ludzie widzą, że dbają o nasze bezpieczeństwo”.
Już od wczesnych godzin porannych cała okolica została obstawiona zmotoryzowanymi i pieszymi patrolami. Zarówno policja, jak i wojsko systematycznie sprawdzały wszystkie strefy buforowe dzielące pobliskie lasy od ulicy Krężnickiej oraz pasów kolejowych.
Procedury bezpieczeństwa na Lubelszczyźnie. Służby ostrzegają przed odłamkami
Wojsko wspólnie z policją stanowczo prosi obywateli, by w sytuacji natknięcia się w pobliżu posesji, w głębi lasu czy na użytkach rolnych na nietypowy przedmiot, zachowali szczególną ostrożność. Śledczy zakazują zbliżania się do potencjalnych obiektów i stanowczo odradzają jakiekolwiek samodzielne próby ich dotykania lub przenoszenia.
Trzeba pamiętać, że porozrywane elementy maszyny mogą skrywać w sobie wysoce łatwopalne paliwo, szkodliwe akumulatory, pozostałości ładunków pirotechnicznych i inne niebezpieczne materiały. W razie odnalezienia części trzeba natychmiast się oddalić na bezpieczny dystans, a następnie zaalarmować odpowiednie służby ratownicze, wybierając na telefonie numer 112.