W Lublinie powstała największa w Polsce, mobilna sauna. Zmieści się w niej nawet 30 osób

2026-01-27 12:54

Na co dzień mobilna sauna stacjonuje w Lublinie, przy ulicy Smoluchowskiego, ale w sezonie będzie można ją zobaczyć także poza miastem. Jak wyglądała jej budowa oraz ile to wszystko kosztowało? Opowiedzieli nam twórcy.

Sauna Czary Pary w Lublinie

i

Autor: Czary Pary/ Archiwum prywatne

Największa mobilna sauna w Polsce

Dwaj, lubelscy pasjonaci saunowania – Piotr i Juliusz – postanowili stworzyć swoją własną saunę. Można w niej przeprowadzać profesjonalne seanse saunowe, a co najlepsze – obiekt jest ruchomy. Kluczowym elementem jest praca saunamistrza, który za pomocą wachlarzy i ręczników wykonuje rytmiczny masaż gorącym powietrzem, rozprowadzając aromatyczne olejki eteryczne uwalniane z lodu.

W środku zmieści się nawet 30 osób.

Seans saunowy polega na tym, że przygotowujemy muzykę, odpowiednie aromaty, zapachy, olejki eteryczne i poprzez polewanie pieca kładziemy lodową kulę z tym aromatem i rozprowadzamy gorące powietrze po całej saunie. Żeby nie przypalić tych olejków eterycznych, musi być to odpowiednio wszystko przygotowane. Rolą saunamistrza jest dobranie odpowiedniej ilości olejków eterycznych. Każdy olejek eteryczny ma inne właściwości zdrowotne. Są przeróżne: na przeziębienia, czy na poprawę wydolności płuc – mówi Piotr, jeden z twórców mobilnej sauny „Czary Pary”.

Ile trwa seans saunowy?

W trakcie seansu saunowego temperatura w środku dochodzi do 100 stopni Celsjusza. Seans trwa zwykle od 8 do 15 minut.

Saunamistrz obserwuje reakcje ludzi. Jeżeli widzi, że coś jest nie tak, to albo doprowadza świeże powietrze z zewnątrz, albo po prostu nie wachluje na tę osobę. Na początku jest przemowa i podczas tej przemowy saunamistrz informuje, że jeżeli będzie za gorąco lub seans nie będzie się podobał, to w każdej chwili można opuścić saunę – dodaje Piotr.

Różnica temperatur między górną a dolną ławką potrafi wynosić nawet 25, 30 stopni Celsjusza. Więc jak komuś jest za gorąco na górze, to może zejść na dół i tam już powinno być w miarę okej – wyjaśnia Juliusz z sauny „Czary Pary”.

Jak wyglądała budowa sauny?

Piotr i Juliusz musieli zmieścić się w ciężarze 3,5 tony, bo mieli dostęp do 6-metrowej przyczepki 3-osiowej, aby móc ją ciągnąć za pomocą busa, korzystając z prawa jazdy na kategorię B+E. Wszystko obliczali w specjalnym programie. Dzięki temu cała konstrukcja, po wyjęciu z niej kamieni i ław ma ciężar 3,4 tony.

To nie jest kontener, to jest konstrukcja drewniana w 100%. Drugim problemem było wymyślenie, jak to zrobić, żeby to się nie kołysało i się nie rozwaliło w trakcie jazdy. Więc dołożyliśmy dużo wzmocnień, stężenia stalowe. Nasz znajomy konstruktor nam podpowiedział, żeby na największych ścianach w sposób krzyżowy rozłożyć pasy stalowe, które wzmacniają całą konstrukcję – tłumaczy Juliusz.

Ciekawostką jest, że aby zmieścić się w wadze 3,5 ton, panowie musieli „kombinować” z podłogą. Zazwyczaj używa się w takich celach płytek. Te jednak w przypadku konstrukcji lublinian byłyby zbyt ciężkie. Twórcy wpadli zatem na pomysł, żeby użyć korka z hydroizolacją z wosku pszczelego, co jest bardzo naturalne i nie chłonie wody z powietrza.

Skąd pomysł na zbudowanie własnej sauny?

Bardzo lubiłem saunować, chodziłem na seanse. Gdy wybuchła pandemia, byłem już uzależniony od saunowania. Stwierdziłem, że muszę coś z tym zrobić. Miałem pomieszczenie w domu, w którym obliczyłem, że mogę sobie zbudować małą saunę. Było tam doprowadzenie do wody. Skonstruowałem zatem własną saunę. Poszedłem do saunamistrza na szkolenie. Nauczył mnie, jak przeprowadzać rytuały. Przez 2 lata prowadziłem rytuały dla przyjaciół i rodziny. Po tym czasie brakowało mi gotówki w domu. Udało mi się znaleźć zatrudnienie w świdnickim MOSiRze, bo akurat potrzebowali tam saunamistrza. W tamtym okresie wpadło mi do głowy, że nie ma takiego mobilnego miejsca, w którym można byłoby przeprowadzać rytuały na wiele osób. Było mnóstwo saun, takich beczek na 10 osób, w których jednak się nie dało machać ręcznikiem, ani przeprowadzać tych seansów. A że bawiłem się wtedy stolarką to wiedziałem, że to jest możliwe. Obliczyłem sobie wszystko i stwierdziłem, że spróbujemy. Juliusz do mnie przychodził na saunę i zaproponowałem mu po prostu współpracę – opowiada Piotr.

Tak, przychodziłem do Piotrka na saunę. Robiliśmy sobie takie męskie wieczory saunowe i Piotrek wyskoczył z tym pomysłem. Ja pamiętam, że powiedziałem wtedy Piotrkowi, że to fajny pomysł, możemy o tym pomyśleć, tylko ja nie umiem machać ręcznikiem. Piotrek mnie trochę uspokoił, że można się tego szybko nauczyć. Zacząłem potem pracę na Aqua Lublin. Aż w końcu napisaliśmy projekt o dofinansowanie i się udało. Wszystko się złożyło w jedną całość. Stwierdziliśmy z Piotrkiem, to wchodzimy w to i zaczęliśmy po prostu działać – dodaje Juliusz.

Koszt stworzenia mobilnej sauny zamknął się w około 90 tys. zł. Udało się sporo zaoszczędzić, korzystając z własnych materiałów.

Drewno, którego użyliśmy też ma swoją fajną historię, bo olcha, którą tu mamy, jest z naszego lasu. Lipa, która jest na ścianach, jest antybakteryjna, mamy ją z Podlasia, od znajomego stolarza. Drewno pochodzi z Polski całkowicie, nawet z naszego regionu i cała sauna ma swoją duszę, ponieważ sami ją projektowaliśmy, znamy ją na pamięć, pamiętamy każdy element budowy – przekonuje Juliusz.

Na co dzień mobilna sauna stacjonuje w Lublinie, na terenach Lubelskich Zakładów Tytoniowych przy ulicy Smoluchowskiego, ale w sezonie będzie można ją zobaczyć także poza miastem.

Szczegóły działalności mobilnej sauny można znaleźć na facebookowym fanpageu „Sauna Czary Pary”.

Zobacz także naszą galerię zdjęć: Sukces naukowców Politechniki Lubelskiej. Docenieni w Tajlandii

Pływająca sauna zacumowała w Warszawie
Lublin Radio ESKA Google News