Trzy alerty RCB w jedną dobę. Czy ta forma komunikacji z obywatelami ma sens?

Tylko 21 października Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wydało serię trzech komunikatów dla wschodnich regionów Polski. Ostrzeżenia miały bezpośredni związek z rosyjskimi uderzeniami na terytorium zachodniej Ukrainy. Eksperci i obywatele zastanawiają się, czy tak częste alarmy faktycznie chronią Polaków, czy jedynie wzmagają niepokój, co idealnie wpisuje się w strategię Władimira Putina.

Dwa myśliwce w locie na tle nieba. Obok grafika Alertu RCB o ataku na Ukrainę. O szczegółach przeczytasz na Eska Lublin.
Autor: /screen RCB/ Pexels.com zdj. ilustracyjne

Kolejne alerty RCB w województwie podkarpackim i lubelskim

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie zwalnia tempa. Zaledwie jednego wieczoru, 21 października, wygenerowano aż dwa komunikaty. Najpierw, o godzinie 18 powiadomienia dotarły do osób w województwie podkarpackim, ale odwołano je jeszcze przed 20. Chwilę po godzinie 21 natomiast identyczną wiadomość otrzymali przebywający na terenie województwa lubelskiego.

To wcale nie był koniec tych nerwowych komunikatów. Głęboką nocą, dokładnie o godzinie 2:30, telefony mieszkańców obu tych wschodnich województw znów zawibrowały, odbierając tożsame ostrzeżenie. Po upływie dwóch godzin i ten alert został ostatecznie wycofany przez służby.

Przyczyna tych wzmożonych działań pozostaje ciągle niezmienna. Służby tłumaczą konieczność wysyłania powiadomień trwającym atakiem powietrznym ze strony Federacji Rosyjskiej na zachodnie terytoria Ukrainy.

Czy wojenne powiadomienia RCB wspierają politykę strachu Kremla?

Obywatele coraz częściej powątpiewają w skuteczność takiej metody ostrzegania. Trudno bowiem zakładać, że po otrzymaniu kolejnego z rzędu SMS-a ktokolwiek zrywa się z łóżka i w napięciu śledzi doniesienia z frontu. W praktyce niemal całe społeczeństwo po prostu te wiadomości ignoruje. Skutek może być taki, że gdyby na terytorium Polski pojawiło się w przyszłości faktyczne niebezpieczeństwo, zbagatelizowane powiadomienie nie spełniłoby swojej ochronnej roli.

Co gorsza, taka państwowa strategia to czysta woda na młyn dla Władimira Putina oraz jego polityki zastraszania. Reżim na Kremlu bacznie śledzi bowiem polskie nastroje, a nasilenie uderzeń na zachodnie rubieże Ukrainy nie jest dziełem przypadku – Rosja chce po prostu sterroryzować europejskich sojuszników Kijowa. Powstaje wrażenie, że wysyłane w dobrej wierze komunikaty RCB w rzeczywistości napędzają tę maszynkę, a zamiast budować społeczne poczucie bezpieczeństwa, kompletnie je rujnują.

Znacznie skuteczniejszym rozwiązaniem byłoby uruchomienie pojedynczego komunikatu, popartego dźwiękiem syren alarmowych w momencie bezpośredniego i realnego zagrożenia, niż hurtowe wysyłanie dziesiątek SMS-ów o niebezpieczeństwie wyłącznie potencjalnym dla terytorium kraju.

Rosja zaatakowała Kijów pociskami balistycznymi. Co najmniej dwie osoby zginęły:

LUDZIE SIĘ BOJĄ! ALERT RCB NIE DZIAŁA, SCHRONÓW NIE MA... | Miziołek & Olczyk

ROLKI