Tragiczna śmierć 70-latka na przejeździe kolejowym. Mieszkańcy są wstrząśnięci

Mieszkańcy Rejowca Fabrycznego zachodzą w głowę, jak mogło dojść do tak dramatycznego zdarzenia. 70-letni Andrzej L. zginął na przejeździe kolejowym po tym, jak jego Volkswagen wjechał prosto pod nadjeżdżający pociąg relacji Chełm - Lublin. Mężczyzna nie miał żadnych szans na przeżycie.

Mieszkańcy w szoku po śmiertelnym wypadku na torach

Przejazd kolejowy zlokalizowany pomiędzy Rejowcem Fabrycznym a miejscowością Krasne znajduje się na prostym odcinku trasy. Miejsce to już w przeszłości było świadkiem dramatycznych wydarzeń. Mieszkańcy wciąż pamiętają wypadek z lat osiemdziesiątych, kiedy w zderzeniu z pociągiem zginęli dwaj milicjanci na służbie.

66-letni Zbigniew Kwiatuszewski, którego dom sąsiaduje z linią kolejową, ze szczegółami wspomina tamto zdarzenie.

- Zmiażdżone auto zatrzymało się na ogrodzeniu mojego podwórka, o tutaj - mówi w rozmowie z "Super Expressem", pokazując miejsce, gdzie znalazł się duży Fiat.

Poprzednia tragedia rozegrała się kilkadziesiąt lat temu w zupełnie innych realiach. Kierowcy musieli wówczas mierzyć się z fatalną nawierzchnią, a w dniu tamtego wypadku widoczność ograniczała gęsta mgła. Obecnie infrastruktura w tym miejscu wygląda zupełnie inaczej.

- Wprawdzie nie ma zapór, ale są sygnały świetlne i dźwiękowe, a i maszyniści podają swoje sygnały wjeżdżając w okolice drogi - mówi Kwiatuszewski.

Lokalna społeczność zachodzi w głowę, co mogło doprowadzić do dramatu. Zmarły 70-latek był emerytowanym elektrykiem i znawcą gołębi pocztowych. Za kółkiem zawsze zachowywał zdrowy rozsądek i ściśle trzymał się przepisów. Tego feralnego poranka prawdopodobnie zmierzał na lokalne targowisko.

- Może się zamyślił, może pojechał na pamięć? - zastanawiają się ludzie.

- Albo myślał, że zdąży - dodaje ktoś inny.

W wypadku zginął 70-letni kierowca

Z relacji funkcjonariuszy wynika, że do dramatu doszło tuż przed godziną 6:00.

- Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący Volkswagenem 70-letni mężczyzna nie zachował należytej ostrożności i wjechał wprost pod nadjeżdżający pociąg - opowiada mł. asp. Angelika Głąb-Kunysz. 

Na miejscu niemal natychmiast zjawiły się służby. Niestety, życia 70-latka nie udało się uratować.

- Kierowca poniósł śmierć na miejscu. Policjanci pod nadzorem prokuratora prowadzą czynności mające na celu wyjaśnienie dokładnych okoliczności tego tragicznego zdarzenia - dodaje mundurowa.

52-letni maszynista pociągu nie miał szans na uniknięcie zderzenia. Wiózł ok. 50 pasażerów, był trzeźwy. Siła uderzenia była tak ogromna, że pociąg pchał auto przez blisko 150 metrów, spychając je z torów. Zatrzymał się dopiero po kilkuset metrach.

Wjechał autem pod pociąg
Rozmowa na Plus
Kobieta w mundurze – blaski i cienie służby w policji