Mieszkańcy w szoku po śmiertelnym wypadku na torach
Przejazd kolejowy zlokalizowany pomiędzy Rejowcem Fabrycznym a miejscowością Krasne znajduje się na prostym odcinku trasy. Miejsce to już w przeszłości było świadkiem dramatycznych wydarzeń. Mieszkańcy wciąż pamiętają wypadek z lat osiemdziesiątych, kiedy w zderzeniu z pociągiem zginęli dwaj milicjanci na służbie.
66-letni Zbigniew Kwiatuszewski, którego dom sąsiaduje z linią kolejową, ze szczegółami wspomina tamto zdarzenie.
- Zmiażdżone auto zatrzymało się na ogrodzeniu mojego podwórka, o tutaj - mówi w rozmowie z "Super Expressem", pokazując miejsce, gdzie znalazł się duży Fiat.
Poprzednia tragedia rozegrała się kilkadziesiąt lat temu w zupełnie innych realiach. Kierowcy musieli wówczas mierzyć się z fatalną nawierzchnią, a w dniu tamtego wypadku widoczność ograniczała gęsta mgła. Obecnie infrastruktura w tym miejscu wygląda zupełnie inaczej.
- Wprawdzie nie ma zapór, ale są sygnały świetlne i dźwiękowe, a i maszyniści podają swoje sygnały wjeżdżając w okolice drogi - mówi Kwiatuszewski.
Lokalna społeczność zachodzi w głowę, co mogło doprowadzić do dramatu. Zmarły 70-latek był emerytowanym elektrykiem i znawcą gołębi pocztowych. Za kółkiem zawsze zachowywał zdrowy rozsądek i ściśle trzymał się przepisów. Tego feralnego poranka prawdopodobnie zmierzał na lokalne targowisko.
- Może się zamyślił, może pojechał na pamięć? - zastanawiają się ludzie.
- Albo myślał, że zdąży - dodaje ktoś inny.
W wypadku zginął 70-letni kierowca
Z relacji funkcjonariuszy wynika, że do dramatu doszło tuż przed godziną 6:00.
- Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący Volkswagenem 70-letni mężczyzna nie zachował należytej ostrożności i wjechał wprost pod nadjeżdżający pociąg - opowiada mł. asp. Angelika Głąb-Kunysz.
Na miejscu niemal natychmiast zjawiły się służby. Niestety, życia 70-latka nie udało się uratować.
- Kierowca poniósł śmierć na miejscu. Policjanci pod nadzorem prokuratora prowadzą czynności mające na celu wyjaśnienie dokładnych okoliczności tego tragicznego zdarzenia - dodaje mundurowa.
52-letni maszynista pociągu nie miał szans na uniknięcie zderzenia. Wiózł ok. 50 pasażerów, był trzeźwy. Siła uderzenia była tak ogromna, że pociąg pchał auto przez blisko 150 metrów, spychając je z torów. Zatrzymał się dopiero po kilkuset metrach.