Tłumy pożegnały 25-letniego Jakuba. 25-latek zmarł po oblaniu benzyną przez ojca przyjaciela

2026-10-05 17:40

Setki osób zjawiły się, by pożegnać 25-letniego Jakuba W., który zmarł po tym, jak został oblany benzyną i podpalony. W kościele pw. św. Marii Magdaleny w Łęcznej zebrali się jego bliscy, przyjaciele oraz znajomi. Przy trumnie siedzieli pogrążeni w rozpaczy rodzice, którzy stracili swojego jedynego syna. Uroczystości towarzyszyły łzy i niezwykle poruszające słowa.

Tłumy na pogrzebie 25-letniego Jakuba z Łęcznej. Rodzice stracili jedynego syna

Jakub W. (+25 l.) przez niemal cztery miesiące dzielnie walczył o życie. Pod koniec września jego potwornie poparzone ciało nie wytrzymało. Chłopak zgasł, odchodząc do lepszego ze światów. Dzisiaj, w piękny poniedziałek skąpany w słońcu i jesiennych barwach, w kościele pw. św. Marii Magdaleny w rodzinnej Łęcznej (woj. lubelskie) żegnali go bliscy i przyjaciele. Kubę przyszły pożegnać setki osób. Zamyśleni uczestnicy uroczystości próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego doszło do tak potwornego zła. Na początku czerwca Kubę zaatakował ojciec jego przyjaciela, Czesław R. (47 l.). Polał go benzyną i podpalił, skazując 25-latka na długie cierpienie, które zakończyło się jego śmiercią.

Położony na wzgórzu piękny kościół, wybudowany na początku XVII wieku, szybko zapełnił się ludźmi – w większości młodymi, będącymi w wieku tragicznie zmarłego 25-latka. Przy trumnie ustawionej przed ołtarzem siedzieli rodzice Jakuba, którzy w tak dramatycznych okolicznościach stracili jedynego syna. Spoglądali na stojący obok trumny portret Kuby. Jak zawsze uśmiechniętego, zadowolonego z życia, mającego plany na siebie i swoją przyszłość. Niestety, nie było mu dane ich zrealizować.

- Chciałbym powiedzieć teraz tak jak Chrystus – młodzieńcze, tobie mówię, wstań! Ale nie potrafię – mówił celebrans, nawiązując do słów z Ewangelii św. Łukasza opowiadających o jednym z cudów Jezusa. Nie krył, że trudno teraz zrozumieć zło i wytłumaczyć to, co wydarzyło się tamtego tragicznego dnia. Czesław R. odebrał Kubie najcenniejszy dar od Boga – życie. – Zabrał mu możliwość czynienia dobra, a zmarły Jakub czynił wiele dobra dla innych.

Czesław R. oblał Jakuba benzyną. Młody mężczyzna płonął żywcem

Do tragedii doszło na początku czerwca 2026 roku w Podzamczu, rozległej wsi leżącej na skraju Łęcznej, zaledwie kilometr od kościoła, w którym odbyło się pożegnanie Jakuba. Sprawca, były fotograf, górnik z Bogdanki oraz były żołnierz 2. Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej, krótko przed potwornym czynem bawił się na festynie. Niespodziewanie opuścił zabawę, wsiadł do samochodu i ruszył na stację benzynową. Kupił tam kilka litrów paliwa i wlał je do plastikowego kanistra. Jego zielony ford escort w wersji kabriolet pędził wąskimi drogami w szaleńczym tempie.

Tuż przed godz. 18 zatrzymał samochód z piskiem opon na końcu Podzamcza. Przy starym oplu astrze, stojącym obok blaszanego garażu, pracowało dwóch młodych ludzi. Pochyleni nad komorą silnika nie zauważyli, że Czesław R. podbiegł do garażu z benzyną. Oblał nią jednego z mężczyzn i podpalił. Jakub W. stanął w płomieniach. Zapalił się także samochód, przy którym pracował. Młody mężczyzna zerwał z siebie koszulkę i biegał wokół, krzycząc z bólu wniebogłosy.

Czesław R. obserwował cierpienie młodego człowieka. Następnie chwycił kij, który trzymał w samochodzie, i ruszył w stronę kobiety przejeżdżającej ulicą. Gdy zobaczyła, co się dzieje, zatrzymała samochód i z gaśnicą w ręku pobiegła w kierunku płonącego mężczyzny.

– Uciekaj stąd, lepiej tak będzie dla ciebie – syczał do niej wściekły R.

Konflikt Czesława R. z Jakubem. Ojciec zaplanował synowi wojskową karierę

Oprawca nie znosił 25-latka, z którym jego syn bardzo się przyjaźnił. Był przekonany, że Jakub wywiera na niego zły wpływ. 25-latek, który miał bardzo dobrą opinię w swoim środowisku, niedawno ukończył studia i próbował swoich sił w wyborach do Rady Miasta Łęczna. Już wcześniej dochodziło do sytuacji, w których Czesław W. rzucał się na niego z pięściami. Wszystko dlatego, że uważał Kubę za „miękkiego” i sądził, że marnuje przyszłość Mateusza. Przyszłość, którą ojciec dla niego zaplanował, pomagając mu w przyjęciu do szkoły podoficerskiej.

Rz czy ż? Ó czy u? To największe pułapki w polskiej ortografii
Pytanie 1 z 25
Pióro czy piuro?

– Mateusz za nic w świecie nie chciał tam wracać. Był ostatnio na długiej przepustce, teraz miał zwolnienie lekarskie. Najpewniej ojciec nic o tym nie wiedział, że Mateusz zamiast uczyć się na żołnierza, grzebie przy starym gracie z kolegą – opowiadał wtedy mieszkaniec Podzamcza, który doskonale znał sytuację. – Pewnie dowiedział się o tym na festynie i trafił go szlag.

W obronie swojego przyjaciela stanął również Mateusz W., który starł się z własnym ojcem.

– To było straszne. Jeden z nich cały spalony, cały goły, z czarną klatką piersiową, rękami, twarzą, a dwa inni kotłowali się przewalając jeden przez drugiego – opowiadała mieszkająca w domu naprzeciwko garażu Jadwiga Gajos. – W końcu ten starszy wsiadł do auta i uciekł.

Aresztowanie żołnierza WOT na działkach. Jakub walczył o życie cztery miesiące

Podobno krzyczał jeszcze, że odbierze sobie życie. Ostatecznie jednak tego nie zrobił. Policjanci odnaleźli go po około godzinie, mniej więcej 1,5 km od miejsca przestępstwa, na terenie ogródków działkowych. Było od niego czuć alkohol. Ponieważ był wtedy czynnym żołnierzem WOT, przekazano go Żandarmerii Wojskowej. W poniedziałek, 1 czerwca, WOT poinformowały, że zatrzymany był żołnierzem 2. Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej, ale „zdarzenie nie miało związku z realizacją obowiązków służbowych”. Został zwolniony ze służby ze skutkiem natychmiastowym.

We wtorek żandarmi przywieźli go na przesłuchanie w prokuraturze w Lublinie. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, do którego się nie przyznał. Stan Jakuba W. od samego początku był bardzo ciężki – poparzenia obejmowały ponad 70 proc. powierzchni jego ciała, w tym drogi oddechowe. 25-latek zmarł 29 września.

– Codziennie przez te cztery miesiące wierzyliśmy, że przyjdzie przełom. Przecież miałeś plany na życie, przecież niedawno zostałeś inżynierem. To niesprawiedliwe, że cię nie ma – mówiła przez łzy kobieta z bliskiej rodziny, podkreślając, że Jakub był człowiekiem otwartym na świat, szukającym swojej drogi, z wrażliwością, która pchała go do pomocy innym. – Będziemy pamiętać nie to, jak odszedłeś, ale to, jaki byłeś.

Sprawca pozostaje w areszcie. Po śmierci Jakuba śledczy przedstawią mu zaktualizowany zarzut – nie usiłowania zabójstwa, lecz zabójstwa. Mężczyźnie grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Kosinika-Kamysz: Nowy mundur Ryś

ROLKI