Spis treści
Uczestnicy w barwach maskujących
Drogę do Targów Lublin wskazywali uczestnicy odziani w taktyczny ekwipunek i wojskowe stroje. Maszerowali w spokoju, dyskutując po drodze o niuansach wyposażenia różnych jednostek Wojska Polskiego. Ich zdyscyplinowanie rzucało się w oczy.
- A spodziewał się pan rozbrykanych pesudożołnierzyków, którzy łakną wokoło podziwu dla ich „męskości“ - dziwi się pan Paweł (48 l.) z Krakowa, a kiedy słyszy o spotykanych w innych miejscach „żołnierzyków“ szermujących patriotycznymi hasłami i popijającymi tanie trunki odpowiada krótko: - Na Militariach taki się nie spotka.
Słowa te znajdowały potwierdzenie w rzeczywistości. Na miejscu dominowali pasjonaci, często wielopokoleniowe rodziny, gdzie starsi wprowadzali młodzież w arkana wojskowego świata.
- W dzisiejszych czasach to powinno być obowiązkowe - choćby liznąć trochę obronności - mówi starszy mężczyzna, opowiadając wnuczkowi o militarnej odzieży.
Na stoiskach handlowych można było nabyć odzież z motywem moro także dla najmłodszych, w tym kurtki i spodnie. Ceny odzieży dziecięcej oscylowały wokół 100 zł za element.
Pojazdy gąsienicowe i eksponaty celników
Spore zainteresowanie budziły maszyny zaprezentowane przez Wojsko Polskie, w tym prawdziwe wojskowe transportery. Autentyczność sprzętu potwierdzał chociażby wprowadzony zakaz fotografowania wnętrza pojazdów bojowych.
Uwagę zwracały również nietypowe wehikuły przygotowane przez Politechnikę Lubelską, zbudowane na podzespołach poloneza i syreny. Największe emocje budził sześciokołowy pojazd z gąsienicami.
Dwóch uczestników w charakterystycznych czapkach głośno zastanawiało się nad praktycznym wykorzystaniem takiej maszyny w terenie. Policja z kolei zachęcała do wstąpienia w swoje szeregi. Urząd Celny zaprezentował przedmioty pochodzące z nielegalnego obrotu, w tym spreparowane okazy rzadkich zwierząt, takich jak rysie czy wilki. Eksponaty budziły mieszane uczucia, przypominając o kłusownictwie i łamaniu prawa dla korzyści majątkowych.
- Pochodzą z przemytu i przeszły na własność Skarbu Państwa - tłumaczyli zdziwionym oglądającym funkcjonariusze.
Eksperci od sztuki przetrwania
Na imprezie pojawili się również uznani eksperci z dziedziny survivalu, jak Krzysztof Kwiecień czy Szlendi. Prezentowane przez nich umiejętności miały często bardzo praktyczny wymiar ratujący życie. Na stoisku szkoły SASQ najmłodsi mogli zapoznać się z podstawami udzielania pierwszej pomocy, co spotkało się z dużym odzewem.
- To cieszy, ponieważ takie umiejętności powinien mieć każdy z nas - mówi "Super Expressowi" jeden z instruktorów, podkreśla przy tym, że nie chodzi jedynie o techniczne umiejętności. Wiadomo, kilkuletnie dziecko nie da w pełni rady przy stukilowym dorosłym, ważne jest coś innego. - Umiejętność wezwania pomocy, szybkiego i konkretnego jest równie ważna.