Prokuratura zabezpiecza wrak i bada przyczyny katastrofy
Do tragedii doszło we wtorek wieczorem podczas akcji gaśniczej w powiecie biłgorajskim. Rozbił się samolot gaśniczy typu Dromader należący do bazy lotniczej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie. Pilot maszyny zginął na miejscu.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu Rafał Kawalec przekazał, że śledztwo prowadzone jest w kierunku sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym, w której śmierć poniosła jedna osoba. W środę od rana trwały oględziny miejsca zdarzenia z udziałem prokuratorów i biegłego z zakresu medycyny sądowej. W czynnościach uczestniczyć mają również przedstawiciele Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.
Śledczy planują zabezpieczenie wraku maszyny, przeprowadzenie specjalistycznych badań, zgromadzenie dokumentacji oraz przesłuchanie świadków. Zaplanowano także sekcję zwłok pilota.
„Trudno o bardziej wykwalifikowaną osobę”
Jak udało nam się ustalić, za sterami Dromadera siedział 65-letni pilot pochodzący z Warszawy. O jego doświadczeniu mówił dziennikarzom WP.pl Grzegorz Walczak, dyrektor operacyjny Mieleckich Zakładów Lotniczych i szef pilotów latających na Dromaderach podczas akcji gaśniczych.
– Kapitan z lotnictwa cywilnego, z nalotem 22 tys. godzin. Po przejściu na emeryturę zajął się gaszeniem pożarów. Trudno o bardziej wykwalifikowaną osobę – podkreślił Walczak.
Jak dodał, pilot pełnił we wtorek dyżur w Warszawie. Po otrzymaniu wezwania został skierowany do akcji gaśniczej w województwie lubelskim. W działaniach uczestniczyły cztery maszyny z różnych baz w Polsce.
W sieci pojawiło się nagranie przedstawiające ostatni lot samolotu. Widać na nim światło stroboskopowe Dromadera zniżającego się nad płonący las. Po chwili dochodzi do rozbłysku. Dyrektor Mieleckich Zakładów Lotniczych apeluje jednak o powstrzymanie się od spekulacji.
– Nie ma sensu tworzyć teorii, to zostanie ustalone przez komisję – powiedział WP.pl.
Gaszenie pożarów z powietrza to jedna z najtrudniejszych operacji
Według Grzegorza Walczaka akcja mogła zostać przedłużona ponad standardowy czas lotów gaśniczych. Jak zaznaczył, piloci zwykle kończą działania około pół godziny po zachodzie słońca.
– To specyfika tej pracy, są emocje, trwa walka z ogniem, ale pilot musi umieć się zatrzymać – tłumaczył.
Ekspert podkreśla, że loty gaśnicze należą do najbardziej wymagających zadań w lotnictwie. Samoloty zrzucają ponad dwie tony wody z wysokości nawet 15 metrów nad pożarem, często w bardzo trudnych warunkach.
Tymczasem strażacy nadal walczą z ogromnym pożarem w nadleśnictwie Józefów. Ogień objął około 250 hektarów lasu na terenie Puszczy Solskiej – obszaru cennego przyrodniczo, gdzie znajdują się rezerwaty, parki krajobrazowe i obszary Natura 2000. W akcji uczestniczy kilkuset strażaków oraz śmigłowce i samoloty gaśnicze. W lasach województwa lubelskiego obowiązuje obecnie najwyższy stopień zagrożenia pożarowego.
Zobacz także: Jest nagranie z katastrofy Dromadera w woj. lubelskim