Spis treści
Elżbieta Nonoc drży o dziecko. Służby zablokowały drogi dojazdowe
Warunki w strefie zagrożenia pogarszają się w błyskawicznym tempie, co potęguje przerażenie wśród lokalnej społeczności. Największym utrudnieniem staje się gęste zadymienie oraz fruwające w powietrzu resztki zwęglonych materiałów.
„To jest to dla mnie pierwszy raz w życiu. Ja czegoś takiego nie przeżyłam i nie chciałabym przeżyć. Tak zresztą w ogóle nie przeżyłam żadnego pożaru domu czy czegoś takiego. Wie pani, mamy małego, więc tu jest nieporównywalna skala. Praca tych wszystkich służb, strażaków... bardzo pięknie się poświęcają” – mówi Elżbieta Nonoc.
Okoliczna ludność z rosnącym stresem przygląda się akcji ratowniczej. Funkcjonariusze rozstawili w rejonie specjalne punkty kontrolne i zablokowali dojazd na wyznaczonych odcinkach. Z relacji dziennikarza „Super Expressu” wynika, że policjanci kategorycznie zabraniają wstępu osobom nieupoważnionym na teren objęty działaniami.
Adrianna Kozak i Antonia opuszczają domy. Sytuacja zmienia się błyskawicznie
Najwięcej obaw generuje ogromna dynamika rozwoju zdarzeń. O poranku lokalna społeczność liczyła na rychłe opanowanie sytuacji, ale z biegiem godzin nastroje uległy drastycznemu pogorszeniu.
„Rano wydawało mi się, że można troszkę odetchnąć. Wczoraj czułam tutaj dym, ale nie było kawałków pyłów spadających, a dzisiaj wygląda to trochę gorzej. Dopiero rok tu mieszkamy. Nie wiem, czy wyjeżdżać czy zostawać, czy zabierać już to wszystko. Sytuacja wygląda naprawdę do niczego” – mówi Adrianna Kozak.
Mieszkanka podkreśla, że zagrożenie z powietrza przybiera na sile ze względu na spadające z nieba szczątki zniszczonych drzew.
„Proszę zobaczyć, co chwilę spadają jakieś takie grubsze kawałki pyłów, kawałków drzew spalonych” – dodaje.
Chwilę po udzieleniu wypowiedzi reporterowi „Super Expressu”, obie kobiety podjęły ostateczną decyzję o natychmiastowej ewakuacji z niebezpiecznego obszaru.
Śmigłowce w akcji. Dziennikarz „Super Expressu” relacjonuje walkę z żywiołem
Teren nieustannie zabezpieczają liczne jednostki ratownicze. Wysłannik dziennika „Super Express” donosi, że nad płonącym obszarem bez przerwy krążą dwie maszyny gaśnicze z powietrza. Wśród miejscowych rośnie panika w związku z coraz bardziej niepokojącym obrazem sytuacji.
„Dwa śmigłowce non stop. Nie wpuszczają. Posterunki są. Ludzie przerażeni. Jakby coraz gorzej. Słońca już praktycznie nie widać” – przekazuje reporter będący na miejscu zdarzenia.
Ogromny wpływ na przebieg akcji mają również niekorzystne warunki atmosferyczne. Nasilające się podmuchy wiatru mogą poważnie pokrzyżować plany strażaków i przenieść ogień na kolejne nieruchomości. Miejscowi z drżeniem serca oczekują na nowe wytyczne od pracujących na miejscu funkcjonariuszy.
Zobacz także: Jest nagranie z katastrofy Dromadera w woj. lubelskim