Spis treści
Koszmarny wypadek w Chełmie. Zginęło dwóch nastolatków
Tragedia z marca ubiegłego roku wstrząsnęła całą Polską. Młodzi ludzie po imprezie urodzinowej jeździli niesprawnym, zniszczonym pojazdem. Początkowo za kierownicą siedział trzeźwy chłopak, ale ostatecznie zrezygnował i oddał pojazd nietrzeźwemu Szymonowi C., który miał we krwi ponad dwa promile alkoholu. Wszyscy obecni w aucie byli świadomi jego stanu, w tym ofiary śmiertelne, które z własnej woli i w ramach rozrywki zamknęły się w bagażniku. Pijany 20-latek rozpędził samochód nawet do 130 km/h, zanim doszło do dramatu.
– Daj k... miodu. Ognia, k...! Mamy pakę (100 km/h), k.....!
Jadący z nadmierną prędkością kierowca stracił kontrolę nad samochodem przy ulicy Ogrodowej, uderzył w przydrożną latarnię, a następnie z ogromną siłą wjechał w bramę, w wyniku czego auto dachowało. Mateusz i Filip zginęli na miejscu.
– Grupka mężczyzn stała i nie wiedziała co robić. Ktoś próbował reanimować jednego z leżących chłopców - opowiadał świadek tragedii cytowany przez "Super Express".
Szymon C. usłyszał wyrok w Sądzie Okręgowym w Lublinie
Wypadnięcie z bagażnika zakończyło się dla młodych chłopców potwornym uderzeniem o ogrodzenie. 20-latek najpierw próbował uciekać z miejsca wypadku, ale ostatecznie zdecydował się wrócić. Niedługo potem prokuratura oskarżyła go o spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, żądając kary 14,5 roku więzienia. Obronie zależało na złagodzeniu wyroku.
Sędzia Marek Woliński zdecydował, że sprawca spędzi 7 lat i 8 miesięcy za kratkami oraz na zawsze straci prawo jazdy. Uznał to za sprawiedliwą karę wobec tak młodego mężczyzny.
– Nikomu nie chciałem wyrządzić takiego bólu, szczególnie rodzicom moich przyjaciół. To dla mnie straszna nauczka na całe życie, ponieważ sprawiłem okropny ból rodzicom przyjaciół i jeszcze moim najbliższym. I straciłem możliwość normalnego życia - przepraszał Szymon C. w czasie procesu.
Reszta towarzystwa nie czuła żadnej odpowiedzialności. Na tajnej grupie w mediach społecznościowych obrażano wymiar sprawiedliwości oraz dziennikarzy informujących o postępach w sprawie. Co gorsza, w dniu wypadku w pobliżu palących się zniczy ktoś ustawił niepełną butelkę z wódką jako formę pożegnania.