Paulina zabiła trójkę własnych dzieci. Babcia myślała, że wnuki śpią. Wstrząsające kulisy zbrodni

2026-04-03 8:25

27-letnia Paulina N. pozbawiła życia trójkę swoich małych dzieci: ośmiomiesięczną Nadię, dwuletnią Lenę i czteroletniego Alana. Młoda matka już wcześniej wysyłała sygnały sugerujące, że w zaciszu jej domostwa może dochodzić do dantejskich scen. Ostatecznie dokonała najgorszego, tłumacząc śledczym, że w oczach własnych pociech dostrzegła demony.

Wydarzenia z Lublina sprzed kilku lat wywołały ogromne poruszenie w całym kraju. Według śledczych, we wrześniu 2021 roku 27-letnia Paulina N. udusiła swoje potomstwo: 8-miesięczną Nadię, 2-letnią Lenę oraz 4-letniego Alana. Tragedia rozegrała się w niewielkim, wynajmowanym budynku jednorodzinnym przy bocznej odnodze ulicy Nadbystrzyckiej. Kobieta przeprowadziła się tam spod Lublina. Brak stabilności finansowej skłonił ją do przyjęcia pomocy od rodziny, dzięki której udało się wyremontować zapuszczoną początkowo nieruchomość. Funkcjonowała w skromnych, ale bardzo zadbanych warunkach. Utrzymywała regularny kontakt z pracownikiem socjalnym i asystentem rodziny, jednak żadne z nich nie dostrzegło niepokojących symptomów. Nikt nie zakładał, że pod tym adresem dochodzi do jakichkolwiek nadużyć. Okoliczni mieszkańcy zeznawali później, że matka często wychodziła z maluchami na spacery i wydawało się, że świata poza nimi nie widzi. Osoby nadzorujące sytuację rodziny nie zgłaszały absolutnie żadnych zastrzeżeń do zachowania 27-latki.

Sonda
Jak oceniasz polski system określania niepoczytalności sprawców, ich późniejszego leczenia i ewentualnego wypuszczenia na wolność?

Wsparcie urzędników dla Pauliny N. z Lublina

Kobieta z własnej inicjatywy zgłaszała się po pomoc do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Zrezygnowała z pracy zawodowej, by w całości poświęcić swój czas na wychowanie pociech. Jej domowy budżet opierał się przede wszystkim na świadczeniach z programu 500 plus. W placówce pomocowej nie wnioskowała o zapomogi finansowe, ale o przydzielenie asystenta do pomocy przy formalnościach związanych ze sprawami alimentacyjnymi. Z relacji urzędników wynikało, że klientka była niezwykle kontaktowa, a jej wypowiedzi cechowała pełna spójność.

Przekazy medialne sugerowały, że samotne macierzyństwo było efektem ucieczki przed przemocą fizyczną i psychiczną ze strony byłego partnera. Mężczyzna miał w przeszłości poważne problemy z prawem i ostatecznie trafił za kratki, rzekomo właśnie za unikanie płacenia na swoje dzieci.

Informacje o trudnej przeszłości domowej znalazły oficjalne potwierdzenie w dokumentacji MOPR. Zanim młoda matka przeniosła się na ulicę Nadbystrzycką, przez kilka lat mieszkała w jednej z podlubelskich gmin, gdzie również pozostawała pod opieką socjalną i zgłaszała agresję partnera. Wdrożono wówczas odpowiednie procedury, które pozwoliły na bezpieczne odseparowanie jej od domowego oprawcy. Służby z tamtego okresu wystawiały jej pozytywne opinie, nie stwierdzając żadnej formy przemocy wobec małoletnich.

Policyjne akta wykazały jednak, że samotna matka coraz gorzej radziła sobie z trudami dorosłego życia. Jej kondycja psychiczna zaczęła drastycznie spadać w kwietniu 2021 roku, krótko po wyprowadzce z domu rodzinnego. Mimo ogromnego wsparcia ze strony bliskich przy organizacji nowego lokum, jej wewnętrzny stan ulegał systematycznemu pogorszeniu.

Sąsiedzi o zachowaniu młodej matki i jej dzieci

W miesiącach letnich okoliczni mieszkańcy regularnie mijali ją na chodnikach. Zawsze towarzyszyły jej pociechy, które wyglądały na radosne i zadbane. Świadkowie wspominali, że chłopiec tryskał energią, podczas gdy dziewczynki nie odstępowały matki na krok. Paulina N. zazwyczaj spacerowała, prowadząc starszą córkę za rękę, a najmłodszą wożąc w wózku, co budowało obraz w pełni normalnej rodziny.

W rzeczywistości w umyśle 27-latki toczyła się ciągła walka. Dziennikarze dotarli do wpisu w mediach społecznościowych, który według nieoficjalnych informacji wyszedł spod jej palców.

„Alan, Lena, Nadia. Te dzieci będą obok mnie na zawsze, nawet gdy pójdą w swoją stronę. Miłość matki nie zginie, co by się nie stało”

Ktoś umieścił później kartkę z dokładnie tymi słowami na drzwiach wejściowych do domu, tuż obok ułożonych przez obcych ludzi pluszaków i palących się zniczy.

Funkcjonowanie kobiety drastycznie zmieniło się we wrześniu, kiedy sąsiedzi po prostu przestali ją widywać na zewnątrz. Zamknęła się w czterech ścianach. Jedna z okolicznych mieszkanek wyznała w rozmowie z mediami, że z wnętrza budynku zaczęły dochodzić głośne krzyki.

„Wręcz wrzeszczała na tę maluchy, coś strasznego”

Mimo tych incydentów, większość znajomych z dawnego i obecnego otoczenia wypowiadała się o niej w ciepłych słowach. Właśnie dlatego tragiczny finał tej historii wywołał tak ogromny szok wśród polskiego społeczeństwa.

Makabryczne odkrycie w domu przy Nadbystrzyckiej

Punkt kulminacyjny, który doprowadził do dramatu, nastąpił w nocy 30 września 2021 roku. Następnego dnia przed południem na posesję dotarła babcia dzieci. Starsza kobieta zaplanowała rutynowe odwiedziny. Wypowiadając się dla programu Uwaga! TVN, wyjaśniła, że weszła na podwórko dzięki własnym kluczom, ale drzwi wejściowe do budynku stawiały opór. Ostatecznie otworzyła jej córka, wpatrując się w nią dziwnym, nieobecnym wzrokiem. Na pytanie o panującą wewnątrz grobową ciszę, padła odpowiedź, że pociechy smacznie śpią. Starszą kobietę mocno zaintrygował fakt, że młodej matce udało się uśpić całą trójkę w tym samym momencie.

Przekroczywszy próg, babcia skierowała się do jednego z pokoi, gdzie na zaścielonym łóżku spoczywały ciała jej wnuków. Natychmiast pojęła skalę tragedii, dostrzegając zasinienie na twarzy chłopca i brak jakichkolwiek funkcji życiowych. W tym samym czasie sprawczyni siedziała spokojnie na podłodze, całkowicie ignorując krzyki matki i monotonnie powtarzając wersję o rzekomym śnie.

Przerażona kobieta od razu wezwała na miejsce organy ścigania i pogotowie. Przybyli medycy podjęli desperacką próbę przywrócenia oddechu dzieciom, jednak na ratunek było już zdecydowanie za późno. Żadne z nich nie przeżyło.

Zatrzymanie 27-latki przebiegło sprawnie bezpośrednio na miejscu. Podejrzana nie stawiała oporu, od razu przyznała się do winy i złożyła obszerne wyjaśnienia, których detektywi początkowo nie chcieli ujawniać opinii publicznej. Decyzją sądu trafiła do specjalistycznego aresztu z oddziałem szpitalnym.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie, Agnieszka Kępka, poinformowała, że małoletni zostali uduszeni, a podejrzana dokonała tego bez użycia narzędzi. Z relacji świadków wynikało dodatkowo, że kobieta opowiadała wcześniej o diabelskich wizjach, twierdząc, że z jej pociechami:

„coś jest nie tak”

Przeszłość psychiatryczna Pauliny N. i decyzja biegłych

Przed telewizyjnymi kamerami matka wyjawiła, że jej córka w przeszłości zmagała się z omamami i dokonując samookaleczeń. Mając osiemnaście lat, spędziła sześć miesięcy na oddziale zamkniętym. Zdiagnozowano u niej schizofrenię oraz problem z nadużywaniem substancji psychoaktywnych. Po podjęciu terapii jej stan wydawał się stabilny. Brat 27-latki potwierdził w prasie, że sięgała po narkotyki, by zagłuszyć niepokojące głosy w głowie.

Według relacji jednej ze znajomych, matka trójki dzieci opowiadała o zbliżającym się końcu świata i stanach depresyjnych. Wiele osób zastanawiało się, dlaczego nie podjęto absolutnie żadnych interwencji urzędowych, by zapewnić maluchom bezpieczeństwo. Obawy o jej kondycję psychiczną okazały się w pełni uzasadnione i doprowadziły do najgorszego scenariusza.

Przedstawiciele opieki społecznej bronili się, argumentując, że kobieta nie zdradzała żadnych odchyleń od normy, a sam atak nastąpił nagle. Babcia dzieci przyznała z kolei, że do dziś nie potrafi wybaczyć sobie, iż nie przyjechała na miejsce kilka dni wcześniej, choć nie zakładała, że córka posunie się do takiego kroku.

Organy ścigania skierowały kobietę na obserwację do krakowskiego Oddziału Psychiatrii Sądowej. Specjaliści po serii badań orzekli, że w krytycznym momencie sprawczyni była całkowicie niepoczytalna. W rezultacie prokuratura w czerwcu 2022 roku złożyła wniosek o umorzenie postępowania i zamknięcie jej w zakładzie leczniczym.

Pod koniec lipca 2022 roku wymiar sprawiedliwości zaakceptował prokuratorskie pismo i zamknął sprawę karną. W uzasadnieniu sędziowie wskazali, że w chwili popełniania zarzucanych czynów kobieta:

„miała całkowicie zniesioną możliwość rozpoznania ich znaczenia oraz pokierowania swoim postępowaniem”

Matka i dwoje dzieci ciężko ranni | Pokój Zbrodni