"Rower jest na tyle „wyrozumiały”, że jeśli ma się choć trochę przygotowania i dba o jedzenie oraz picie, można pokonać naprawdę fajny dystans."
Dokładnie 19 maja 2024 roku pojechaliśmy razem z moją żoną Asią po raz pierwszy coś, co miało nazwę „Setka”. Przejechaliśmy pierwsze 100 kilometrów z naszymi dobrymi znajomymi, koleżankami i kolegami z pracy na Roztocze. Mamy więc rocznicę, chociaż mówiąc szczerze, sam o tym nie pamiętałem, bo człowiek żyje raczej bieżącymi wydarzeniami. Sama nazwa „Setka” wzięła się stąd, że chyba w głowie każdego rowerzysty dystans 100 kilometrów jest taką magiczną granicą. Po jej przekroczeniu wydaje się, że skoro udało się przejechać „setkę”, to można już wszystko - opowiada Maciej Płokita prezes fundacji.
Zapowiedzi kolejnych wypraw możecie wypatrywać tutaj. Całej rozmowy możecie posłuchać niżej.
Zobacz także naszą galerię zdjęć: Biblioteczne rarytasy w Lublinie. Czyli wyjątkowa okazja w domu książki