Mieszkańcy swoje domy musieli opuścić do 11.30. Główną zbiórkę dla osób objętych ewakuacją miasto zorganizowało w Arenie Lublin. Oprócz tego osoby z niepełnosprawnościami i chore kierowane były w trzy inne miejsca. Wszyscy dowożeni są darmową komunikacja miejską lub specjalnymi transportami.
- Można oczywiście przyjechać swoimi samochodami. Parkingi są tu na ten czas bezpłatne - informuje ratusz. Według wyliczeń urzędników, w dzielnicy Bronowice, gdzie wykryto niewybuch mieszka nawet 14 tys. osób.
Z pomocy korzysta jednak zdecydowanie mniej. Większość przebywa teraz w pracy lub u znajomych. - Trzeba iść do pracy. Prowadzimy z mężem gastronomie w centrum Lublina. W tej sytuacji to dobrze - mówi nam małżeństwo z osiedla Maki. - Jadę z dziećmi do rodziców pod miasto - dodaje mieszkanka ul. Elektrycznej. - My wybieramy działkę - komentuje nam małżeństwo seniorów.
Co dzieje się na samej Arenie? - Jest spokojnie. Właśnie czekam na drugi kurs i mojego zmiennika. Nie widzę paniki - mówi nam kierowca miejskiego autobusu. - Niektórzy dopytują tylko, o co dokładnie chodzi - dodaje.
Większej paniki nie widać też na samej Arenie. - Robimy to, co nam każą. Mamy tu wodę i kawę - słyszymy. - Choć ja trochę się stresuję - dodaje seniorka. Do godz. 11.00 w Arenie było ok. kilkuset osób. To głównie rodziny z małymi dziećmi, obcokrajowcy i seniorzy.
Prace saperskie rozpoczęły się ok. 11.30. Akcja usuwania i dezaktywacji niewybuchu potrwa mniej więcej do 14.00.
- Saperzy będą zabierać i potem rozminowywać ten 250-kg pocisk - mówi nam dyżurny wojewódzkiej straży pożarnej w Lublinie, Maciej Falandysz.
- W czasie prac saperów ta część miasta będzie całkowicie wyłączona z ruchu - dodaje Justyna Góźdź z lubelskiego ratusza.
Kilkanaście autobusów skierowano na objazdy. Mieszkańcy mają zapewnioną pomoc psychologów. W dzielnicy stacjonuje policja. Na miejscu znaleziska pracują straż pożarna i wojsko.