„Kilometry DOBRA” na dwóch kółkach. Lubelski wolontariusz rusza w trasę przez Polskę dla PCK

Ponad 1500 kilometrów na rowerze, kilkadziesiąt odwiedzonych miejscowości i jedna misja – promowanie bezinteresownej pomocy. Z Międzyzdrojów wyruszył charytatywny rajd rowerowy Janusza Kobyłki, który po kilku tygodniach intensywnej jazdy zakończy się na Lubelszczyźnie.

Janusz Kobyłka na rowerze z logo PCK. O rajdzie Kilometry DOBRA przeczytasz na portalu Eska Lublin.
Autor: Mikołaj Borowiec

Kim jest pan Janusz Kobyłka?

Sylwetkę wyjątkowego rowerzysty oraz ideę akcji przybliża Maciej Budka, dyrektor Lubelskiego Oddziału Regionalnego Polskiego Czerwonego Krzyża.

- Janusz Kobyłka to po pierwsze wolontariusz, po drugie honorowy krwiodawca, po trzecie - a może przede wszystkim – sportowiec i pasjonat, który od lat wykorzystuje swój rower i swoje mięśnie nóg w słusznych celach. W tym roku po raz kolejny rusza w podróż po to, żeby opowiadać o dobrzy, o pracy Polskiego Czerwonego Krzyża, o wolontariacie, o możliwości honorowego oddawania krwi, o tym, jak to dobro czynić. A przy okazji promować ideę Polskiego Czerwonego Krzyża, ideę wolontariatu, a czasem nawet zbierać fundusze na to, żeby ta pomoc była możliwa - mówi Maciej Budka, dyrektor Lubelskiego Oddziału Regionalnego Polskiego Czerwonego Krzyża.

Edukacja młodzieży i otwarte serca na trasie

Cyklista wyrusza z Międzyzdrojów w województwie zachodniopomorskim, skąd przejedzie całą Polskę aż do Tomaszowa Lubelskiego. Po drodze odwiedzi m.in. Płoty, Kalisz, Szczecinek, Grudziądz, Iławę, Łomżę, Sokołów Podlaski, Chełm i Zamość. Pan Janusz szacuje, że dziennie będzie pokonywał do 80 kilometrów. Głównym akcentem tegorocznego rajdu ma być jednak nie odległość, a spotkania z mieszkańcami, ze szczególnym uwzględnieniem młodzieży z mniejszych miejscowości, w których nie ma lokalnych struktur PCK.

- Bardziej chodzi mi o młodzież, żeby im to przekazać, bo Polski Czerwony Krzyż robi szkolenia, na przykład w ratownictwie, jak pomagać starszym i jak koordynować takie akcje. Jeżeli jest wypadek, ktoś z Polskiego Czerwonego Krzyża wie, jak się zachować i jak pomóc osobie poszkodowanej, a zwykła osoba po prostu nie wie. Chcę przekazać młodzieży coś zachęcającego do wstępowania do wolontariatu. Nie muszą zostawać na stałe, ale żeby spróbowali - tłumaczy Janusz Kobyłka.

Dla Pana Janusza to już trzeci wielki rajd organizowany pod szyldem PCK. Łącznie na rowerze przejechał już w celach charytatywnych ponad 5,5 tysiąca kilometrów. Jak sam przyznaje, kluczem do sukcesu są gościnność i życzliwość spotykanych po drodze ludzi, a sama inicjatywa przynosi realne owoce.

- Dostaję później na maile czy na pocztę wiadomości, na przykład: „Proszę, to oddałem krew” i przesyłają mi pieczątkę. To jest właśnie po to, żeby promować Polski Czerwony Krzyż i zachęcać. Zawsze mówię: ziarno zasiane któregoś dnia zawsze wzejdzie. Młody człowiek, jeżeli mnie posłucha, to nie od razu musi iść do wolontariatu. Może za rok, za dwa coś mu się przypomni i jeżeli nie będzie miał co robić, pójdzie, zgłosi się do Polskiego Czerwonego Krzyża i zacznie działać - mówi rowerzysta.

Gdzie możemy śledzić jego zmagania?

Pan Janusz podkreśla, że trasa bywa zmienna i elastyczna. Bardzo często zbacza z kursu na zaproszenie lokalnych społeczności, dawców krwi czy mediów. Mimo trudów fizycznych i nieprzewidzianych przeszkód na drodze, cel pozostaje niezmienny: szerzenie idei pomocy i dobra.

Przebieg rajdu, relacje z tras oraz aktualne lokalizacje pana Janusza można śledzić na bieżąco na profilu na Facebooku: Janusz Kobyłka - rowerem charytatywnie oraz na stronie Lubelskiego Oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża.

Zobaczcie także naszą galerię zdjęć: Akcja PCK "Kilometry DOBRA"

Powoli, ale do przodu. Trwa remont spalonego kościoła w Lublinie
Lublin Radio ESKA Google News