MZL w żałobie po śmierci pilota Dromadera. "Dopiero gdy dochodzi do tragedii, mówi się o nich głośno"

2026-05-06 18:52

Podczas gaszenia pożaru lasów Puszczy Solskiej doszło do katastrofy lotniczej. Na ziemię runął samolot typu Dromader, za którego sterami siedział pan Andrzej – wykwalifikowany lotnik z ogromnym doświadczeniem. Zginął na miejscu. Przedstawicielka Mieleckich Zakładów Lotniczych w rozmowie z se.pl określiła zmarłego mianem "cichego bohatera". Pomimo rozpaczy po stracie kolegi, inne załogi bez przerwy kontynuują walkę z ogniem, który pustoszy setki hektarów terenów leśnych.

  • Samolot Dromader uległ zniszczeniu w trakcie zwalczania pożaru w rejonie Puszczy Solskiej; pilotujący maszynę pan Andrzej poniósł śmierć na miejscu.
  • Zmarły był weteranem lotnictwa i byłym kapitanem linii pasażerskich.
  • Pomimo ogromnej straty i żałoby w zespole, pozostałe załogi Dromaderów nie przerwały działań.

Śmierć pilota Dromadera w Puszczy Solskiej

Walka z żywiołem na Lubelszczyźnie, prowadzona od wielu godzin przez jednostki straży pożarnej, służby leśne i załogi lotnicze, przybrała dramatyczny obrót. W okolicach miejscowości Osuchy w powiecie biłgorajskim doszło do katastrofy lotniczej. O ziemię roztrzaskał się gaśniczy samolot Dromader, a sterujący nim pan Andrzej poniósł śmierć na miejscu. 

Silnie wiejący wiatr oraz gęste kłęby dymu mocno ograniczają widoczność ratownikom na ziemi i w powietrzu.

MZL o zmarłym panu Andrzeju: "Odszedł cichy bohater"

Informacje o tragedii szybko potwierdziły Mieleckie Zakłady Lotnicze. W rozmowie z portalem se.pl przedstawicielka firmy nie kryła emocji i poruszenia po śmierci pilota.

Wszystko dzieje się bardzo szybko. Relacja z Puszczy Solskiej

- Dziś doszło do tragedii. Rozbił się dromader uczestniczący w akcji gaśniczej. Straciliśmy naszego kolegę, bardzo doświadczonego pilota - mówi pani Zofia Kowalska z Mieleckich Zakładów Lotniczych. - To niezwykle trudny moment dla całego naszego środowiska. W tej chwili najważniejsze jest dla nas wsparcie jego rodziny i bliskich - dodaje.

To pierwszy tak tragiczny wypadek w historii MZL. 

- Ludzie wykonujący tę pracę często pozostają niewidoczni dla opinii publicznej. Gaszą pożary po cichu, z dala od miast i kamer, walcząc o nasze lasy - dobro narodowe, które chronią każdego dnia z ogromnym poświęceniem. Dopiero gdy dochodzi do tragedii, mówi się o nich głośno.

Pan Andrzej był cenionym i doświadczonym pilotem, który za sterami samolotów spędził większą część swojego życia. Przez lata pracował jako kapitan samolotów pasażerskich. Później poświęcił się wymagającej służbie w lotnictwie gaśniczym.

Portal dlapilota.pl podaje, że ofiarą katastrofy jest 65-letni Andrzej Gawron, od 1993 roku związany z PLL LOT. Następnie był instruktorem i pilotem samolotów Dromader. Mieleckie Zakłady Lotnicze nie potwierdzają tożsamości zmarłego pilota.

Elitarne maszyny. Piloci Dromaderów ryzykują życiem

Pilotowanie Dromadera wymaga dużych umiejętności i doświadczenia. Maszyny wykonują loty nisko nad lasami, często w trudnych warunkach - przy silnym wietrze, zadymieniu i zmiennych prądach powietrza. Każdy zrzut wody musi być wykonany z niesłychaną precyzją.

- Samoloty typu Dromader są niezwykle wymagające. W środowisku mówi się o nich nie Dromader, a „Pan Dromader”. To maszyny, które wymagają od pilota wyjątkowych umiejętności i pełnej koncentracji. Za sterami takiego samolotu musi siedzieć prawdziwy specjalista. To bardzo trudna i niebezpieczna praca. Ci ludzie każdego dnia ryzykują własnym życiem, by chronić innych i ratować lasy przed ogniem.

Mimo tragedii firma kontynuuje działania. Nad terenami objętymi pożarem na Lubelszczyźnie nadal pracują cztery samoloty z pilotami MZL, które wracają do bazy po paliwo i ponownie ruszają do akcji.

Ogromny pożar w Puszczy Solskiej. Akcja gaśnicza trwa

Gaszenie Puszczy Solskiej nadal trwa. Według służb ogień objął już ponad 300 hektarów lasów. Na miejscu pracują setki strażaków, kilkadziesiąt wozów strażackich oraz samoloty i śmigłowce należące do Lasów Państwowych i Policji.

Duże wsparcie zapewniają policyjne śmigłowce Black Hawk wyposażone w zbiorniki Bambi Bucket do zrzutów wody. W ostatnich godzinach załogi wykonały dziesiątki lotów, zrzucając wodę na tereny objęte pożarem.

Walka z żywiołem wciąż trwa. Akcja gaśnicza na Lubelszczyźnie to bardzo złożona operacja, prowadzona na rozległym i trudnym terenie. Silny, porywisty wiatr oraz intensywne zadymienie znacząco komplikują działania - podkreśla insp. pil. Robert Sitek z Zarządu Lotnictwa Policji.