Interwencja strażaków podczas Lubelskiej Giełdy Staroci. Namierzono winowajcę

2026-02-23 11:58

Styczniowa edycja popularnego targu staroci została odwołana z powodu choroby organizatorów, a lutowy powrót upłynął pod znakiem deszczowej aury. Mimo niesprzyjającej pogody na lubelskim Placu Zamkowym pojawili się kolekcjonerzy, a mniejsza frekwencja sprzyjała negocjacjom cenowym. Nie obyło się jednak bez incydentu z udziałem straży pożarnej.

Spotkania na Placu Zamkowym w ostatnią niedzielę miesiąca to dla wielu mieszkańców regionu wieloletnia tradycja. W dniu 22 lutego pogoda nie zachęcała do spacerów, a padający deszcz skutecznie przerzedził tłumy. Mimo to, wystawcy z różnych zakątków Polski nie zawiedli i stawili się ze swoimi towarami. Dla wielu z nich obecność na giełdzie ma wymiar nie tylko handlowy, ale przede wszystkim towarzyski.

„Przyjechałem chyba jedynie z tęsknoty, bo w styczniu giełdy nie było” – mówi starszy pan z Kielc, wystawiając m.in. wielką lalę za 200 zł. – „To nie tylko okazja do handlu, ale i atrakcja towarzyska, znamy się z innymi sprzedawcami od lat”.

Warto przypomnieć, że miesiąc wcześniej wydarzenie nie doszło do skutku. Była to sytuacja bez precedensu w historii targu sięgającej 2010 roku, pomijając okres pandemii. Organizatorów pokonała wówczas grypa, co wymusiło oficjalne odwołanie imprezy. Giełda, która w przeszłości wędrowała z okolic Bramy Krakowskiej pod liceum im. Unii Lubelskiej, na dobre zadomowiła się na Starym Mieście. Lutowa aura sprawiła, że kupujących było mniej, co paradoksalnie ułatwiło łowcom okazji wynegocjowanie znacznie lepszych stawek.

Czytaj też: Najlepsze restauracje włoskie w Lublinie. TOP 10 - gdzie zjeść jak we Włoszech?

„Kupiłem zestaw dłut do drewna z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku za 100 zł” – cieszy się Marian Perliczko, artysta ludowy spod Bełżyc. – „Latem chcieli za podobne dwa razy tyle. Czyli dla chcącego nic trudnego”.

Spore poruszenie wśród uczestników wywołał przyjazd wozu strażackiego. Służby zostały wezwane do wyczuwalnego zapachu gazu, którego źródłem okazała się wystawiona na sprzedaż butla turystyczna w stylu retro. Poza tym incydentem, na stoiskach można było znaleźć ciekawe fanty. Wzrok przyciągał radziecki budzik Slava za ułamek standardowej ceny oraz książka „Czarciołapek” z 1987 roku. Ta opowieść o przygodach diablątka mieszkającego w lubelskich lochach była dostępna za symboliczne 8 złotych.

Wielkie myszkowanie, czyli Lubelska Giełda Staroci