Ekspertka KUL: Kto tak naprawdę wraca do szkoły - rodzice czy dzieci?

Pierwszy dzwonek to też pierwsze duże emocje. Chociaż w ławkach oficjalnie zasiedli uczniowie, coraz częściej mamy do czynienia ze zjawiskiem, że to rodzice tak naprawdę wyręczają ich w obowiązkach.

Szkoła
Autor: Pixabay.com

O tym, dlaczego na początku roku szkolnego warto wziąć głęboki oddech i zastanowić się, gdzie przebiega granica, za którą rodzicielska troska zmienia się w nadopiekuńczość i chęć kontrolowania każdego kroku dziecka, rozmawialiśmy z dr Sylwią Gwiazdowską-Stańczak z Katedry Psychologii Wychowawczej i Rodziny Instytutu Psychologii KUL.

Głównym źródłem nadmiernej ingerencji opiekunów w sprawy szkolne jest powszechny trend wychowawczy nastawiony na pełną ochronę i wyręczanie. Jak zauważa dr Gwiazdowska-Stańczak, postawa ta często wynika z osobistych doświadczeń samych rodziców.

Wydaje mi się, że rodzice myślą troszeczkę na takiej zasadzie: „ja nie miałem, to chcę tobie dać jak najwięcej. Moi rodzice tak się mocno nie angażowali, więc ja się zaangażuję bardziej”. Wydaje mi się, że to, co się obecnie dzieje, to przede wszystkim ten taki ogólny trend nadopiekuńczości. Czyli takiego wychowania w każdej sferze, nie tylko w szkolnej, tylko w tym, że po prostu rodzice chcą angażować się we wszystkie sfery - tłumaczy dr Gwiazdowska-Stańczak.

Ekspertka zwraca uwagę, że konsekwencje takiego podejścia są już wyraźnie widoczne w dorosłym życiu młodzieży, m.in. na rynku pracy. Brak samodzielności na etapie edukacji przekłada się na trudności w dorosłości.

My już obserwujemy młodych ludzi na rynku pracy, którzy są całkowicie niedostosowani do wymagań, do wypełniania różnych poleceń, obowiązków. Ludzi, którzy potrafią na przykład powiedzieć pracodawcy, że to jest dla niego za dużo do zrobienia, że on tego nie będzie robił - dokładnie tak jak rodzicom, bo są przyzwyczajeni do tego, że rodzic zrobi to za nich - podkreśla psycholog.

Istotną rolę w tym procesie odgrywają cyfrowe narzędzia komunikacji i łatwy dostęp do informacji. Dzienniki elektroniczne i grupy na komunikatorach internetowych sprzyjają ciągłej kontroli oraz wywieraniu presji na szkolną kadrę.

Nowe technologie bardzo mocno przyczyniły się do tych zmian, dlatego że wszyscy teraz uważamy się za ekspertów od wszystkiego. Ponieważ mamy internet, no to wiemy wszystko na każdy temat i na każdy temat się wypowiadamy. Stąd też rodzice tak mocno właśnie wniknęli w edukację, bo mają do tego nowe narzędzia. Tak, że są w stanie wszystko sobie sprawdzić w internecie i zaczynają dlatego podważać zdanie nauczycieli, zdanie dyrekcji - zauważa dr Gwiazdowska-Stańczak.

Stały dostęp do komunikatorów prowadzi również do naruszania prywatności nauczycieli oraz wzajemnego nakręcania emocji w grupach rodzicielskich. Psycholog zwraca uwagę na postawę roszczeniową i oczekiwanie natychmiastowej odpowiedzi o każdej porze.

Jedno to jest zasypywanie wiadomościami nauczycieli, a drugie to zasypywanie się wiadomościami nawzajem przez rodziców. Rodzice, którzy mają swoje grupy w internecie, gdzie wymieniają się milionem też niepotrzebnych informacji, zaogniają różne konflikty, namawiają się na nauczycieli, na różne sytuacje, gdzie w ogóle nie musieliby o tym dyskutować ani rozmawiać. I przez takie też wzajemne nakręcanie się, są właśnie tacy nadmiernie zaangażowani w to, co się dzieje w szkole - zauważa ekspertka KUL.

W celu opanowania sytuacji konieczne staje się stawianie wyraźnych granic przez pedagogów. Kluczem do zdrowych relacji na linii szkoła-dom jest ustalenie jasnych zasad komunikacji już na początku roku szkolnego. Ekspertka wskazuje m.in. na wyznaczenie konkretnych kanałów kontaktowych czy zaangażowanie przedstawicieli trójki klasowej do przekazywania kluczowych spraw.

Nadmierne wyręczanie uczniów doprowadziło także do wypaczenia roli prac domowych. Coś, co z założenia miało kształtować dobre nawyki, stało się kolejnym polem działania dla rodziców.

Praca domowa była właśnie tym elementem, który uczył dzieci odpowiedzialności, systematyczności. Natomiast w momencie, kiedy tą pracę domową też przejęli rodzice, zauważono, że stała się ona bez sensu. Gdzieś tam na jakimś komunikatorze mieli napisane, co jest zadane, siadali i tę pracę domową odrabiali. Idziemy w złą stronę z tą nadopiekuńczością i wyręczaniem dzieci w każdym wieku za wszystko - przestrzega ekspertka.

Co zatem należy zrobić aby uniknąć takiej sytuacji? Zdaniem dr Gwiazdowskiej-Stańczak warto przede wszystkim zapytać dziecko, co naprawdę czuje na progu nowego roku, zamiast projektować na nie własne obawy. Ważne jest także, aby nauczyciele na początku dali jeszcze odrobinę czasu i luzu, żeby uczniowie mieli chwilę na wdrożenie się w szkolną rutynę.

Zobacz także naszą galerię zdjęć: Dożynki Wojewódzkie 2026 w Świdniku

Stracił nogi pomagając kobiecie z wózkiem. Dominik Hołuj wrócił do szkoły i chce zdać maturę
Lublin Radio ESKA Google News

ROLKI