Wyniki wyborów jako wotum nieufności dla Donalda Trumpa
Spływające wyniki wyborów nie pozostawiają wątpliwości. Partia Demokratyczna zabezpieczyła większość w obu izbach Kongresu. W Izbie Reprezentantów, gdzie do większości potrzeba 218 mandatów, Demokraci mogą liczyć już na 256 miejsc. Z kolei w 100-osobowym Senacie prognozy dają im 54 mandaty.
Choć wygrana Demokratów była spodziewana, nawet wśród części Republikanów, dla wielu zaskoczeniem pozostaje jej skala.
- W siedmiu kluczowych wyścigach, kluczowych zresztą w kontekście Senatu, czyli Ohio, Main, Michigan, Kansas, Teksas, Iowa, we wszystkich tych stanach no wygrali Demokraci. O ile wszyscy spodziewali się tego, że Demokraci wygrają te wybory, to nikt nie spodziewał się rozmiarów tutaj tego zwycięstwa. W przypadku Senatu jest to zwycięstwo przytłaczające. Myślę, że należy to rozpatrywać w kategoriach wotum nieufności w stosunku do prezydenta Trumpa, który firmował swoim nazwiskiem i swoją twarzą te wybory, popierał kandydatów, jeździł po tych stanach, wspierał ich, a jednocześnie niewiele to dało - mówi prof. Marcin Pomarański.
Zmianę nastrojów dobrze obrazuje wynik głosowania w stanie Kansas, będącym od 1932 roku bastionem partii republikańskiej. Tym razem mieszkańcy postawili jednak na kandydata Demokratów.
Zapytany o przyczyny tak wyraźnego zwrotu wyborców, ekspert zwraca uwagę na niewypełnione obietnice urzędującego prezydenta.
- Wydaje mi się, że Amerykanie poczuli się oszukani obietnicami Donalda Trumpa dotyczącymi obniżki cen produktów w Stanach Zjednoczonych, cen paliw i obietnicą o nieprowadzeniu nowych wojen na całym świecie - wyjaśnia prof. Pomarański. - W jednym i w drugim przypadku Donald Trump nie wywiązał się z obietnicy, którą złożył dwa lata temu. Dlatego teraz dostał czerwoną, czy też niebieską kartkę w tym przypadku - dodaje.
Sam Donald Trump odpiera zarzuty, zrzucając winę za porażkę na media oraz słabość poszczególnych kandydatów.
- Nawet gdzieś widziałem jego komentarz, że gdyby to on startował w tych wyborach, to na pewno by te wybory wygrał - mówi prof. Pomarański.
Co zmieni nowy układ sił w Kongresie?
Nowa większość w Kongresie oznacza trudniejsze dwa lata dla Białego Domu. Profesor Pomarański spodziewa się narastającego konfliktu między prezydentem a parlamentem. Mimo że Donald Trump zapowiada blokowanie jego decyzji, Kongres ma w ręku silne karty.
- Przede wszystkim chodzi tutaj o kwestię uchwalania budżetu. To Kongres przyjmuje ustawę budżetową, decyduje o tym, na co te pieniądze będą przeznaczane. Może w ten sposób obciąć główne projekty prezydenta Trumpa i ograniczyć ich finansowanie. Drugim narzędziem, którym Kongres dysponuje, to jest narzędzie kontrolne. Kongres ma szeroki zakres uprawnień, jeśli chodzi o kontrolę działalności administracji federalnej i myślę, że w tym przypadku będzie z tych narzędzi korzystał. Nawet jeśli nie będzie to dotyczyło kontroli tylko i wyłącznie Donalda Trumpa, to to będzie to kontrola na pewno całej jego administracji, tego jak działa i na co wydatkuje pieniądze - tłumaczy ekspert.
Co z relacjami polsko-amerykańskimi?
- Kongres ma ograniczone możliwości, jeśli chodzi o politykę zagraniczną. To główna domena prezydenta i jego administracji, dlatego nie spodziewam się tutaj żadnej zasadniczej zmiany - podsumowuje prof. Pomarański.
Zobacz też naszą galerię zdjęć: Można odkryć tajemnice regionu! Powstał "Zoom na Lubelszczyznę"