Ceny na giełdach hurtowych spadły do poziomu około siedmiu złotych za kilogram, co dla wielu rolników oznacza granicę opłacalności.
Obserwujemy problem suszy, przymrozków, gradu, gwałtownych opadów, a na to nakładają nam się jeszcze rosnące koszty energii, nawozów. Mamy presję tańszego importu. W efekcie coraz więcej producentów po prostu rezygnuje z uprawy truskawek. W ostatnich latach ubyło nam ponad 10 tysięcy hektarów plantacji, a blisko 12 tysięcy gospodarstw po prostu zrezygnowało, wycofało się z tej z tej produkcji. W tej sytuacji powiedzenie konsumentom, żeby kupowali lokalnie to za mało. My potrzebujemy rozwiązań systemowych. Najważniejszym z nich jest wzmacnianie krótkich łańcuchów dostaw. Bazarki, lokalne sklepy, sprzedaż bezpośrednia, współpraca rolników ze szkołami, przedszkolami czy samorządami w zakresie dostarczania swojego towaru, swoich owoców, to powinna być nasza codzienność i po prostu oczywisty wybór w tej sytuacji - podkreśla dr Paulina Sobiesiak-Penszko, prezeska Instytutu Strategii Żywnościowych „Grunt”.
Rolnik i plantator Kamil Psiuk z powiatu biłgorajskiego na Lubelszczyźnie, wskazuje także na konkurencję jako jedno z wyzwań dla rodzimej produkcji.
Bardzo dużo żywności jest teraz importowane z zagranicy. W tej chwili dużym zagrożeniem dla naszego rolnictwa, na przykład w przypadku truskawki jest import z Grecji. Truskawka z Grecji zalewa nasz rynek. Przykładowo na giełdzie w Broniszach świeża truskawka, jest jej po prostu pełno. Myślę, że jest to bardzo duża konkurencja dla naszych rolników produkujących naszą truskawkę. Szczególnie, że z roku na rok jest ich coraz mniej, przez poprzednich pięć lat zmniejszył się nasz areał truskawkowy i tym samym ilość rolników o 30% - tłumaczy Kamil Psiuk.
Zobacz także naszą galerię zdjęć: S19 na półmetku. W sierpniu nowe utrudnienia dla kierowców