Ułożyli ofiary na stosie z mebli i podpalili. Zapadł wyrok w sprawie brutalnego morderstwa w Chełmie

2026-05-13 18:23

Sąd nie miał wątpliwości i skazał na karę dożywotniego więzienia braci Tomasza (40 l.) i Krzysztofa B. (36 l.) oraz ich znajomego Piotra B. (37 l.). Trzech mężczyzn dopuściło się wstrząsającej zbrodni na nowo poznanych kompanach. Sprawcy bez wyraźnego powodu najpierw brutalnie skatowali 41-letniego Sylwestra G. i 62-letniego Henryka K., a następnie zrobili z nich stos, obłożyli meblami i podpalili, podczas gdy ofiary nadal oddychały.

Makabryczna zbrodnia w Chełmie. Sprawcy usłyszeli wyrok dożywocia

Sąd wymierzył wszystkim trzem oskarżonym kary dożywotniego więzienia w zaostrzonym wymiarze, co w polskim wymiarze sprawiedliwości zdarza się wyjątkowo rzadko. Zgodnie z przepisami osoba skazana na dożywocie może zwykle ubiegać się o warunkowe zwolnienie po 30 latach. W tym przypadku sąd zdecydował jednak, że Piotr B. i Krzysztof B. będą mogli starać się o wyjście dopiero po 38 latach, a Tomasz B. po 41 latach. Wszystko wskazuje więc na to, że resztę życia spędzą za kratami.

- Zachowanie oskarżonych było nieludzkie, bezwzględne, niewytłumaczalne i zabrało dwóm osobom wartość dla człowieka najważniejszą: życie - uzasadniła surowy wyrok sędzia SO Barbara Markowska.

Do brutalnej zbrodni doszło 24 marca 2025 roku w mieszkaniu znajdującym się na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Narutowicza w Chełmie.

Zabójstwo w Chełmie. Pili wódkę, a później brutalnie skatowali znajomych

- Celowo przedłużali moment śmierci, czerpiąc patologiczną przyjemność z zadawania cierpienia - napisano później w akcie oskarżenia. Cała trójka była wielokrotnie karana.

Tamtego dnia mężczyźni spotkali się, by wspólnie pić alkohol. Trafili do mieszkania znajomego, gdzie poznali późniejsze ofiary. W pewnym momencie zaczęły krążyć plotki, że starszy z mężczyzn miał w przeszłości siedzieć w więzieniu za przestępstwa pedofilskie. To wystarczyło, by napastnicy rzucili się na niego z pięściami. Najbardziej brutalny miał być Tomasz B.

- Zostawcie go w spokoju - krzyknął w pewnym momencie młodszy, Sylwester G.

Sylwester G. próbował stanąć w obronie bitego kolegi. Wtedy agresorzy skierowali swoją brutalność przeciwko niemu. Mężczyźni bili go taboretem, powodując poważne obrażenia i łamiąc żebra. Obie ofiary straciły przytomność, ale sprawcy nie zamierzali przestać. Ułożyli nieprzytomnych mężczyzn na stosie z mebli i podpalili całość. Starszego z nich położyli na dole twarzą do góry, a na meblach ułożyli młodszego, twarzą do podłogi.

– Widziałem, jak zaczyna się palić, byłem w szoku. Wyszedłem z mieszkania razem z braćmi. W środku zostali ci dwaj. Jeden jeszcze się ruszał – relacjonował Piotr B. w śledztwie.

Spaleni żywcem. Dowodem w sprawie okazało się nagranie z telefonu

Sylwester G. zmarł na miejscu. Jego ciało było niemal całkowicie zwęglone, jednak sekcja wykazała, że jeszcze żył w chwili pożaru — w jego płucach znaleziono ślady sadzy. Henryk K. trafił do szpitala, ale zmarł następnego dnia.

Śledczy szybko zatrzymali sprawców. W telefonie jednego z oskarżonych odnaleziono nagranie dokumentujące makabryczną scenę. Przebieg zdarzenia zarejestrowały również kamery monitoringu z budynku naprzeciwko. Mimo mocnych dowodów bracia konsekwentnie nie przyznawali się do winy i odmawiali składania wyjaśnień. Jeden z nich bardziej niż losem ofiar przejmował się tym, by sprawa nie zaszkodziła jego matce pracującej w domu pomocy społecznej. Domagał się nawet wyłączenia jawności procesu. Skruchę okazał jedynie Piotr B. Sąd uznał jednak, że cała trójka stanowi zagrożenie dla społeczeństwa i nie rokuje resocjalizacji.

Julia Szeremeta w szczerym wywiadzie dla "Super Expressu"