Awantura o króliki w Muzeum Wsi Lubelskiej. Aktywistki wkroczyły na teren placówki

2026-05-11 14:58

Wokół warunków życia zwierząt w Muzeum Wsi Lubelskiej wybuchł ostry konflikt. Przedstawicielki Stowarzyszenia Uszaty Lublin pojawiły się w skansenie, zamierzając przejąć króliki po niepokojących sygnałach o ich kondycji zdrowotnej. Władze instytucji zarzucają im nielegalną próbę kradzieży i planują skierować sprawę na drogę sądową. Z kolei interweniujące kobiety odpierają zarzuty, przekonując o pełnej transparentności swoich działań oraz zgodzie personelu na zabranie zwierząt.

Królik

i

Autor: Pixabay.com

Muzeum Wsi Lubelskiej oskarża o nielegalny odłów królików

Do głośnego zdarzenia doszło podczas minionego weekendu na terenie lubelskiego skansenu. Dyrekcja Muzeum Wsi Lubelskiej opublikowała oficjalny komunikat, w którym stanowczo zaznacza, że instytucja przykłada ogromną wagę do odpowiednich warunków życia swoich podopiecznych, a ich dobrostan niezmiennie pozostaje dla niej najwyższym priorytetem.

Z relacji władz placówki wynika, że kobiety utożsamiające się z ruchem aktywistycznym wtargnęły na teren obiektu. Przedstawicielki muzeum twierdzą, że intruzki zdołały dotrzeć do zagrody po „zastraszeniu pracowników recepcji oraz działu przyrodniczego”. Przyniosły ze sobą własne klatki, zamierzając zrealizować wcześniej przygotowany plan „bezprawnego odłowu zwierząt”.

Sytuacja eskalowała do tego stopnia, że na miejsce błyskawicznie wezwano policyjny patrol oraz pracowników ochrony obiektu. Sprawę niezwłocznie zgłoszono Powiatowemu Lekarzowi Weterynarii, a ten po dokładnej weryfikacji nie dopatrzył się absolutnie żadnych uchybień w kwestii rzetelnej opieki nad zwierzętami. Skonsultowano się także z lokalnym weterynarzem, który na co dzień zajmuje się mieszkańcami całego skansenu.

„Osoby, które wtargnęły na teren skansenu, zostały zmuszone do zwrotu zwierząt i opuszczenia terenu Muzeum w asyście policji” – czytamy w oświadczeniu.

Przedstawiciele dyrekcji dodają na koniec, że nagłe wtargnięcie nieproszonych gości wywołało ogromny stres u zwierząt. Całe to nieprzyjemne zajście miało ponadto mocno zdezorganizować codzienną pracę personelu i znacząco zakłócić spokojne zwiedzanie obiektu przez turystów.

Stowarzyszenie Uszaty Lublin tłumaczy powody wizyty w skansenie

Zdecydowanie inny obraz sytuacji wyłania się z relacji opublikowanej przez Stowarzyszenie Uszaty Lublin. W swoim komunikacie kobiety tłumaczą, że powodem ich nagłej wizyty w placówce były niepokojące sygnały o pogryzionych królikach, widocznym świerzbie i obecności zakrwawionego osobnika na wybiegu. Działaczki natychmiast zareagowały na te dramatyczne informacje uzyskane od osób trzecich.

Członkinie organizacji prozwierzęcej zapewniają, że nie ukrywały swoich intencji i natychmiast poinformowały pracownika przy wejściu o szczegółowym celu wizyty. Jak wynika z ich obszernego oświadczenia, aktywistki spędziły około czterdziestu minut w oczekiwaniu na przedstawiciela muzeum, który następnie zaprowadził je prosto do zwierząt i osobiście zdjął kłódkę zabezpieczającą wejście. Kobiety twierdzą, że wszystko odbywało się przy pełnej wiedzy lokalnego personelu.

Po wnikliwej weryfikacji stanu zdrowia królików, kobiety przekazały pracownikowi informację o konieczności natychmiastowego zabrania zwierząt do kliniki. Według ich wersji wydarzeń, przedstawiciel skansenu od razu zadzwonił do swoich przełożonych, a ci początkowo nie wyrazili żadnego kategorycznego sprzeciwu wobec planowanego odbioru chorych osobników.

Ochrona całego obiektu miała zainterweniować dopiero w momencie, gdy zwierzęta znajdowały się już w specjalnych transporterach gotowych do wywiezienia z terenu placówki. Co więcej, oburzone aktywistki stanowczo zaznaczają w swojej relacji, że to właśnie one same wezwały na miejsce funkcjonariuszy policji, a wcale nie zrobili tego pracownicy skansenu.

„Na żadnym etapie nie zastraszałyśmy pracowników muzeum ani nie działałyśmy agresywnie” – podkreślono w oświadczeniu.

Finał sporu z władzami Muzeum Wsi Lubelskiej prawdopodobnie w sądzie

Konflikt o warunki bytowe królików błyskawicznie stał się tematem zażartych dyskusji w internecie. Użytkownicy mediów społecznościowych zaczęli masowo debatować nad tym, gdzie dokładnie kończą się uprawnienia organizacji prozwierzęcych, a w którym miejscu zaczyna się pełna odpowiedzialność państwowych instytucji za posiadane na swoim terenie zwierzęta.

Władze lubelskiego skansenu jednoznacznie odrzucają wszelkie oskarżenia dotyczące rażących zaniedbań. W oficjalnym komunikacie dyrekcja przypomniała o systematycznie prowadzonych inwestycjach, których nadrzędnym celem jest ciągła i skuteczna poprawa warunków bytowania wszystkich podopiecznych. Wymieniono przy tym chociażby nowo wybudowane wybiegi dla koni, objęcie króliczej zagrody nowoczesnym systemem kamer oraz stałe wsparcie merytoryczne ze strony wykwalifikowanych ekspertów z lokalnego Uniwersytetu Przyrodniczego.

Kierownictwo instytucji kategorycznie zapowiedziało wyciągnięcie surowych konsekwencji prawnych wobec kobiet biorących udział w tym weekendowym incydencie. Ewentualna prawna batalia ma na celu obronę nadszarpniętej reputacji skansenu oraz zagwarantowanie całkowitego bezpieczeństwa przebywającym tam na stałe zwierzętom.

Obecnie trudno jednoznacznie stwierdzić, czy całe zamieszanie rzeczywiście zakończy się procesem przed obliczem sądu. Bez wątpienia jednak weekendowy incydent na terenie popularnej placówki będzie jeszcze przez wiele kolejnych dni niezwykle szeroko komentowany w polskiej przestrzeni publicznej.

Dziki w Skansenie w Lublinie !

Zobacz także: Dogaszanie pożaru w Puszczy Solskiej

Pętla Zbrodni
Adwokat diabła? PĘTLA ZBRODNI