• Lublin upamiętnił czwartą rocznicę rosyjskiego ataku na niepodległą Ukrainę.
• Zgromadzeni rozwinęli symboliczną, 20-metrową flagę łączącą barwy obu państw.
• W wydarzeniu przy konsulacie ramię w ramię wzięli udział Polacy i Ukraińcy.
• Uczestnicy przynieśli ze sobą wstrząsające zdjęcia dzieci, które zginęły na wojnie.
• Oleh Kuts podsumował wiec hasłem: „Chwała Polsce, sława Ukrainie”.
Stolica województwa lubelskiego leży w bezpośrednim sąsiedztwie strefy konfliktu, zaledwie 100 kilometrów od przejścia granicznego w Dorohusku. Obecność sąsiadów ze wschodu jest tu naturalna, gdyż od lat tu żyją i pracują. Gdy 24 lutego 2022 roku wojska rosyjskie rozpoczęły inwazję, lokalna społeczność natychmiast ruszyła z pomocą uchodźcom porzucającym swój dobytek.
„Robiliśmy kanapki, setki kanapek, słodką herbatę, żeby na dworcu kolejowym w Lublinie móc podjąć naszych gości choć skromnym posiłkiem. Spałam wtedy po 4 godziny na dobę” – wspomina wybuch wojny pani Irena (50 l.).
Kobieta uczestniczyła również w obecnych uroczystościach przy ulicy Spokojnej. To tam, przed biurowcem, kilkadziesiąt osób trzymało w dłoniach ogromną, połączoną flagę obu państw. Wstrząsającym elementem zgromadzenia były zdjęcia najmłodszych ofiar rosyjskiej agresji, które uczestnicy przynieśli ze sobą. Jedną z poruszonych osób była pani Luba, wspominająca tragiczny los dziecka.
„Ona nie miała tyle szczęścia co my. Przeżyła na wojnie jedynie 23 dni, jej rodzice nie zdążyli uciec” – mówiła ze łzami w oczach pani Luba.
Mieszkanka Lublina, Beata Chodorowska, ubrała się tego dnia w strój z akcentami w barwach ukraińskiej flagi.
„Rozpacz tego narodu boli także nas” – mówi poważnie.
Dla wielu uciekinierów wojennych stolica Lubelszczyzny stała się drugim domem. Pani Wiktoria dotarła tutaj wraz z synem z Chersonia, gdzie toczyły się ciężkie walki. Obecnie realizuje się zawodowo jako psycholog w jednym z ośrodków wsparcia i docenia każdą spokojną chwilę w Polsce.
Polecany artykuł:
„Mam pracę, mój syn chodzi do szkoły. Jednocześnie jest mi bardzo smutno, bo moi rodzice zostali tam, w Chersoniu” – dodaje.
Dyplomata Oleh Kuts wygłosił bardzo osobiste przemówienie, rezygnując z oficjalnych notatek na rzecz słów płynących prosto z serca.
„Wdzięczności do polskiego narodu za tę solidarność, za serdeczność, za to, że cztery lata walczymy, bo tak naprawdę jest ciężko. Ale właśnie dzięki waszemu wsparciu i waszej inspiracji dajemy radę”
Spoglądając na powiewające nad głowami barwy narodowe, urzędnik podkreślił siłę jedności obu narodów.
„Pokazuje, że jesteśmy razem i nie damy się skłócić. Czasami jeden plus jeden daje więcej niż dwa. Damy radę, bo jesteśmy razem.”