- 47-letni były żołnierz WOT z Łęcznej został oskarżony o usiłowanie zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.
- Ofiarą ataku był 25-letni Jakub W., przyjaciel jego 22-letniego syna Mateusza.
- Śledczy ustalili, że napastnik miał oblać mężczyznę benzyną i podpalić go przy garażu w Podzamczu.
- Jakub W. doznał rozległych poparzeń obejmujących ponad 70 proc. powierzchni ciała.
- Według mieszkańców konflikt miał dotyczyć wojskowej przyszłości syna sprawcy.
- Podejrzany nie przyznał się do winy; za zarzucany czyn grozi mu kara dożywotniego więzienia.
47-letni Czesław R., zamieszkały w Łęcznej na Lubelszczyźnie, był do tego stopnia zafascynowany wojskowym rygorem, że pomimo dojrzałego wieku zdecydował się na wstąpienie w szeregi Wojsk Obrony Terytorialnej. Posyłając swojego 22-letniego syna Mateusza do oddalonej placówki wojskowej, starał się prawdopodobnie zrekompensować sobie własne, niespełnione ambicje życiowe. Młodszy z rodu miał jednak zupełnie inne priorytety – zamiast wojskowej dyscypliny wybierał wspólne naprawianie samochodów ze swoim dobrym znajomym, 25-letnim Jakubem W. Ojciec uznał jednak, że to właśnie rówieśnik zrujnował świetlaną karierę jego dziecka. Kierowany tym irracjonalnym gniewem, postanowił spalić 25-latka żywcem, i to na oczach własnego syna.
Niewielkie Podzamcze pod Łęczną dotychczas kojarzyło się głównie z gigantycznymi betonowymi dinozaurami, które przyciągały uwagę mediów. Jednak na początku czerwca 2026 roku miejscowość ta stała się tłem dla makabrycznych wydarzeń. Sprawca, w przeszłości pracujący jako fotograf i górnik w kopalni Bogdanka, a do niedawna czynny mundurowy 2 Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej, bawił się w sobotę na lokalnym festynie. Niespodziewanie opuścił imprezę i udał się na stację paliw. Tam zaopatrzył się w benzynę, którą przelał do plastikowego zbiornika. Następnie swoim zielonym kabrioletem marki Ford Escort z ogromną prędkością popędził lokalnymi drogami. Przed godziną osiemnastą zatrzymał się gwałtownie na skraju wsi, gdzie przy starym Oplu Astrze majstrowało dwóch młodych mężczyzn.
Napastnik błyskawicznie doskoczył do blaszanego garażu, oblał paliwem 25-letniego Jakuba W. i podłożył ogień. Ofiara momentalnie zajęła się płomieniami, a pożar objął również naprawiany pojazd. Poparzony mężczyzna zerwał z siebie ubranie i w agonii biegał wokół miejsca zdarzenia. Czesław R. nie tylko przyglądał się tragedii, ale również chwycił za pałkę i zaczął grozić kobiecie, która przejeżdżała obok, zatrzymała się i ruszyła na ratunek z gaśnicą samochodową. „- Uciekaj stąd, lepiej tak będzie dla ciebie - syczał do niej wściekły W.”
- To było straszne. Jeden z nich cały spalony, cały goły, z czarną klatką piersiową, rękami, twarzą, a dwa inni kotłowali się przewalając jeden przez drugiego - opowiada mieszkająca w domu naprzeciwko garażu Jadwiga Gajos. - W końcu ten starszy wsiadł do auta i uciekł.
47-latek od dawna pałał ogromną nienawiścią do przyjaciela swojego syna, twierdząc, że ten ma na niego destrukcyjny wpływ. Jakub W. cieszył się jednak nieskazitelną opinią – był świeżo upieczonym absolwentem studiów i startował nawet w wyborach do Rady Miasta Łęczna. W przeszłości dochodziło już do fizycznych ataków ze strony starszego mężczyzny.
Czesław R. uważał, że przez wpływ znajomego jego syn staje się zbyt miękki i przekreśla swoją przyszłość w szkole podoficerskiej, którą ojciec mu starannie zaplanował. - Mateusz za nic w świecie nie chciał tam wracać. Był ostatnio na długiej przepustce, teraz miał zwolnienie lekarskie. Najpewniej ojciec nic o tym nie wiedział, że Mateusz zamiast uczyć się na żołnierza, grzebie przy starym gracie z kolegą - opowiada mieszkaniec Podzamcza, który zna doskonale sytuację. - Pewnie dowiedział się o tym na festynie i trafił go szlag.
Czytaj też: Uniewinnienie żołnierza strzelającego na granicy. Sąd w Lublinie: "Miał do tego pełne prawo"
Podczas tego dramatycznego popołudnia 22-letni Mateusz rzucił się na ratunek swojemu przyjacielowi i wdał się w fizyczną szarpaninę z własnym ojcem. Po wszystkim napastnik wykrzykiwał, że odbierze sobie życie, jednak po niespełna godzinie funkcjonariusze odnaleźli go na pobliskich działkach. Od 47-latka wyraźnie czuć było alkohol. Z racji jego przynależności do wojska, sprawę przejęła Żandarmeria Wojskowa.
W poniedziałek 1 czerwca przedstawiciele WOT poinformowali o jego natychmiastowym dyscyplinarnym zwolnieniu, zaznaczając, że zbrodnia nie miała związku ze służbą. Następnego dnia żandarmi przetransportowali go do lubelskiej prokuratury, gdzie usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, jednak zaprzeczył swojej winie. Walczący o życie Jakub W. znajduje się w stanie krytycznym – lekarze utrzymują go w śpiączce farmakologicznej, a rokowania są pesymistyczne. Podejrzanemu grozi dożywotni pobyt w więzieniu.