Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w sobotę, 18 lipca w godzinach popołudniowych. Opiekunowie poinformowali odpowiednie służby, że ich 3,5-letnie dziecko zniknęło wśród drzew. Z uwagi na fakt, że zgubiony był tak mały, a teren zalesiony, sytuacja od pierwszej minuty traktowana była jako priorytetowa.
Mundurowi błyskawicznie przystąpili do działań w terenie. W zorganizowanych poszukiwaniach brali udział policjanci z tomaszowskiej komendy powiatowej, strażacy ochotnicy i zawodowcy, a także grupa zaangażowanych mieszkańców z sąsiedztwa.
Sytuacja dość szybko została opanowana. Według informacji przekazanych przez lubelską policję, w niespełna sześćdziesiąt minut od zgłoszenia jeden z funkcjonariuszy odnalazł w gęstwinie przerażonego malucha. Chłopczyk przebywał około kilometra od miejsca, w którym widziano go po raz ostatni.
Małemu chłopcu nic się nie stało. Służby natychmiast przekazały odnalezione dziecko pod opiekę przerażonych opiekunów.
Ta niebezpieczna sytuacja znalazła swój szczęśliwy finał. Całe zdarzenie najlepiej pokazuje, że w przypadku zaginięć kluczowa jest błyskawiczna mobilizacja mundurowych oraz chęć pomocy ze strony cywilów biorących udział w poszukiwaniach.