Zasztyletował byłą żonę na środku ulicy. Sądy wiele razy wypuszczały go na wolność, aż doszło do tragedii

2026-03-10 9:10

Sześć lat po rozwodzie Paweł B. brutalnie zamordował swoją byłą żonę. Śmierć 38-letniej Anny z Lubartowa weryfikuje skuteczność polskiego wymiaru sprawiedliwości. Mężczyzna nieustannie kierował wobec niej groźby karalne, w przeszłości usłyszał dziesięć wyroków i wielokrotnie przebywał w areszcie, skąd konsekwentnie go zwalniano. Za więzienne mury trafił na stałe dopiero w momencie, gdy odebrał kobiecie życie i osierocił czworo jej dzieci. Zbrodnia ujawniła wstrząsającą prawdę o zaniechaniach instytucji państwowych.

Makabryczny atak w Lubartowie. Paweł B. rzucił się na Annę z nożem

Do makabrycznego ataku doszło w biały dzień, 12 lipca 2021 roku około godziny 19:00 na ulicy Szulca w Lubartowie. 38-letnia Anna spacerowała wówczas w towarzystwie swojego 44-letniego partnera Marcina, ciesząc się ciepłym, letnim wieczorem. Po przeciwnej stronie jezdni kobieta dostrzegła dziwnie zachowującego się mężczyznę, który bacznie im się przyglądał, i natychmiast rozpoznała w nim Pawła B., swojego byłego męża. Małżeństwo zakończyło się rozwodem dokładnie sześć lat wcześniej, jednak 37-latek nigdy nie zaakceptował faktu ostatecznego odejścia żony. Opowiadał wspólnym znajomym o swojej rzekomej niesłabnącej miłości do 38-latki, podczas gdy w rzeczywistości nieustannie ją terroryzował i kierował pod jej adresem bezpośrednie groźby pozbawienia życia. Rodzina ofiary doskonale zdawała sobie sprawę z jego porywczego i agresywnego usposobienia. Kiedy napastnik nagle ruszył w stronę idącej pary, zaczął głośno obrzucać ich wulgarnymi wyzwiskami na środku ulicy. Poszkodowana przypomniała mu o obowiązującym sądowym zakazie zbliżania się i zażądała, aby niezwłocznie odszedł, co tylko spotęgowało furię agresora, który niespodziewanie wyciągnął długi nóż. Zanim zaatakował ostrzem, napluł jeszcze byłej żonie prosto w twarz.

- Najpierw ją przewrócił, a potem zadał kilka ciosów nożem, między innymi w klatkę piersiową i szyję – relacjonował Andrzej Fijołek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

Sprawca zdołał dotkliwie ranić kobietę, całkowicie ignorując desperackie próby obrony ze strony 44-letniego pana Marcina. Partner ofiary sam odniósł poważne obrażenia w starciu, zanim 37-latek ostatecznie zbiegł z miejsca zbrodni w nieznanym kierunku, zostawiając ofiary na pastwę losu.

Świadek morderstwa w Lubartowie opisuje szczegóły. Ciało 38-letniej Anny leżało na chodniku

Przerażające zdarzenie widziały osoby postronne, które zareagowały na krwawe sceny i natychmiast powiadomiły wszystkie służby ratunkowe.

- Leżała na chodniku, ciało miała wykręcone w jedną stronę, a głowę w drugą. Próbowaliśmy działać, sąsiad sprawdził puls, ale ona już była sina. Jej partner klęczał obok niej, też cały zalany krwią, z wbitym w rękę nożem – opowiadał w telewizji TVN pan Dariusz, który widział całe zajście.

Zespołowi medycznemu udało się zachować przy życiu wyłącznie 44-letniego towarzysza zaatakowanej kobiety. 38-latka poniosła śmierć na miejscu zdarzenia w wyniku rozległych ran, pozostawiając czworo dzieci, z których dwoje pochodziło ze związku z jej oprawcą. Matka utrzymywała i wychowywała je samodzielnie, a w codziennych obowiązkach zawsze wiernie wspierał ją brat oraz babcia pociech.

Przybyli na miejsce zbrodni funkcjonariusze policji błyskawicznie rozpoczęli przeczesywanie terenu i zlokalizowali sprawcę, który niezdarnie schował się w okolicznych zaroślach, symulując przed nimi utratę przytomności. Zgodnie z przypuszczeniami mundurowych napastnik znajdował się pod silnym wpływem alkoholu, a dokładne badanie wykazało blisko półtora promila w jego organizmie. W trakcie późniejszego procesu sądowego oskarżony tłumaczył dodatkowo, że przed brutalnym atakiem zażywał również twarde narkotyki oraz specjalistyczne leki psychotropowe, przez co rzekomo nie potrafił odtworzyć dokładnego przebiegu zdarzeń. Śledczy bez cienia wątpliwości dowiedli jednak, że Paweł B. od wielu lat regularnie i z premedytacją prześladował byłą partnerkę, kategorycznie odmawiając akceptacji ich rozwodu i jawnie zapowiadając jej morderstwo. Pan Gerard, brat zmarłej tragicznie kobiety, udzielił emocjonalnego wywiadu dziennikarzom programu "Uwaga! TVN", w którym ze szczegółami opisał koszmar trwający w tym domu jeszcze w czasach formalnego trwania związku małżeńskiego.

- On ją bił, dusił i zamykał w domu. Chodziła z podbitymi oczami. Nie pracował, cały czas był na utrzymaniu siostry, musiała go rozliczać z każdego grosza. Po rozwodzie musiałem po nią wychodzić do pracy, robić za nią zakupy, bo się bała, że go spotka. On ją całe życie zastraszał, dlatego się z nim rozwiodła – opowiadał brat ofiary.

- Przez sześć lat nie dał jej spokoju. Do mnie też krzyczał, odgrażał się. Mówił, że cała nasza rodzina, że jesteśmy najgorsi – dodawał.

Osoby z bliskiego otoczenia potwierdziły, że mężczyzna nieustannie wysyłał ofierze przerażające wiadomości, a w przestrzeni publicznej obnosił się z niebezpiecznym nożem. Z oficjalnej relacji znajomej zamordowanej wynika, że 37-latek celowo niszczył reputację byłej żony i głośno zapowiadał, że ostatecznie pozbawi dzieci matki. Choć kobieta wielokrotnie informowała organy ścigania o nadciągającym zagrożeniu i dostarczała ewidentne dowody w postaci nagrań oraz zastraszających listów, urzędnicze działania nie przyniosły oczekiwanego rezultatu.

Paweł B. regularnie unikał więzienia. Wymiar sprawiedliwości zlekceważył zagrożenie dla życia Anny

Kartoteka 37-latka obfitowała w liczne konflikty z prawem na długo przed poznaniem 38-letniej ofiary, co skutkowało jego kilkunastomiesięcznym pobytem w zakładzie karnym za kratkami. Początkowy okres małżeństwa zupełnie nie zwiastował nadchodzącej tragedii, a para doczekała się dwóch synów, jednak z upływem czasu w mężczyźnie obudziły się stare i brutalne nawyki. Kolejny wyrok, tym razem opiewający na ponad cztery lata bezwzględnego pozbawienia wolności, usłyszał za drastyczne znęcanie się nad bezbronną partnerką. Z ówczesnych ustaleń prokuratury wynikało jasno, że wandal wtargnął siłą do jej mieszkania, brutalnie zerwał z niej cenne przedmioty i wymuszał natychmiastowe wydanie gotówki.

Zakończenie odbywania długiej kary nie przyniosło kobiecie upragnionego bezpieczeństwa, gdyż prześladowca natychmiast wznowił swoje nękające działania, posuwając się nawet do niebezpiecznego podpalenia lokalu należącego do nowego partnera Anny. W kwietniu zapadł następny wyrok skazujący go na rok więzienia, jednak dziennikarze stacji TVN ustalili, że w poczet tej kary wliczono mu wcześniejszy pobyt w areszcie śledczym. W tragicznym lipcu 2021 roku mężczyzna powinien bezwzględnie znajdować się w zamknięciu, co uchroniłoby kobietę przed śmiercią i brutalnym atakiem z użyciem ostrego narzędzia na chodniku.

- Paweł B. był pozbawiony wolności do momentu wydania wyroku, a potem, zgodnie z przepisami, była możliwość zwolnienia go. Oczekiwał na wezwanie do odbycia pozostałej części kary. Zdecydował o tym Sąd Rejonowy w Lubartowie – tłumaczyła stacji Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Przyszły morderca funkcjonował na wolności całkowicie swobodnie i bezkarnie, gdyż odpowiednie służby nie dostrzegły podstaw do przedłużenia tymczasowego aresztowania. Teoretycznie oczekiwał on na oficjalne pismo nakazujące mu stawienie się w zakładzie karnym, ale kluczowy dokument nigdy nie dotarł na czas. W międzyczasie sprawca otwarcie drwił z organów państwowych, celowo i z uśmiechem na twarzy ignorując nałożony na niego dozór policyjny, będący sankcją za wcześniejsze publiczne znieważenie mundurowego.

Nieoficjalne ustalenia reporterów wskazują jednoznacznie, że skandaliczna decyzja o wypuszczeniu 37-latka z aresztu opierała się w głównej mierze na słowach zmanipulowanej ofiary, która na jednej z rozpraw zadeklarowała rzekomy brak strachu przed byłym mężem. Brat 38-latki zdecydowanie temu zaprzeczył w wywiadach, gorączkowo przekonując, że jego siostra wręcz paraliżująco bała się napastnika i pragnęła wyłącznie definitywnie odciąć się od jego mrocznych manipulacji. Powstaje kluczowe pytanie, czy same zeznania śmiertelnie zastraszonej kobiety stanowiły merytoryczną podstawę do uwolnienia agresora na ulice, czy też paradoksalnie sprowokowały go do ostatecznego udowodnienia jej swojej niebezpiecznej przewagi. Ta fatalna w skutkach decyzja wymiaru sprawiedliwości doprowadziła prosto do rozlewu krwi.

Podczas procesu o morderstwo Paweł B. wyznał miłość ofierze. Groziło mu dożywocie

Zamknięcie w zimnej celi nastąpiło ostatecznie dopiero po tym straszliwym lipcowym dniu, gdy 37-latek brutalnie zamordował 38-latkę z zimną krwią. Śledczy błyskawicznie postawili mu zarzut celowego zabójstwa, za co według prawa groziło mu od dwunastu lat do nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Oskarżony kategorycznie odmówił jednak przyznania się do winy i składania jakichkolwiek wyjaśnień przed prokuratorem.

- Mam żal do sądu, że go zwolnili. To jest psychopata – podkreślał brat zamordowanej Anny.

- To była wspaniała kobieta. Nie ma osoby, która by na nią powiedziała złe słowo. Nie przechodziła obojętnie obok ludzkiej krzywdy. Była pomocna, dbała o dzieci. To tragedia dla całej rodziny, ale najbardziej dla dzieci, które codziennie płaczą, wspominają mamę i chcą do niej – podsumowywał.

Zajmujący się śledztwem w 2022 roku przedstawiciele prokuratury badający szczegóły tej obrzydliwej zbrodni nie mieli najmniejszych wątpliwości, że napastnik z pełną i przemyślaną premedytacją zasztyletował matkę własnych dzieci w samym sercu tętniącego życiem miasta, dlatego też twardo domagali się dla niego najsurowszego wymiaru kary.

- Oskarżony spowodował u ofiary obrażenia ciała w postaci dźgnięć nożem w okolice klatki piersiowej i podbrzusza, z których to jedna z ran w klatkę piersiową była śmiertelna i skutkowała zgonem pokrzywdzonej – przekazała prokurator Agnieszka Kępka, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

W trakcie rozpoczętych w tym samym roku głównych rozpraw sądowych 37-latek nieoczekiwanie i drastycznie zmienił swoją narrację obronną, ckliwie deklarując wciąż gorące uczucie względem zamordowanej z jego rąk kobiety. Na samą informację o zastosowaniu wobec niego przedłużonego aresztu zalał się łzami, nieustannie zapewniając sędziów o swojej rzekomej całkowitej niewinności. Oskarżony próbował usprawiedliwiać się nagłymi lukami w pamięci, choć jednocześnie wprost przyznał, że przebieg wydarzeń skrupulatnie ustalony przez organy ścigania w pełni pokrywa się z brutalną prawdą zawartą w aktach sprawy.

- Kochałem Ankę. Ktoś może mówić, że jestem bez serca, ale na swój sposób też to przeżywam. O dzieciach cały czas myślę – mówił w sądzie, w którym zgodził się jedynie odpowiadać na pytania.

Na wcześniejszym i kluczowym etapie postępowania przedsądowego morderca milczał i konsekwentnie korzystał ze swojego prawa do odmowy składania jakichkolwiek wyjaśnień organom policji.

- Ten człowiek nie zasługuje na to, żeby żyć – skwitował przed sądem jeden z dorosłych już synów ofiary, cytowany przez „Super Express”.

Dwaj wkraczający powoli w trudną dorosłość synowie zamordowanej kobiety postanowili po jakimś czasie wyrazić swój przeogromny ból, decydując się na stworzenie poruszającego do łez utworu rapowego. Ich wyjątkowy, muzyczny hołd dla zmarłej tragicznie matki szybko zyskał potężną popularność i w błyskawicznym tempie rozprzestrzenił się po niemal całych mediach społecznościowych.

– Pamiętaj słowa matki i nigdy nie zapominaj, kto był przy tobie, kto cię karmił i kto ciebie wychowywał. Kto cię przytulał, podawał rękę i był w trudnych chwilach: o tym nigdy nie zapominaj – rapowali bliźniacy: Max i Paweł.

Sąd w Lublinie skazał Pawła B. na karę dożywotniego więzienia za morderstwo byłej żony

Prawnokarny finał tej wyjątkowo wstrząsającej historii miał swoje miejsce w czerwcu 2022 roku w murach Sądu Okręgowego w Lublinie. W ustnych i stanowczych motywach odczytywanego wyroku dobitnie podkreślono, że bezlitosny morderca znęcał się nad ofiarą przez niemal pełną dekadę, a ostateczne rozwiązanie małżeństwa niestety nie zakończyło jej domowego piekła na ziemi. Mężczyzna latami bezkarnie gromadził kolejne wyroki sądowe, których ogromna liczba sięgnęła łącznie dziesięciu, a na niedługo przed ostatecznym atakiem nożem z pełną świadomością podpalił wejściowe drzwi lokalu, w którym w strachu ukrywała się 38-latka.

- Sposób działania oskarżonego był bezwzględny i nie znaleziono żadnych poważnych okoliczności łagodzących w tej sprawie - argumentował sędzia Jarosław Kowalski.

Przewodniczący składu orzekającego wyraźnie zaznaczył, że kara dożywotniego więzienia pełni w polskim systemie swego rodzaju funkcję zastępczą dla wycofanej kary śmierci i wymierza się ją wyłącznie wtedy, gdy sprawca jest całkowicie i nieodwracalnie zdemoralizowany, nie wykazując absolutnie żadnych pozytywnych perspektyw na resocjalizację.

- W naszej ocenie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w tym przypadku – podsumował sędzia, stwierdzając, że wyrok dożywotniego pozbawienia wolności będzie karą adekwatną oraz sprawiedliwą, i taką też karę otrzymał Paweł B.

Mocną decyzją wymiaru sprawiedliwości skazany zyska ostatecznie prawo do ubiegania się o warunkowe, przedterminowe zwolnienie dopiero po spędzeniu w pełnej izolacji długich dwudziestu pięciu lat swojego życia.

– Zasłużył na to dożywocie – mówili zgodnie, patrząc na mordercę, 18-letni synowie zamordowanej Anny. Oni także wnosili o najwyższy wymiar kary.

Orzeczenie zapadłe w połowie 2022 roku zostało wręcz niezwłocznie zaskarżone apelacją przez obrońcę skazanego sprawcy. Długotrwałe postępowanie odwoławcze toczone przed sądem wyższej instancji zakończyło się dopiero w maju 2023 roku. Adwokat mężczyzny próbował dowieść na sali sądowej, że jego klient zabił kobietę w stanie silnego i nagłego wzburzenia emocjonalnego. Jak donosił lokalny serwis informacyjny, obrona wnosiła o kuriozalne i drastyczne złagodzenie sankcji karnej do zaledwie dwunastu miesięcy pozbawienia wolności. Sam 37-latek bezczelnie wtórował tym niedorzecznym wnioskom, publicznie deklarując przed sędziami swoje rzekome i stałe dobre intencje oraz chęć poprawy na przyszłość.

- Oczywiście, błądziłem i byłem lekkomyślny. Bezmyślnie mówiłem coś, czego po chwili żałowałem. Często przepełniały mnie sprzeczne emocje. Ale zawsze starałem się pomagać ludziom, być uprzejmym dla innych. Dlatego teraz nie potrafię się pogodzić z tym, że doprowadziłem do takiej tragedii - mówił Paweł B. na zakończenie procesu.

- Napiętnowany będę do końca życia, ale mam serce po właściwej stronie. Mogę tylko przepraszać i prosić o wybaczenie – dodawał.

Specjalistyczne opinie sporządzone przez biegłych psychiatrów jednoznacznie i bezsprzecznie wskazywały u oskarżonego sprawcy bardzo poważne zaburzenia osobowości oraz wynikające z nich rażące nieprawidłowości behawioralne. Lekarze zgodnie ocenili, że mężczyzna w żadnym stopniu nie radzi sobie z naturalnym nagromadzeniem złości oraz wewnętrznego niepokoju, co często prowadzi do niesłychanie gwałtownych, całkowicie nieadekwatnych do sytuacji i pozbawionych najmniejszej samokontroli groźnych reakcji. Paradoksalnie, wnikliwe testy oraz medyczne analizy wykazały również bardzo wysoki poziom inteligencji u mordercy. Żadne medyczne diagnozy nie wpłynęły jednak na złagodzenie stanowiska sądu. Potwierdziliśmy, że już 27 sierpnia 2024 roku zapadł prawomocny wyrok sądowy, który ostatecznie i niezmiennie utrzymał w mocy karę dożywotniego pozbawienia wolności dla tego okrutnego zabójcy z Lubartowa.