Spis treści
Na jakim etapie jest Muzeum Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej w Chełmie?
W Chełmie, przygranicznym mieście, do dziś mieszkają rodziny uczestników tragicznych wydarzeń z lat 1943-1944. Szacuje się, że w pogromach, których dokonali ukraińscy nacjonaliści, mogło zginąć nawet 60 tys. Polaków.
Dlatego to tam ma powstać Muzeum Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej. Inwestycja jest na etapie prac projektowych.
Po rozstrzygnięciu postępowania przetargowego i podpisaniu umowy z wykonawcą, trwają działania związane z opracowaniem dokumentacji projektowej, która stanowi pierwszy etap realizacji zadania. Zgodnie z zawartą umową wykonawca odpowiada zarówno za przygotowanie projektu, jak i wykonanie robót budowlanych – mówi nam Kacper Jasyk z biura prasowego Urzędu Miasta Chełm.
Pomoże Ministerstwo Obrony Narodowej
W marcu, pomoc w urzeczywistnieniu planów zapowiedziało Ministerstwo Obrony Narodowej.
To jest niezwykle ważny moment dla wszystkich, dla których polityka pamięci, polityka historyczna, pamięć i tożsamość stanowią fundament, sprawę wręcz świętą. Jesteśmy dziś świadkami i uczestnikami uroczystości, która nie tylko oznacza nową inwestycję, ale przede wszystkim daje po raz pierwszy w historii Polski szansę na godne upamiętnienie tych, którzy w okrutny sposób stracili życie. W krwawą niedzielę na Wołyniu, a także w kolejnych dniach, w bestialski sposób zamordowano setki tysięcy naszych rodaków. W trakcie II wojny światowej doświadczyli oni zbrodni ze strony ukraińskich nacjonalistów. To jest pamięć o naszych dziadkach, o naszych przodkach, to jest nasza tożsamość - podkreślał wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, w trakcie uroczystości w Muzeum Wojska Polskiego.
Jak przekonuje chełmski Ratusz, MON nadal gwarantuje wsparcie w tym temacie.
Ministerstwo Obrony Narodowej pozostaje partnerem projektu i deklaruje wsparcie dla utworzenia muzeum. Zgodnie z podpisanym listem intencyjnym, Muzeum Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej będzie funkcjonowało jako filia Muzeum Wojska Polskiego i pozostanie w gestii Ministerstwa Obrony Narodowej. Natomiast Centrum Prawdy i Pojednania im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego będzie prowadzone przez Miasto Chełm – dodaje Jasyk.
Termin, zdaniem urzędników, nie jest zagrożony. Otwarcie pierwszego budynku planowane jest w lipcu 2027 roku. Przy ul. Hrubieszowskiej (na terenie dawnego szpitala wojskowego) prowadzone są teraz prace przygotowawcze, które wynikają z harmonogramu inwestycji. Prace budowlane rozpoczną się po zakończeniu etapu projektowego oraz uzyskaniu niezbędnych decyzji administracyjnych.
Muzeum będzie nowoczesną instytucją pamięci, której celem będzie upamiętnienie ofiar zbrodni wołyńskiej oraz przedstawienie historycznego kontekstu wydarzeń. W obiekcie planowane są nowoczesne wystawy stałe i czasowe, ekspozycje multimedialne, archiwalia, relacje świadków historii oraz przestrzeń edukacyjna i konferencyjna. Szczegółowa koncepcja ekspozycji jest obecnie opracowywana i będzie prezentowana sukcesywnie wraz z postępem realizacji projektu – mówi Kacper Jasyk z Urzędu Miasta Chełm.
Prace budowlane rozpoczną się po zakończeniu etapu projektowego oraz uzyskaniu niezbędnych decyzji administracyjnych.
Wspomnienia 11-letniej dziewczynki
Wydarzenia sprzed ponad 80 lat pamięta nadal Stanisława Sawicka, rocznik 1932. Obecnie ma 94 lata. Pamięta początki mordów. Jako 11-latka pomagała w lokalnej społeczności, nosiła listy, które pisał jej dziadek. W nich ustalano, kto miał danego dnia pełnić wartę, żeby pilnować wsi.
Tyle pamiętam, że tak tato z mamusią poszli do tego całego urzędu, gdzie oni mieli tą placówkę swoją, bo mój tato był urzędnikiem, ale my nie wiedzieliśmy, dokąd moi rodzice idą, bo to była tajemnica. A rodzice już wtedy słyszeli, że już tam był wypadek, już tam ktoś został zarżnięty, już rodziny spalili i zamordowali. Ale my, dzieci zostaliśmy z dziadziem. Nosiłam kartkę od dziadka, na której było zapisane, kto tego dnia miał stać na warcie, żeby pilnować wsi. To była taka tajemnica. Ale ja byłam bardzo ciekawska. Musiałam dowiedzieć się, co to za kartka. I u nas była taka mijanka, gdzie Niemcy stacjonowali. To nazywali, że to był taki przystanek, bo pociągi mijały się. I przy tej mijance był duży taki dom. Tam była rodzina, mieszkała, dzieci, my się bawiliśmy z nimi. No i najczęściej na tej mijance, uciekaliśmy do tych Niemców, jak rodzice już czuli, że robi się groźniej. To nas, z dziadziem, do Niemców tam prowadzili, żeby nas pilnowali. Bo te „szucmany”, ta policja ukraińska, to była bardzo zła. I tak to trwało, z rok. Pewnego razu, przeszedł do mnie jeden taki z Ukraińców. Taki starszy chłopak, z moimi braćmi chodził do szkoły. „Stasiu, a co ty niesiesz?” – pyta mnie. A ja odpowiedziałam, że dziadek kazał mi takie kartki nosić. Ukrainiec nic mi na to nie odpowiedział. Ale widział to dziadzio z daleka, że ten ukraiński chłopak był ze mną. Dziadzio musiał ponownie chodzić z tymi kartkami, żeby wszystko pozmieniać, te wszystkie warty – opowiada Stanisława Sawicka.
Stanisława Sawicka urodziła się w Kupraczach, niedaleko obecnej granicy polsko-ukraińskiej (na wysokości Dorohuska). Obecnie, mieszka w Chełmie.