- Słynny rolniczy zakątek w sercu Lublina przechodzi do historii. Mimo usilnych prób lokalnych społeczników, którzy domagali się stworzenia tam zielonej strefy wypoczynku, urzędnicy nie zdecydowali się na taki krok
- Liczący zaledwie pół hektara grunt, wciśnięty pomiędzy nowoczesną zabudowę mieszkalną, zmienił właściciela. Prywatna firma inwestycyjna postawi na tej przestrzeni dwa wielorodzinne budynki.
- Szczegółowe kulisy tej głośnej transakcji przedstawił na swoich łamach "Super Express".
Janusz Wydra i najsłynniejsze pole w Lublinie
Niewielki, zaledwie półhektarowy skrawek ziemi zyskał międzynarodowy rozgłos przed kilkoma laty. O lubelskiej anomalii informowały stacje telewizyjne oraz gazety spoza Polski. Fenomen tego miejsca polegał na tym, że rolnik Janusz Wydra odrzucił lukratywne oferty deweloperów i kontynuował rodzinną tradycję uprawy roli. Tymczasem w jego bezpośrednim sąsiedztwie błyskawicznie wyrastały kolejne apartamentowce, placówki gastronomiczne, świątynia oraz nowoczesny kompleks edukacyjny.
A mnie się nigdzie nie spieszy ze sprzedażą, ziemia jest po to, aby ją uprawiać" - deklarował rolnik w rozmowie z dziennikarzem "Super Expressu" przed żniwami w 2021 roku.
Wówczas obraz pracującej maszyny rolniczej na tle betonowych wieżowców obiegł cały świat. Sytuacja nabrała jeszcze większego kolorytu, gdy gospodarz postanowił wydzierżawić swój grunt przedsiębiorstwu zajmującemu się uprawą konopi włóknistych. Rośliny te, wykorzystywane w przemyśle farmaceutycznym i kosmetycznym, osiągały tam wysokość przekraczającą dwa metry, całkowicie odmieniając krajobraz osiedla.
Darmowe zbiory konopi na Węglinku przyciągnęły tłumy
W latach 2022-2023 na terenie uprawy odbywały się nietypowe akcje żniwne, otwarte dla mieszkańców. Każdy zainteresowany mógł przyjść i samodzielnie ściąć rośliny. Szczególnie duże zainteresowanie odnotowano we wrześniu 2023 roku, kiedy to dojrzałe i bogate w cenne substancje krzaki konopi wydzielały intensywny aromat, przyciągając okolicznych spacerowiczów.
Chcemy się więc nimi podzielić i udostępnić pole dla wszystkich, którzy chcą zerwać bukiet konopi i zabrać go ze sobą do domu. Z zerwanych konopi można zrobić dekorację, nalewkę, napar czy nawet domowy macerat o właściwościach pielęgnacyjnych. Jednocześnie przypominamy, że uprawiana przez nas odmiana nie ma w składzie żadnych substancji psychoaktywnych - tłumaczył na łamach "Super Expressu" Szymon Włodarczyk, prezes Zarządu Hemplab.
Jak się okazało, była to ostateczna szansa na pozyskanie darmowych zbiorów. Wśród osób korzystających z okazji znalazła się Agnieszka Dudzińska, która już przed południem zbierała cenne okazy.
Pięknie wyglądają w wazonie, są także źródłem wielu korzystnych dla zdrowia substancji” - stwierdziła w rozmowie z "Super Expressem" uczestniczka żniw.
Z kolei część młodszej widowni podchodziła do zapewnień o braku właściwości odurzających z wyraźnym dystansem i przymrużeniem oka.
Ziele to ziele. Zerwie się, ususzy, zapali, zobaczymy co będzie - uśmiechał się w rozmowie z reporterem "SE" jeden z młodych mężczyzn.
Odmienne podejście zaprezentował 33-letni Grzegorz Siedlecki, który na teren uprawy przyszedł w celach edukacyjnych, niosąc na barkach dwie małe córki, w ogóle nie myśląc o zbiorach w tamtym momencie.
Chcę, żeby poznawały świat w wielu odsłonach. Niech zobaczą, dotkną, powąchają czegoś nowego” - opowiadał "Super Expressowi" ojciec dziewczynek, planując samodzielny powrót po rośliny.
Lalak Development zbuduje nowe bloki. Koniec rolniczej historii osiedla
W kolejnym sezonie przestrzeń pokryła się ostropestem, a pracami zajął się osobiście gospodarz. Ostatecznie jednak zapadła decyzja o zbyciu majątku. Cena wyjściowa wynosiła ponad 11 milionów złotych, a nabywcą okazała się firma Lalak Development, która planuje wznieść w tym miejscu dwa obiekty mieszkalne wyposażone w podziemne hale garażowe. Szczegóły architektoniczne inwestycji pozostają na razie tajemnicą. Przeciwnicy betonowania okolicy bezskutecznie próbowali zablokować transakcję, składając w lubelskim magistracie petycję z kilkuset podpisami o wykupienie terenu na cele rekreacyjne. Ratusz odrzucił ten pomysł, argumentując, że miejscowy plan zagospodarowania wskazuje tę przestrzeń pod zabudowę, a zaledwie 300 metrów dalej powstaje już infrastruktura sportowa przy lokalnej szkole.
Wspomniany fragment ziemi na lubelskim Węglinku, ulokowany pomiędzy ulicami Berylową i Jantarową, charakteryzuje się podłużnym i lekko wznoszącym się ukształtowaniem. Z jednej strony działka sąsiaduje z asfaltową drogą osiedlową i niewielkim zadrzewieniem, stanowiąc malowniczy punkt na mapie. Okolica oferuje mieszkańcom szybki dostęp do terenów leśnych oraz rozległych wąwozów, co tłumaczy ich determinację w walce o zachowanie naturalnego charakteru tego miejsca.
Górna część parceli graniczy z tzw. "małpim gajem" - miejskim nieużytkiem, na którym obecnie zalegają porzucone opony i samochody parkujące w błocie. Według założeń urbanistycznych w przyszłości ma tam powstać nowa droga, łącząca istniejące skrzyżowania. Planowana na 2026 rok budowa infrastruktury drogowej dzieli dziesięciotysięczną społeczność osiedla. Część mieszkańców liczy na rozładowanie problemów komunikacyjnych, podczas gdy inni obawiają się ostatecznego zniszczenia zielonej oazy i wzrostu natężenia hałasu pod oknami nowych budynków.