Historia z osiemnastego wieku, traktująca o uczuciach, bezwzględnej intrydze, dobru oraz przekraczaniu wszelkich granic zła, zyskała wyjątkowy wydźwięk w obliczu krakowskiej tragedii, która rozegrała się zaledwie parę godzin przed spektaklem. Przedstawienie okazało się niezwykle aktualne, angażujące i dopięte na ostatni guzik.
Uroczystość w zabytkowym, dziewiętnastowiecznym budynku teatru rozpoczęła się w sobotę o godzinie 19 i trwała do nocy. Inauguracja nowego sezonu w 140. rocznicę powstania lubelskiej placówki przyniosła dwa istotne debiuty na największej scenie w mieście. Po raz pierwszy w roli dyrektora wystąpił były prezes TVP Mateusz Matyszkowicz, a jako reżyser „żywego teatru” zadebiutował Przemysław Stippa. Artysta ten jest na stałe związany z warszawskim Teatrem Narodowym, a w lubelskim Teatrze Osterwy przez lata pojawiał się gościnnie, między innymi w sztukach „Mistrz i Małgorzata” czy „Sen nocy letniej”, dotychczas reżyserując jedynie słuchowiska radiowe i przedstawienia Teatru Telewizji.
Dzieło francuskiego pisarza, generała, urzędnika i inżyniera wojskowego, którym był Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos, w ujęciu Stippy zupełnie nie sprawiało wrażenia tekstu sprzed blisko 250 lat. Z punktu widzenia zwykłego widza, niebędącego ekspertem, spektakl trafił idealnie w sedno dzięki niezwykle interesującemu i wciągającemu połączeniu gry aktorskiej, scenografii oraz samego tekstu.
- Najwyższa pora obejrzeć się w tym bezpiecznym lustrze, jakim jest teatr. I może jeszcze dać sobie szansę, by zapobiec kolejnemu końcowi świata. Albo właściwie końcowi człowieka - mówił poważnie kilka dni przed premierą.
Tuż przed rozpoczęciem sobotniego przedstawienia witający gości w teatralnym foyer dyrektor Mateusz Matyszkowicz rozmawiał z „Super Expressem”. „To tekst, który może i powinien wziąć do siebie każdy, opowiada o tym, co jest dla nas najważniejsze. O tym, czym jest prawdziwa miłość i czym jest zafałszowana miłość. W jaki sposób bronić się przed manipulacją” – powiedział. Nawiązał również do dramatycznych zajść z Krakowa, które obiegły świat zaledwie kilka godzin wcześniej. „To wielka tragedia, trudno nam patrzeć na spektakl w oderwaniu od tego, co dzieje się wokół nas. Teatr jest miejscem, który poprzez kulturę próbuje zrozumieć tu i teraz” – dodał dyrektor.
Czytaj też: Unikatowe pamiątki z czasów PRL. Wystarczy przeszukać strych, by zarobić krocie
Jak przekazał teatr, w obsadzie „Niebezpiecznych związków” znaleźli się członkowie Zespołu Aktorskiego Teatru Osterwy. Na scenie wystąpili między innymi Magdalena Zabel oraz Michał Czyż, którzy zagrali młode postacie, czyli Cecylię de Volange i kawalera Danceny. W rolę demonicznej Markizy de Merteuil wcieliła się Jolanta Rychłowska, natomiast jako przyciągający uwagę wicehrabia de Valmont zaprezentował się Krzysztof Olchawa. Ten ostatni zyskał ogólnopolską rozpoznawalność dzięki roli Ulricha von Jungingena w produkcji „Korona królów”, gdzie występował również Przemysław Stippa, grający tam biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego.
Choć w telewizyjnej produkcji obaj artyści wcielali się w postacie stojące po przeciwnych stronach barykady, w Lublinie połączyli siły jako reżyser i aktor. Dowodem na to, że ich wspólna praca przyniosła znakomite rezultaty, była trwająca kilka minut owacja na stojąco, którą publiczność nagrodziła cały zespół po zakończeniu przedstawienia.