Popularność tematycznych zakątków z dyniami dotarła do Polski z Europy Zachodniej, gdzie tego typu atrakcje cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Sama koncepcja ma swoje korzenie w Stanach Zjednoczonych, gdzie poszukiwanie idealnych okazów do celów kulinarnych czy dekoracyjnych to wieloletnia tradycja. Właściciele tamtejszych upraw prześcigali się w pomysłach, by przyciągnąć jak najwięcej klientów na swoje włości.
W naszym kraju od pewnego czasu, tuż po zebraniu plonów, tuż przed rozpoczęciem jesieni, organizowane są specjalne "farmy". Choć ich głównym celem jest dostarczenie rozrywki najmłodszym, starsi odwiedzający również znajdą coś dla siebie.
Inicjatorki lubelskiej atrakcji, Agnieszka Tokarz-Iwanek i Magdalena Marecka, gorąco zachęcają do wizyty w stworzonym przez nie dyniowym królestwie. Zgromadzono tam imponujące zbiory o łącznej wadze przekraczającej osiem ton, co przekłada się na kilka tysięcy niepowtarzalnych okazów. Odwiedzający mogą na własne oczy przekonać się o ich unikalności, dotykając każdego warzywa z osobna. Na najmłodszych czekają animatorzy gotowi wykonać tematyczny makijaż czy pomóc w przemienieniu dyni w zabawnego minionka.
Starsi mogą napić się dyniowej kawy bądź zjeść ciasteczko z dyni. Nikt nie będzie się nudził - zapewniają panie.
I mają w tym całkowitą rację.
Mogę z niej zrobić księżniczkę Dynię, potrzebuje tylko oczek i noska - zapewnia tatę czteroletnia córka.
Starszy z rodzeństwa dziewczynki wykazuje jednak mniejsze zainteresowanie rolniczymi zbiorami. Jego uwagę przykuł bowiem znajdujący się w pobliżu autentyczny, zabytkowy traktor, do którego można wejść. Taka atrakcja z pewnością przebija wymyśloną postać księżniczki Dyni.
Farma Dyń, zlokalizowana w sąsiedztwie lubelskiego Ogrodu Botanicznego, będzie przyjmować gości do ostatnich dni października.