Test powstał w Centrum Badań DNA w Poznaniu. - Są to testy, które z jednej strony powiedzą pracownikowi służby zdrowia o stanie zdrowia osoby zakażonej, wskażą stopień ciężkości choroby, lekarz będzie wiedział czy pacjent zakażony koronawirusem może przebywać w kwarantannie czy np. wymaga hospitalizacji i natychmiast trzeba podać mu surowicę, bo ma uszkodzonych pięć genów odpowiedzialnych za tę chorobę. Z drugiej strony, test uchroni polskich lekarzy i pielęgniarki, bo powie im - jeśli są zdrowi - czy mają uważać, czy nic im nie grozi, czy są odporni - mówi Radiu Eska Mariusz Herman, dyrektor generalny Centrum Badań DNA.
Najpierw testom poddane będą osoby z grup ryzyka, a więc osoby ze starszych grup wiekowych, pracujące na pierwszej linii frontu, m.in. na oddziałach zakaźnych czy pracownicy obciążeni dodatkowymi chorobami.
- Chcemy ograniczyć ryzyko. Ten test powie, czy dany lekarz i pielęgniarka mogą bezpiecznie pracować z pacjentami zakażonymi z koronawirusem - dodaje Herman. W sytuacji pojawienia się takiego zagrożenia, pracownik może być przekierowany na oddział mniej inwazyjny. Testy badają zdrowotne predyspozycje danej osoby do pracy z pacjentem zakaźnym. Chodzi o wzmocnienie polskiej ochrony zdrowia. Szacuje się, że nawet 70-80 proc. zainfekowanych SARS-COV-2 to przedstawiciele personelu medycznego.
Test ma charakter wymazowy. Po 2-4 godzinach daje wynik na podatność na zakażenie. Jeśli sprawdzi się w polskim systemie, będzie wprowadzony na rynki zagraniczne.