Brutalne morderstwo w Lublinie. Po niemal 30 latach sprawca spojrzał w oczy córce ofiary

W 1995 roku Bogdan S. pozbawił życia Wojciecha T., planując początkowo wyłącznie napad na tle finansowym. Sytuacja jednak wymknęła się spod kontroli, a brutalny cios doprowadził do śmierci pokrzywdzonego. Przez niemal trzy dekady morderca skutecznie unikał wymiaru sprawiedliwości, aż wreszcie jego sprawę rozwikłali śledczy z Archiwum X. W trakcie procesu sądowego oskarżony zaszokował zgromadzonych, gdy nagle zwrócił się bezpośrednio do córki zmarłego: „To ja zabiłem pani tatę. Przepraszam”.

W czerwcu 1995 roku na terenie Lublina dokonano makabrycznego odkrycia. W jednym z wynajmowanych domów przy ulicy Kossaka znaleziono ciało 37-letniego mężczyzny. Zmarły był skrępowany, a w jego ustach znajdował się knebel, co uniemożliwiło jakąkolwiek próbę ratunku. Jak wykazały późniejsze badania sekcyjne, bezpośrednią przyczyną zgonu było uderzenie w tył głowy ciężkim, tępym narzędziem. Technicy policyjni zabezpieczyli na miejscu zbrodni obszerny materiał dowodowy, w tym odciski palców na butelce po alkoholu i paczce papierosów, a także ślady zapachowe, biologiczne oraz notatki pozostawione na czasopiśmie motoryzacyjnym. Niestety, zebrany materiał nie pozwolił od razu na wytypowanie podejrzanego, który przez kolejne trzydzieści lat skutecznie ukrywał się przed organami ścigania. Dochodzenie wykazało natomiast, że napastnik wywodził się z Białegostoku i używał podrobionych dokumentów tożsamości. Dzięki nim miesiąc przed tragedią wynajął lokum w Lublinie, podając się za osobę z dawnego województwa radomskiego. W celu zwabienia zamożnej ofiary opublikował w prasie fałszywe anonse, w których oferował pomoc w zorganizowaniu wyjazdu do Szwajcarii i zakupie używanych aut. Na ten spreparowany komunikat odpowiedział właśnie 37-letni Wojciech T., wyrażając chęć wspólnego wyjazdu w celach handlowych.

Sonda
Czy w Polsce powinna obowiązywać KARA ŚMIERCI?

Zamiast kradzieży doszło do morderstwa. Bogdan S. twierdził, że cios był zbyt silny

Z policyjnych akt jasno wynikało, że celem Bogdana S. był jedynie rabunek, jednak sytuacja przybrała tragiczny obrót i przerodziła się w krwawą jatkę. Próbując pozbawić ofiarę przytomności, sprawca użył zbyt dużej siły, co ostatecznie kosztowało 37-latka życie. Uciekając z miejsca zbrodni w ogromnym popłochu, napastnik zgubił swój portfel, w którym znajdowała się gotówka oraz fotografia z legitymacji. Choć służby dysponowały zdjęciem i udostępniały je w ogólnopolskich środkach masowego przekazu, nikt nie był w stanie zidentyfikować poszukiwanego. Po czasie wyszło na jaw, że do wyrobienia fałszywego dowodu mężczyzna solidnie zmienił swój wygląd zewnętrzny, gdyż dokleił sztuczny zarost oraz zmodyfikował fryzurę. Ten przemyślany kamuflaż wystarczył, by w tamtych czasach zmylić organy ścigania. Natychmiast po zabójstwie Bogdan S. wrócił do swojego prawdziwego wizerunku, co zapewniło mu całkowitą anonimowość na ulicach. Brak jakichkolwiek postępów w identyfikacji mordercy sprawił, że w 1996 roku śledztwo zostało oficjalnie umorzone.

Sprawa nie została jednak ostatecznie odłożona na półkę i po upływie 29 lat dokumentacja trafiła na biurka ekspertów z lubelskiego „Archiwum X”. Wykorzystując współczesne zdobycze techniki, śledczy pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Lublinie ponownie przeanalizowali zabezpieczone dowody. Jak wyliczała nadkomisarz Anna Kamola z lubelskiej policji: „- We współpracy z ekspertami z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie, oraz Biura Ekspertyz Sądowych w Krakowie wykonali szereg nowoczesnych badań kryminalistycznych, w tym badania genetyczne, daktyloskopijne, dokonano progresji wiekowej osoby widniejącej na fotografii, wykonano badania fonoskopijne, antroposkopijne oraz grafologiczne. W czynnościach brali również udział policjanci z Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. W ramach współpracy międzynarodowej, we współpracy w policjantami z Wydziału Wywiadu Kryminalnego KWP w Lublinie, dokonano licznych ustaleń w kilkudziesięciu krajach”.

Dzięki tym wytężonym działaniom w marcu 2024 roku służby namierzyły 61-letniego wówczas Bogdana S., przebywającego od dekad głównie na terenie Wielkiej Brytanii. Kluczowe okazały się nowoczesne analizy materiału genetycznego pozostawionego na krawacie zamordowanego, które w stu procentach pokryły się z profilami zgromadzonymi w brytyjskich rejestrach. Podejrzany został ujęty przez funkcjonariuszy Straży Granicznej na warszawskim Okęciu podczas podróży powrotnej do ojczyzny. Mężczyzna nie krył ogromnego zdumienia obrotem spraw po tylu latach ukrywania się. Początkowo zaprzeczał swojemu udziałowi w zdarzeniu, ale błyskawicznie pękł i złożył wyczerpujące zeznania. Zrzucił z siebie ciężar wieloletniego strachu oraz poczucia winy, po czym aktywnie uczestniczył w wizji lokalnej, odtwarzając detale tamtego tragicznego dnia. Lubelska prokuratura postawiła mu oficjalnie zarzuty zabójstwa i dokonania rozboju, a gotowy akt oskarżenia został skierowany do sądu w listopadzie 2024 roku.

Rozprawa pełna emocji. Bogdan S. złożył oświadczenie przed córką zamordowanego Wojciecha T.

Postępowanie sądowe przyciągnęło uwagę dziennikarzy z całego kraju, dostarczając ogromnych emocji wszystkim zgromadzonym. Po upływie niemal trzydziestu lat od zbrodni na światło dzienne miały wyjść szczegóły tej wstrząsającej historii. Na sali obecna była również najbliższa rodzina zmarłego, w tym jego córka, która z niecierpliwością czekała na sprawiedliwość i wyrok na oskarżonego.

„- To ja zabiłem pani tatę i chciałem panią za to przeprosić – zwrócił się do kobiety, która była oskarżycielką posiłkową, podczas jednej z rozpraw. – Wiem, jaki ból sprawiłem państwa rodzinie. O wybaczenie nie mam odwagi prosić”.

Składając obszerne wyjaśnienia, Bogdan S. wielokrotnie podkreślał, że zbrodnia wcale nie była zaplanowana. Przyznał się do popełnionego morderstwa, jednak stanowczo odrzucał twierdzenia prokuratury o zamiarze bezpośrednim. Tłumaczył, że desperacko potrzebował środków finansowych na sfinansowanie uroczystości weselnej ze swoją ciężarną partnerką, a ich sytuacja materialna była dramatyczna. Jak zeznał przed sądem: „– Wobec absolutnego braku pieniędzy i perspektyw, wpadłem na nieszczęsny pomysł z napadem. Pogubiłem się. Pomysł był taki, że obezwładnię kogoś z większą sumą pieniędzy i go okradnę”. Pech chciał, że pan Wojciech stawił silny opór, przez co oskarżony przesadził z siłą ciosów, które w zamyśle miały go jedynie ogłuszyć. Uderzenie zadane w potylicę doprowadziło do śmierci, co wywołało u sprawcy ogromną panikę i skutkowało natychmiastową ucieczką. Nie zweryfikował nawet, czy skrępowany mężczyzna przeżył, a o fakcie jego zgonu poinformowały go dopiero doniesienia prasowe. Mimo ucieczki, zatelefonował pod numer alarmowy z informacją o uwięzionym w Lublinie człowieku, naiwnie wierząc, że ktoś przyjedzie na wskazane miejsce i uratuje ofiarę. Sam natomiast wrócił pośpiesznie taksówkami do rodzinnego Białegostoku.

W obliczu sądu Bogdan S. wyrażał skruchę, wyznając: „– Popełniłem straszny czyn, haniebny, odebrałem drugiemu człowiekowi życie. Zabrałem rodzinie męża i ojca. Jest mi wstyd przed jego, ale też przed moją rodziną. Wstyd przed samym sobą. Do dziś trudno mi uwierzyć w to, co się stało, lecz będę musiał do końca życia nosić to brzemię. Przez 28 lat trzymałem to w sobie”. Mężczyzna wyraził chęć wypłacenia zadośćuczynienia na rzecz córki zmarłego i dobrowolnie poddał się ocenie wymiaru sprawiedliwości. Zapytany przez córkę ofiary o powody tak długiego zwlekania z wyjawieniem prawdy, odparł wprost: „– Codziennie myślałem o tym, co się stało, ale nie miałem odwagi”. Zaznaczył jednak, że skoro prawda wyszła na jaw, jest w pełni gotowy ponieść karę. Na potrzeby procesu zgromadzono łącznie ponad dziesięć tomów akt.

Z relacji dziennikarza „Super Expressu”, Mariusza Muchy, wynikało, że białostoczanin wysłuchał wyroku bez jakiegokolwiek zaskoczenia. Sąd Okręgowy w Lublinie wymierzył mu karę 15 lat pozbawienia wolności za morderstwo z 1995 roku, orzekając dodatkowo 8-letni zakaz zajmowania stanowisk publicznych oraz grzywnę opiewającą na kwotę 16 tysięcy złotych. Wymiar sprawiedliwości dał wiarę tłumaczeniom o planowanym tle rabunkowym zdarzenia. Oskarżony trzykrotnie uderzył Wojciecha rurką w głowę, aby pozbawić go przytomności, a następnie go skrępował, zakneblował i zrabował jego mienie. Opróżnił kieszenie pokrzywdzonego, kradnąc blisko 7 tysięcy dolarów, 300 franków francuskich i około 2,5 miliona starszych złotych, co w przeliczeniu stanowi równowartość dzisiejszych 16 tysięcy złotych.

Jak w swoim materiale prasowym opisywał to Mariusz Mucha: „- W ocenie sądu sprawca godził się na śmierć pokrzywdzonego, co zakwalifikowano jako tak zwany zamiar ewentualny. Sąd nie przychylił się do stanowiska prokuratury, która zarzucała oskarżonemu działanie z zamiarem bezpośrednim zabójstwa”. Tuż po ogłoszeniu decyzji przez sąd pierwszej instancji Bogdan S. oświadczył, że nie jest w najmniejszym stopniu zdziwiony obrotem spraw, ponieważ czuje na sobie olbrzymią winę, w związku z czym bez wahania akceptuje wymierzoną mu karę.

Prokuratura nie złożyła broni. Bogdan S. spędzi w więzieniu ćwierć wieku

Śledczy nie zamierzali jednak składać broni i nie podzielali stanowiska sądu pierwszej instancji. Przedstawiciele Prokuratury Okręgowej w Lublinie postanowili odwołać się od zapadłego wyroku, argumentując, że wymierzona kara jest rażąco łagodna w stosunku do powagi dokonanego czynu oraz stopnia bezwzględności oskarżonego. W kuluarach sądowych powszechnie spekulowano, że demonstracyjna skrucha Bogdana S. mogła być jedynie doskonale wyreżyserowaną strategią obrończą, mającą na celu wyłudzenie łagodnego wyroku, na co sprawca liczył po upływie trzydziestu lat od zabójstwa. Wobec niepodważalnych dowodów zebranych przez śledczych mężczyzna i tak nie miał przestrzeni na ewentualne kłamstwa, dlatego przyjął z pozoru bezpieczniejszą postawę osoby żałującej swoich występków. Ostatecznie jednak nikt poza samym skazanym nie posiada stuprocentowej wiedzy na temat tego, czy jego przeprosiny wypływały z prawdziwych wyrzutów sumienia, czy stanowiły jedynie cyniczną kalkulację w walce o własną przyszłość.

Pod koniec maja 2026 roku Sąd Apelacyjny w Lublinie całkowicie podzielił argumentację zaprezentowaną przez prokuraturę i przychylił się do złożonego przez oskarżycieli wniosku. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie, prokurator Marcin Kozak, skomentował finał sprawy słowami: „- Wyrokiem sądu odwoławczego zaostrzono wymiar kary, skazując Bogdana S. na karę 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok w tej sprawie jest prawomocny”.

Zakończenie tej wielowątkowej historii stanowi najlepszy dowód na to, że pomyślne ujęcie mordercy nawet po ponad trzech dekadach jest absolutnie możliwe. Formalne umorzenie śledztwa wynikające z niewykrycia napastnika absolutnie nie oznacza definitywnego zamknięcia prowadzonych działań organów ścigania, które nieustannie analizują archiwalne zgłoszenia aż do całkowitego przedawnienia się przewidzianej kary. Namierzenie Bogdana S. oraz rozstrzygnięcie zagadki zabójstwa z 1995 roku to modelowy wręcz przykład nieustępliwości prokuratury i techników policyjnych. Ta bezprecedensowa historia z pewnością wlewa ogromne pokłady wiary w serca innych rodzin ofiar, które w dalszym ciągu wyczekują na wyrok sprawiedliwości za dramaty swoich bliskich.

Pokój Zbrodni - Bogdan zabił Wojciecha 30 lat temu