Wstrząsający zakład, 15-letnia Paulina nie żyje. Ktoś wykasował dane z jej laptopa i telefonu

2026-02-16 16:01

Paulina Arbaczewska miała zaledwie 15 lat, kiedy brat znalazł jej ciało w garażu. Według policji, powiesiła się na grubym, czerwonym sznurze, który przewiązała wcześniej przez jedną z rur. Prokuratura uznała, że to klasyczne odebranie sobie życia i szybko umorzyła postępowanie. Ale rodzina nastolatki nigdy nie uwierzyła w tę wersję wydarzeń, na przestrzeni lat bliscy zebrali nawet dowody, które świadczą o tym, że ktoś mógł nakłaniać Paulinę do tego, co się stało, albo jakoś jej w tym pomóc. Ślady pobicia na ciele, szrama na policzku, tajemnicze treści w telefonie i laptopie, które później zostały usunięte. Co naprawdę wydarzyło się na Lubelszczyźnie? Poznajcie szczegóły.

Paulina Arbaczewska wstała rano jak co dzień, zachowywała się zwyczajnie. Nawet jeśli już wtedy coś było nie tak, mroczne myśli kotłowały się w jej głowie, to nie dała tego po sobie poznać. Był 22 maja 2012 roku. Ostatnią osobą, która widziała 15-latkę żywą, jest mama dziewczyny. Gdy kobieta wychodziła do pracy, około godziny 7:00 rano, córka była jeszcze w piżamie. Zostawiła jej pieniądze, żeby mogła sobie kupić coś do jedzenia w szkole, a później wyszła z domu. Rodzina mieszkała w miejscowości Czemierniki na Lubelszczyźnie.

Okoliczni mieszkańcy kojarzyli Paulinę. Podobnie jak jej bliscy czy koleżanki i koledzy ze szkoły, wypowiadali się o niej w samych superlatywach. Pogodna, uśmiechnięta, bardzo lubiana – cieszyła się na nadchodzące wakacje i wycieczkę szkolną do Sandomierza, na którą zapisała się dzień przed feralnymi wydarzeniami. Była też szczęśliwie zakochana w chłopaku, dwa lata starszym Michale D., który zawsze się jej podobał, aż w końcu zaczęli być razem. 15-latka miała wielkie plany i marzenia: te do zrealizowania w bliższej, jak i dalszej przyszłości. Eksperci wskazują, że to jeden z najbardziej zagadkowych czynników: osoby z myślami skierowanymi w stronę odebrania sobie życia raczej nie planują do przodu. Chyba że coś stało się nagle, niespodziewanie, o czym nikt nie wie.

Czytaj więcej: Pokój Zbrodni

Z ustaleń śledczych wynika, że Paulina Arbaczewska szykowała się do szkoły. Zdążyła się bowiem przebrać, miała też spakowane wszystkie książki na ten dzień. Ale do placówki nigdy nie dotarła. W garażu, około godziny 9:00, jej bezwładne ciało znalazł brat 15-latki. Była powieszona na grubym, czerwonym sznurze, zwisającym z jednej z rur. Lina nie była naciągnięta ani mocno zawiązana, natomiast nogi pokrzywdzonej prawie dotykały ziemi.

Mimo doznanego szoku, chłopak zachował zimną krew. Błyskawicznie zdjął siostrę z uwięzi, a następnie rozpoczął reanimację. Niestety, Paulina już nie żyła. Nie udało się jej uratować. - Miała przykurczone nogi, opierały się o ziemię. Całe były we krwi i w takich jakby strupach. Drzwi wejściowe oraz od garażu były otwarte, a córka zawsze drzwi zamykała. Ktoś w tym dniu na pewno był tutaj rano, albo miał przyjść do niej - opowiadała Ewa Arbaczewska, matka Pauliny, w rozmowie z dziennikarzami programu „Interwencja” w Polsacie. - Na zwłokach nie znaleziono obrażeń, które przesądzałyby o udziale osób trzecich. Nie ma żadnych przesłanek do tego, że ktoś tam był, przecież ona była we własnym domu – kontrowała w stacji Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Właściwie od samego początku okoliczności śmierci dziewczyny nie były dla jej bliskich tak oczywiste, jak uważali funkcjonariusze. W toku postępowania zabezpieczono między innymi dwa telefony z wyciągniętymi kartami SIM, z których ktoś wykasował wszystkie dane. Komórki znaleziono przy ciele ofiary. Sekcja zwłok wykazała, że Paulina miała ponadto ślady pobicia na nogach i świeżą szramę na policzku, tak jakby ktoś ją uderzył. Z jej laptopa usunięto również historię internetowych wyszukiwań oraz wszelkie pozostałe informacje. Nieustalona osoba przejęła także konto nastolatki w mediach społecznościowych, gdzie pojawił się wpis o treści: „Wiem, dlaczego Paulina to zrobiła, ale nie powiem”. Ktoś zamieścił pod nim komentarz, który brzmiał: „zamknij się”.

Później konto zniknęło, przestało istnieć. Nigdy nie udało się ustalić, kto to napisał, co miał na myśli, i czy rzeczywiście posiadał wiedzę na temat tego, co naprawdę przytrafiło się Paulinie. Jedna z przyjaciółek 15-latki, która rzuciła nowe światło na sprawę, zeznawała o problemach koleżanki z niektórymi znajomymi. W doniesieniach medialnych pojawiał się wątek tajemniczego zakładu. Ktoś miał nakłaniać Paulinę, by wzięła w nim udział. Jakie przydzielono jej zadanie? Nieoficjalne ustalenia mówią, że kazano jej podjąć próbę powieszenia się, była do tego nakłaniana, zaś sprawcy obiecywali dostarczenie sznura. Czerwona lina, na której ofiara miała się rzekomo powiesić, nie należała do rodziny. Bliscy twierdzą, że widzieli ten sznur po raz pierwszy w życiu. Przyjaciółka ofiary dodawała, że 15-latka opowiadała jej o tym szokującym zakładzie cała zapłakana, ale zarzekała się, że nie zamierza tego robić. Była jedynie smutna, że ci, których postrzegała jako swoich znajomych, posunęli się do czegoś takiego.

Prokuratura tylko raz skomentowała oficjalnie te doniesienia, podając że wątek pojawił się w zeznaniach wyłącznie jednej osoby. - Nikt nie potwierdził, że brał udział w takim zakładzie - przekazała prokurator Beata Syk-Jankowska. To nie uspokoiło bliskich ofiary, bo przecież świadkowie czy uczestnicy takiego procederu mogli się po prostu do niego nie przyznać i skłamać. Zamiast pogłębionej analizy, śledztwo bardzo szybko zostało umorzone. Uznano, że przyczyną śmierci nastolatki było odebranie sobie przez nią życia, a do wydarzeń nie przyczyniły się osoby trzecie. Mimo wielu pytań, które od lat rodzi ta sprawa, nie zdecydowano się na wznowienie postępowania. Rodzina postanowiła więc działać na własną rękę.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Bliscy próbowali dowiedzieć się na przykład, kto mógł nakłaniać ich córkę do tak strasznych rzeczy. Paulina nie ujawniła przyjaciółce konkretnych nazwisk, mówiła bardzo ogólnikowo, więc było to niezwykle trudne. Finalnie starania spaliły na panewce, lecz z powodzeniem ustalono coś innego. Okazało się, że w wieczór przed śmiercią 15-latka SMS-owała ze swoim chłopakiem. Wiadomości nie udało się odczytać, ponieważ ten je usunął. Z telefonu Pauliny także zniknęły - w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach.

Prokuratura przesłuchała co prawda podejrzanego, ale nie potrafił on wytłumaczyć swojego zachowania. Twierdził zresztą, że pisali na tematy neutralne. Nikt nie drążył sprawy, na co zdaniem rodziny Pauliny mógł wpłynąć fakt, że matka chłopca zajmowała wówczas wysokie stanowisko w wymiarze sprawiedliwości. - Jego matką jest była prezes radzyńskiego sądu, obecnie sędzia w wydziale karnym – opisywał przed laty Tomasz Nieśpiał, dziennikarz „Wspólnoty Radzyńskiej”. 17-letni wówczas Michał D. był przesłuchiwany w obecności matki. Podobno był załamany całą sytuacją, choć z informacji Polsatu wynika, że kłamał o rzekomych uzależnieniach swojej dziewczyny. – Mówił, że Paulina upijała się do nieprzytomności, piła wódkę, brała po całym opakowaniu proszków – wyliczał Zbigniewa Arbaczewski, tata 15-latki. Przeczyły temu zeznania innych świadków, w tym rodziny i znajomych ofiary.

To nie wszystko, ponieważ służby niespecjalnie zweryfikowały to, że w toku śledztwa dwukrotnie zaginął laptop Pauliny, a gdy się odnalazł, wyszło na jaw, że dysk został całkowicie wyczyszczony. Pani Ewa, mama 15-latki, jest przekonana, że to nie może być przypadek. W jej ocenie to właśnie w telefonach i laptopie córki tkwił klucz do wyjaśnienia tajemnicy jej śmierci.

Funkcjonariuszom nie udało się ustalić motywu, który miał rzekomo pchnąć Paulinę do podjęcia tak dramatycznej decyzji. Przesłuchiwano świadków, lecz żaden trop nie doprowadził do tego, by tor śledztwa skierować w stronę podżegania do odebrania sobie życia przez ofiarę lub uznania, że ktoś mógł mieć związek ze śmiercią nastolatki. Tak przynajmniej twierdzili sami mundurowi, mimo że choćby zeznania koleżanki Pauliny rzucały wiele wątpliwości na przebieg wydarzeń. Wątek, który mówił o zakładzie, w ocenie rodziny nie został wystarczająco zbadany. Warto też podkreślić, że przesłuchania rówieśników 15-latki odbyły się dopiero po trzech miesiącach od tragedii. Śledczy tłumaczyli się tym, że młodzież przeżywała trudne chwile po śmierci koleżanki i chciano poczekać ze względu na wakacje. Tyle że Paulina zmarła w maju, a wakacje zaczynają się dopiero pod koniec czerwca. Kolejna dziwna decyzja dopisana do długiej listy zagadek w tej sprawie.

Dane z wyczyszczonego komputera ofiary udało się odzyskać tylko do lutego 2012 roku, co oznacza, że ostatnie trzy miesiące pozostały nieprzywrócone. Eksperci stwierdzili, że utracono je na zawsze. Niestety potwierdził to też niezależny specjalista, zatrudniony przez rodziców Pauliny. Przekazał im, że dysk wygląda tak, jakby ktoś zamienił go na nowy, a stary ukradł, dlatego nie można odzyskać najnowszych danych. Zdesperowani bliscy próbowali wszystkich sposobów na to, by poznać prawdę o śmierci ich córki, albo przynajmniej otrzymać odpowiedzi na nurtujące ich pytania, których nie wyjaśniło oficjalne śledztwo służb. W tym celu poprosili o pomoc między innymi Krzysztofa Rutkowskiego, który jednak stwierdził tylko tyle, że w ocenie jego ludzi dane zostały celowo wykasowane z komputera 15-latki.

Nie pomogły też apele w mediach o zgłaszanie się świadków, rodzice pojawili się nawet w programie Elżbiety Jaworowicz, gdzie wskazywali na błędy popełnione przez funkcjonariuszy oraz prokuraturę. I nic, niczego nowego nie udało się dowiedzieć. Ostatnia nadzieja, jak wskazują bliscy Pauliny, to przedawnienie zbrodni, które następuje co najmniej po kilkudziesięciu latach od jej ewentualnego popełnienia. Rodzice mają nadzieje, że wtedy świadkowie – albo osoby, które mogły nakłonić ich córkę do odebrania sobie życia – odważą się powiedzieć prawdę. Bo po prostu na prawdzie już tylko im zależy. - Niech będzie ona bolesna, ale będzie prawdą – apeluje pani Ewa Arbaczewska, matka Pauliny. Jako „Pokój Zbrodni” przyłączamy się do tego apelu.

Z uwagi na charakter tego materiału, poniżej znajdziecie planszę z numerami wsparcia dla młodzieży oraz dorosłych: tych osób, które znajdują się w kryzysie psychicznym lub z jakiegoś innego powodu potrzebują wsparcia. Nie bójcie się prosić o pomoc, ten jeden telefon może nawet uratować czyjeś życie.

Gdzie szukać pomocy?

Jeśli znajdujesz się w trudnej sytuacji, przeżywasz kryzys, masz myśli o odebraniu sobie życia - zwróć się do dyżurujących psychologów i specjalistów. Gdzie możesz szukać pomocy?

  •  Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży:  116 111
  •  Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych: 116 123
  • Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka: 800 121 212
  • Wsparcie dla osób po stracie bliskich - będących w żałobie: 800 108 108
  • Tumbo Pomaga - pomoc dzieciom i młodzieży w żałobie: 800 111 123
  • W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, koniecznie zadzwoń na numer alarmowy 112.
Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?
Źródło: Wstrząsający zakład, 15-letnia Paulina nie żyje. Ktoś wykasował dane z jej laptopa i telefonu