Przypomnijmy, protest był bezpośrednią reakcją na środowy (09.09) wypadek w Sokolnikach Suchych, gdzie pociąg PKP Intercity „Koziołek” zderzył się na przejeździe z ciężarówką. W wyniku wykolejenia zginęła 39-letnia pasażerka z okolic Lublina. Protest rozpoczął się o północy z czwartku na piątek i trwał do godziny 12:00.
Zapytaliśmy pasażerów jak odczuli zmiany.
- Niestety muszę jechać pociągiem o 14:00, więc na miejscu będę dopiero o północy.
- Jechałam rano z Chełma do Lublina i wtedy nie doświadczyłam żadnych opóźnień. Teraz zbieram się do Krakowa przez Rzeszów i widzę 25 minut opóźnienia, więc trochę niefajnie.
- Jadę w stronę Rzeszowa i mój pociąg ma mieć 25 minut spóźnienia.
- Nasz pociąg spóźnił się ponad godzinę. Jechaliśmy z Łukowa do Lublina, a teraz jedziemy do Krakowa. Kolejny pociąg mamy o 12:35, ale też jest opóźniony, więc może być jeszcze gorzej. Planowo mieliśmy być w Krakowie koło 15:00, a będziemy dopiero po 17:00.
- Niezbyt pozytywnie. Pociąg spóźnił się ostatecznie ponad pół godziny.
Mimo sporych zmian w rozkładach jazdy, pasażerowie starają się być wyrozumiali w związku z zaistniałą sytuacją.
- Rozumiem, że maszyniści chcą w jakiś sposób zaznaczyć, że idąc codziennie do pracy czują się zagrożeni. Nie umiem jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nie dało się znaleźć lepszej formy takiego protestu.
- Skoro nikt na to od dłuższego czasu nie reaguje, bo to nie jest odosobniony przypadek, to mam wrażenie, że na przestrzeni ostatnich lat do takich sytuacji dochodzi dość często, a wiele przejazdów kolejowych wciąż pozostaje niezabezpieczonych. Wydaje mi się, że maszyniści obawiają się nie tylko o swoją pracę, ale też o własne życie.
- Pewna grupa chce zwrócić uwagę na nieprawidłowości, bo niestety jest źle. Nie szkolimy dobrze kierowców i mamy problem z przekazywaniem informacji o tym, jak należy zachować się na torach.
- Myślę, że taki protest jest jak najbardziej konieczny. Nieraz protestowano na przykład w szkołach czy szpitalach i to przynosiło efekty. Pojawiały się jakieś poprawy. Nie oszukujmy się, po wypadkach największe obciążenie i tak spada na kierującego pociągiem.
- Maszyniści mają teraz narzuconych za dużo obowiązków, których kiedyś nie było. Zamiast skupić się na pracy, musimy bardziej patrzeć na dokumentację i inne formalności niż na to, co faktycznie dzieje się na szlaku czy przejazdach.
Do zakończenia protestu uruchomiono około 3 tysiące składów, z czego co piąty wyjechał w trasę z opóźnieniem. W szczytowym momencie utrudnień opóźnienia dotyczyły ponad 70% pociągów PKP Intercity oraz co trzeciego składu POLREGIO. Rekordowe opóźnienia poszczególnych pociągów dalekobieżnych przekroczyły 5 godzin. Choć protest maszynistów zakończył się w południe, jego konsekwencje będą odczuwalne do późnych godzin wieczornych.
Zobacz też naszą galerię zdjęć: Nowe pociągi dla woj. lubelskiego zamówione