Dwóch pracowników suszarni zginęło od uderzenia pocisku na Lubelszczyźnie. Nowe informacje

Blisko cztery lata po tragicznym incydencie w Przewodowie, gdzie w listopadzie 2022 roku rakieta zabiła dwóch rolników na Lubelszczyźnie, śledztwo wciąż nie przyniosło rozstrzygnięcia. Prokuratura Krajowa utknęła w martwym punkcie z powodu braku współpracy Ukrainy, która nie odpowiada na wnioski o pomoc prawną. Ta sytuacja nie tylko pogłębia cierpienie rodzin ofiar, ale także podważa zaufanie i wpływa na relacje polsko-ukraińskie.

Rakieta zabiła dwóch rolników 

Tym dramatem żyła cała Polska. 15 listopada 2022 roku opinia publiczna wstrzymała oddech po tym, jak w środku dnia, około godziny 15:30, pojawiły się informacje o uderzeniu tajemniczego pocisku na Lubelszczyźnie. W tym samym czasie trwał zmasowany atak Rosji na Ukrainę w ramach prowadzonej (wówczas od zaledwie 9 miesięcy) wojny. 

Szybko okazało się, że rakieta rzeczywiście spadła - uderzyła w małą miejscowość Przewodów w gminie Dołhobyczów (powiat hrubieszowski). Najstraszniejsze wiadomości miały jednak dopiero nadejść - wkrótce wyszło na jaw, że pocisk trafił w lokalną suszarnię zboża, zabijając dwóch pracujących tam mężczyzn - 59-latka i 60-latka. Obaj byli Polakami. Siła uderzenia rakiety była potężna - wskutek eksplozji na miejscu powstał lej 5-metrowej głębokości.

W ten oto sposób nagle niepozorna wieś licząca sobie zaledwie 400 mieszkańców znalazła się w centrum wydarzeń globalnej geopolityki. Przez chwilę świat znalazł się bowiem na krawędzi wybuchu III wojny światowej. Pocisk spadł bowiem na terytorium RP, a więc obszaru należącego do NATO; na dodatek w wyniku zdarzenia dwaj obywatele kraju członkowskiego Sojuszu ponieśli śmierć.

Gdyby uznać to za bezpośredni, celowy atak byłyby wszystkie podstawy do uruchomienia art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, a więc tym samym rozpoczęcia otwartego konfliktu zbrojnego NATO z Rosją.  

Milczenie Ukrainy

Sprawa nie okazała się jednak tak oczywista jak początkowo zakładano - choć wiele wskazywało na to, że pocisk produkcji rosyjskiej to pojawiły się wątpliwości, czy na pewno za jego wystrzelenie odpowiada Moskwa. Dalsze śledztwo wykazało słuszność tych podejrzeń - polskie służby ustaliły, że na Przewodów spadł pocisk przeciwrakietowy typu S 300 5-W-55, który co prawda był produkcji rosyjskiej, ale najprawdopodobniej został wystrzelony z terytorium Ukrainy, przez obronę przeciwlotniczą tego kraju.

Okoliczności upadku rakiety na polską ziemię są wciąż owiane tajemnicą. Jak ustalił "Super Express", Prokuratura Krajowa w Warszawie w blisko cztery lata od tamtych tragicznych wydarzeń ma związane ręce, a sprawa od stycznia 2024 roku pozostaje oficjalnie zawieszona. Powodem jest milczenie strony ukraińskiej, która to do tej pory nie zareagowała w żaden sposób na wniosek o pomoc prawną skierowany do Kijowa. Bez tej współpracy wyjaśnienie okoliczności upadku rakiety wydaje się niemożliwe, a sprawa śmierci dwóch Polaków - pierwszych ofiar działań wojennych na terytorium Polski od czasu zakończenia II wojny światowej - pozostanie zagadką. 

Postawa Ukrainy jest też niepokojąca z tego względu, że rodzi liczne niepotwierdzone teorie dotyczące tragedii w Przewodowie. Gdy jedni mówią, że ukraińska rakieta przypadkowo zabłądziła i w chaosie wywołanym potężnym, zmasowanym atakiem Rosji doleciała za granicę Polski, inni twierdzą, że było to celowe działanie. W tym ujęciu upadek rakiety na polską ziemię był celowym zagraniem, które miało sprowokować Polskę i NATO do włączenia się do wojny z Rosją i tym samym bezpośrednie, zbrojne wsparcie walczącej przed najeźdźcą Ukrainy. 

Co znamienne tuż po upadku pocisku na Lubelszczyznę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oskarżył Rosję o atak na Polskę, zapewniając, że "nie ma wątpliwości", iż to nie był pocisk ukraiński; już dwa dni później zmienił jednak ton, zapewniając że jego państwo chce wyjaśnić okoliczności tego zdarzenia, bo "nie wie na sto procent, co się stało". Za słowami nie poszły jednak żadne czyny. 

Przewodów jako zły przełom w stosunkach polsko-ukraińskich

Wielu komentatorów ocenia, że to właśnie zdarzenie z Przewodowa zapoczątkowała pogarszanie się relacji polsko-ukraińskich, które tuż po wybuchu wojny na Ukrainie były w swoim szczytowym punkcie, a ogromna skala pomocy okazanej zaatakowanemu narodowi przez Polaków wzbudziła uznanie o zasięgu ponadnarodowym. Niestety dziś te relacje zdają się cały czas jedynie pogarszać, co jest szczególnie niepokojące w obliczu trwającej wojny hybrydowej prowadzonej przez Rosję przeciwko światu zachodniemu.

Milczenie strony ukraińskiej w Przewodowie może być z pewnością postrzegane jako wysoce nieodpowiedzialne. Jak ostrzegają wywiady państw europejskich Moskwa może podjąć w najbliższych miesiącach próbę potężnego przetestowania reakcji i spójności NATO. Jeden ze scenariuszy głosi, że może dojść do ataku z powietrza na państwo członkowskie NATO przy użyciu ukraińskiej broni. Gdyby incydent w Przewodowie został uczciwie wyjaśniony z pewnością o wiele łatwiej byłoby zareagować na tego typu prowokacyjne zdarzenie. 

Zresztą podobne zdarzenia miały już miejsce - m.in. we wrześniu 2025 na Polskę jednej nocy spadło co najmniej kilkanaście dronów, a w lipcu tego roku we wsi Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie spadł pocisk manewrujący Ch-101. W obu przypadkach ustalono, że obiekty były pochodzenia rosyjskiego, w obu obyło się bez ofiar i rannych, ale wcześniejsze milczenie Ukrainy w sprawie Przewodowa zebrało swoje pokłosie w postaci licznych teorii spiskowych, które również i tym incydentom przypisywały ukraińskie źródło i kolejną próbę "wciągnięcia Polski do wojny". A wszystko to jest oczywiście wodą na młyn rosyjskiej propagandy aktywnej bardzo mocno w Polsce. 

W całej tej sprawie zresztą największe prawo do oskarżeń i rozżalenia mają rodziny dwóch Polaków, którzy w listopadzie 2022 roku stracili życie. Oni wciąż nie wiedzą, dlaczego ich bliscy w tak tragiczny sposób zakończyli swoje życie. 

Przewodów modli się za ofiary eksplozji. Morze łez po tragedii

ROLKI